Każde dziecko to artysta!

Wielkanoc już za nami. Koszyczki schowane, zjedzone czekoladowe zające, po pisankach ślad zaginął. Do tego wpisu natchnęły mnie właśnie pisanki. No i pewna rozmowa z przyjaciółką z młodości na temat edukacji i kreatywności. Takie dwa w jednym.

Pisanki – pamiętacie, jak jako dzieci malowaliście jajka na Wielkanoc? Ja tak, i to bardzo dobrze. Moja wewnętrzna dusza artysty nie pozwalała mi nigdy iść do kościoła ze święconką z takimi prostymi, zwykłymi jajkami.  Co to, to nie. Może  nie zawsze były to wielkie dzieła, ale zawsze moje własne, najpiękniejsze pod słońcem pisanki. Już nie mogę się doczekać, jak Madzia będzie wystarczająco duża, by malowanie jajek na Wielkanoc sprawiało jej frajdę. Wspólnie będziemy babrać się w farbkach, nitkach i klejach.

Już po ponad rocznej obserwacji, dochodzą do wniosku (zapewne niezbyt odkrywczego), że dzieci rodzą się z wrodzonymi pokładami kreatywności. Tak właściwie, taki mały człowiek przez większość czasu coś kombinuje i kreuje. My dorośli nie mamy już takiej umiejętności. Jasne, że pewnie nie wszyscy, bo i wśród Was znajdzie się niejedna złota rączka, ale uogólniając chyba nikt nie zaprzeczy. Tylko dzieci potrafią spędzać godziny na budowaniu zamków z piasku czy klocków, rysowaniu domku z płotem czy  wymyślaniu czegoś z niczego. W sumie, to każde dziecko jest artystą, a co najważniejsze – zupełnie nic nie ogranicza jego twórczości. Wszystko jest możliwe! Piękne to, nie? 🙂

Co się dzieje z nami w takim układzie, że po drodze tyle tracimy z tej swojej wrodzonej kreatywności. Nie mówię o tym, że w dziecięcych planach zostać mieliśmy strażakiem czy baletnicą, ale o takich naszych małych pasjach, rzeczach które naprawdę lubiliśmy robić, a zaginęły gdzieś po drodze?

By lepiej zobrazować, posłużę się własnym przykładem. Od dziecka uwielbiałam rysować. Z opowieści mamy wiem, że podczas gdy inne dzieci mazały jeszcze na kartkach bliżej nieokreślone kształty, ja rysowałam konia, który miał głowę, tułów, ogon i 4 nogi. Na  6 urodziny dostałam najcudowniejszy prezent – akwarele i pędzel do malowania (swoją drogą, ciekawe czy teraz dzieci cieszą się z takich prezentów). Malowałam gdzie mogłam, kiedy mogłam i co tylko miałam ochotę. Zorganizowane zajęcia mnie szybko znudziły, bo ja nie chciałam malować jak inni i tego co inni. I sama pamiętam to doskonale! Pod koniec szkoły podstawowej z zafascynowaniem rysowałam japońskie mangi i szukałam najróżniejszych inspiracji.

Dlaczego w związku z tym dziś nie jestem w żaden sposób związana z rysowaniem? W sumie nie wiem, choć po długiej rozmowie na ten temat z przyjaciółką mamy pewne typy. Ona też dobrze pamięta, z jaką fascynacją i zaangażowaniem robiłam najróżniejsze rzeczy na plastyce. I również się zastanawia, czemu nasze losy toczą się tak, a nie inaczej.

W moim przypadku w dużej mierze zaważyła edukacja.  Wiecie, sprostanie oczekiwaniom rodziców – najlepiej skończyć ogólniak, pójść na studia. To miało mi dać stabilizację. I dało… pytanie co ze spełnieniem? Wybierając liceum, rozważałam pójście do szkoły plastycznej. Ale jak to, do szkoły plastycznej? Usłyszałam argument, że przecież jak nadal będę rysować, zawsze mogę pójść na ASP… PÓŹNIEJ. No i rzeczywiście, w teorii to przecież najprawdziwsza prawda. Jednak w liceum ogólnokształcącym, gdzie nacisk na naukę tak abstrakcyjnych przedmiotów jak plastyka czy muzyka, lub rozwijanie w uczniach jakichkolwiek zdolności artystycznych był równy zeru, naprawdę trudno utrzymać odpowiedni poziom zaangażowania. Mając te naście lat i bez ludzi dookoła, którzy podzielają Twoje pasje, trudno wyłamać się z tłumu. Człowiek tak płynie na fali, i ta fala tak go potem przez życie niesie.

Nie mówię, że tu gdzie jestem, jest źle. Choć jak tak sobie pomyślę, mogłoby również być lepiej. Chyba zdecydowanie bardziej, niż chodzić codziennie do biura, wolałabym tworzyć różne grafiki, projektować mieszkania, szyć ubrania czy malować obrazy.

Te doświadczenia i przemyślenia, skłaniają mnie teraz ku temu, by bacznie przyglądać się własnemu dziecku. Na tym etapie, wszystko stoi przed nim otworem. Widzę, jak rysuje pierwsze kreski świecową kredką na podłodze, wali swoimi małymi rączkami w klawisze na pianinie czy buduje wieże z klocków. Już teraz widać, z jaką precyzją podchodzi do niektórych czynności. Jak analizuje i bada co ma w rękach. Studiuje detale. Może to zwiastun czegoś, a może jeden z kolejnych dziecięcych etapów. Niezależnie chcę, by przede wszystkim dobrze poznała siebie, bo wierzę, że tylko wtedy możemy podejmować odpowiednie decyzje dotyczące naszego życia.  Nie musi być we wszystkim najlepsza, ale ważne, żeby znalazła w życiu coś, co jeśli nie będzie jej przyszłością sensu stricte, to będzie jej prywatną odskocznią. Taką pasją, która pozwoli przetrwać trudy dnia codziennego. Może przy odrobinie szczęścia, będziemy razem, jak ja z mamą, wymyślać nowe sukienki i spędzać wspólnie godziny przy maszynie.

 

DSC_0310_1

 

(Visited 45 times, 1 visits today)

You Might Also Like