Kiedy ktoś Ci bliski nie ma tego co Ty

Idealnie jest wtedy, kiedy wszystko w naszym życiu mamy wg naszych wyobrażeń. Jeśli te wyobrażenia dotyczą rodziny, jest to wręcz idylla, którą chcemy się otulać każdego dnia. Może się jednak zdarzyć, że ktoś nam bliski cierpi, bo bardzo by chciał, ale nie może mieć tego, co mamy my- rodzinę. Jak sobie z tym radzić?

Pisząc rodzina, mam na myśli nas-rodziców i nasze dzieci. Jedno, dwoje, to już nie ma znaczenia. Chodzi o sam fakt posiadania potomka, tej cząstki siebie, w którą my każdego dnia wpatrujemy się z takim uwielbieniem. Owoc miłości, być może planów a może po prostu się trafiło i jest fajnie. Niestety, życie nie jest sprawiedliwe.

To boli. Jedną i drugą stronę.

Najgorzej jest podczas spotkań. Tysiące pytań kłębi się w głowie – czy mówić o tym lub o tamtym, bo przecież tyczy się to naszego dziecka. Jednocześnie gdzieś w środku włącza się automatyczna blokada na pewne tematy. Bo jak rozmawiać o dzieciach, o tym co u nas, skoro druga stronę tak bardzo ten temat uwiera i rani w środku. Nie, nie pokażą tego ale nie trzeba być psychologiem, by mieć wyczucie chwili i sytuacji.

Bywa też tak, że temat sam wyskoczy. Napatoczy się pod wpływem innego, o którym właśnie się rozmawiało i jakoś tak ciągnie się go dalej, ale można odnieść wrażenie, że trwanie w tej dyskusji to jak walka strongman’a z wielkim ciągnikiem – jest ciężko i wymaga to sporej siły, by rozmawiając, zważać na to, co się mówi.

Łatwo o przekroczenie tej cienkiej granicy, o wypowiedzenie tych kilku słów za dużo. O palnięcie czegoś, bo mówi się czasem szybciej niż myśli. Jeszcze łatwiej o uniesienie, kiedy emocje biorą górę, chociaż człowiek tak bardzo się stara trzymać w pionie i nie chować się w skorupie.

Czy rozmawiać w ogóle o macierzyństwie?

Temat macierzyństwa bywa jak pole minowe – nie wiadomo gdzie stanąć, bo obawa o zranienie się jest na każdy kroku. Pamiętając o tym, co przeżywa para tak bardzo walcząca o dziecko, staramy się ważyć słowa, chociaż jednocześnie nie chcemy obchodzić się z nimi jak z jajkiem, bo to też ich kłuje. W oczy i serce. Ale skoro nasza codzienność to praca, dom i dziecko to i nasze troski i zmartwienia dotyczą głównie tych tematów. Jest to wszystko o tyle skomplikowane, że wymaga delikatności i ogromnej dawki zrozumienia i wsparcia jednej i drugiej strony.

Podczas gdy ja czytam i szukam pomocy, by poznać świat swojego dziecka i okiełznać targające nim emocje jak na dwulatkę przystało i bywa to dla mnie sprawa niełatwa momentami, tak dla drugiej osoby jest to coś, co jawi się jako chęć i istota bycia. To jest coś, czego chciałaby najbardziej na świecie. Jak ja mogę narzekać na coś, co jest tak naturalną koleją rzeczy ale w tym momencie – nie dla nich. Sytuacja, w której obie strony czują, że jest to grząski grunt – bo jesteśmy w tak różnych miejscach w życiu i obie szukamy pomocy i wsparcia, ale na tak innej płaszczyźnie, że aż czuć wręcz fizyczny ból, kiedy się o tym myśli.

niepłodność_cover

Temat problemu z zajściem w ciążę jest, mam wrażenie, podobnie jak utrata ciąży, tematem głęboko schowanym, rzadko wychodzącym na światło dzienne. Jest to temat wstydliwy, kłopotliwy, bolesny, nie jednokrotnie prowadzący wręcz do depresji.  Nie łatwo jest o tym mówić, nie każdy jest w stanie zrozumieć sytuację, nie każdy ma wyczucie chwili i potrafi ważyć słowa. Tak naprawdę, często nie wiadomo co powiedzieć i jak, i czy w ogóle. Jak poinformować o czyjejś ciąży? Zrobić to, a może lepiej przemilczeć? Ale przecież i tak się kiedyś dowiedzą. Jak poruszać się w gąszczu codziennych spraw w trakcie rozmów, żeby było normalnie a jednocześnie nie powodować, że serce ściska i chce się z takiego miejsca uciec.

