KP, czyli o problemie ilości mleka już na początku

Jakiś czas temu zagotowało się we mnie. Miałam ochotę wstać i krzyczeć ale już nawet nie ze złości ale z bezsilności. Otóż bliska mi osoba, tuż po urodzeniu swojej córeczki, bardzo chciała karmić ją piersią. Przy pierwszym jej dziecku się nie udało, teraz chciała ponownie podjąć próbę. Niestety, zamiast uzyskać pomoc od położnych usłyszała, że nie ma pokarmu i od pierwszego dnia serwowali dziecku mleko modyfikowane.

Nie jestem kobietą i matką zafiksowaną na punkcie karmienia piersią, ale wyć się chce do księżyca, gdy spotykam się z takim podejściem personelu szpitala w stosunku do osoby, która chce i która potrzebuje pomocy i podpowiedzi jak to ogarnąć, a napotyka mur, oziębłość i niechęć. Próbowałam namawiać do podjęcia jeszcze prób karmienia, by się nie poddawać i zawalczyć ale jeśli nikt z otoczenia nie wspiera matki w tej walce, to niestety w większości przypadków jest ona skazana na porażkę.

Wiem, że na początku bywa ciężko, ale fizjologiczna przyczyna niedoboru mleka to tylko od 1 do 5% przypadków jego wystąpienia! Ja sama jestem przykładem, że problem karmienia piersią nie musi oznaczać braku pokarmu tylko tego, że coś gdzieś nie gra na linii sutek mamy a buzia niemowlaka. Pisałam o tym więcej tutaj i zachęcam Was do lektury, bo z pewnością nie jestem pierwszą mamą, którą to spotkało.

Z własnego doświadczenia wiem też, że na początku może nie być mleka, jest za to siara. Żółty płyn, który zawiera w sobie wszystko to, czego Twoje dziecko potrzebuje. Ponad to żołądeczek takiego dzieciątka jest tak mały, że i tak nie przyjąłby więcej pokarmu, niż my same jesteśmy w tym czasie w stanie wyprodukować. W szkole rodzenia dowiedziałam się, że mleko może pojawić się dopiero po kilku dniach i nie ma powodu do paniki, bo tak jesteśmy zaprogramowane. Zatem matka natura jest tak sprytna i tak to wykombinowała, że zdrowe urodzone o czasie dzieci potrafią sobie same zorganizować czas i ilość posiłków niezbędnych im do życia i jedyne co może zrobić matka to pozwolić dziecku pokierować tym procesem. Mnie położne kazały ściągać siarę strzykawką i dosłownie te kilka kropel wędrowało do buzi Mii, po czym zasypiała i budziła się po kilku godzinach, gdy znów poczuła głód.

Ponieważ miałyśmy problem z dłuższym ssaniem ze względu na zbyt krótkie wędzidełko podjęzykowe, by stymulować piersi i pobudzać laktację, miałam przy sobie mechaniczny laktator, z którym praktycznie w szpitalu się nie rozstawałam. Kiedy już wróciłyśmy do domu po zabiegu, Mia samym ssaniem pobudzała piersi do produkcji.

Im dziecko starsze, tym więcej pije i przystawiane prawidłowo do piersi, pobudza laktację i w pewnym momencie trzeba wręcz walczyć z tryskającym na wszystkie strony mlekiem.  I co najważniejsze,  trzeba dać sobie i dziecku czas,  by dziecko ssąc brodawkę, rozhuśtało laktację. A niestety, kobieta często niesłusznie już na wstępie jest przekonywana, że ma za mało pokarmu.

Oczywiście to, o czym piszę, to ledwie wierzchołek góry lodowej. Dlatego tak ważne jest, by czytać, edukować się i nie poddawać. Jeszcze raz kieruję Was do źródeł, z których ja sama korzystałam w momencie zwątpienia:

fot. http://blog.mothersorganichealth.com/
(Visited 62 times, 1 visits today)

You Might Also Like