Czy szukać gdzieś pomocy i wsparcia?

Chce się być wsparciem, ale nie nachalnie, nie przypierać do ściany. Szukając informacji, trafiłam na blog Ani. Anię pamiętam jeszcze z bloga Anielno, cieszę się jednak, że poszła ta drogą, która doprowadziła do pisania drugiego, dużo ważniejszego i potrzebniejszego bloga – „towsrodku.pl”. Między innymi tam natknęłam się na tekst o tym, co przeżywa kobieta (para) starająca się o dziecko (KLIK). Przeczytałam też, jakich tekstów unikać, chociaż szczerze mówiąc, nie wiem jak nie czułą i nie empatyczną osobą trzeba być, by coś takiego przeszło w ogóle przez gardło, ale niestety, zdarza się (KLIK). Tym bardziej trzeba o tym przeczytać.

Macierzyństwo to jednocześnie jego jasne i ciemne strony. Z Moniką staramy się pisać o wszystkim, nie używając przy tym zbyt dużej porcji lukru, ale też nie przeciągając z przesadą na ciemną stronę mocy. Prawda jest taka, że mając swoje dzieci przy sobie i przechodząc przez gorsze chwile i dni bywa, że zapominamy jakie mamy szczęście i jak wiele osób oddałoby naprawdę wiele, by odrobiny tego szczęścia zaznać.

(Visited 530 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Magdalena Matuszewska

    Wiem jak to jest. Sama ma czwórkę dzieciaków. Ale moje bardzo dobra koleżanka, od kilku lat stara się z mężem o dziecko. Kiedy zaszłam w ostatnią ciążę nie wiedziałam jak jej o tym powiedzieć. Czy nie zaboli, czy nie urażę jej, czy nie urwie się nasz kontakt. NIc takiego się nie stało, Ula zawsze pyta jak tam moje maluchy, cieszy się zemną ich sukcesami. Ale wiem że to boli, mnie również.

    • Są chwile, kiedy bardzo boli. Ale cieszę się, że dajecie radę.To wymaga zapewne ogromnej siły ze strony Twojej koleżanki, ale z Twojej również. Trzymajcie się i pielęgnujcie taką znajomość! 🙂

  • Ech, często to wymaga dojrzałości strony poszkodowanej – zazdrość bardzo utrudnia jakikolwiek kontakt. Ja się łapię na tym, ze przesadzam rozmawiając z osobą, która nie ma dziecka (a wiem, że chce) i narzekam, mimo że wcale nie jest tak źle. Coś na zasadzie „ciesz się, że nie jesteś w mojej sytuacji”. Ostatecznie często jednak ludzkie drogi się rozchodzą bo nie potrafimy się nawzajem zrozumieć 🙁

    • Jak ja Cię rozumiem, Basia. Właśnie ostatnie spotkanie natchnęło mnie, żeby ten temat poruszyć, bo zrobiło się dość przykro. I tak naprawdę zupełnie niepotrzebnie, ale pewne słowa zostały wypowiedziane na głos, tego się nie cofnie. Przeprosiny i wyjaśnienia padły z dwóch stron, znamy się kawał już czasu i naprawdę się lubimy i trzymamy blisko, ale tutaj dużą role odgrywa psychika takiej osoby. Nie każda radzi sobie z upływem czasu, z tym problemem i siłą rzeczy, odbija się to na relacjach i sposobie prowadzenia rozmów.

      U Was drogi się rozeszły? Mam nadzieję, że nie…