Karmienie piersią w miejscu publicznym

Karmienie dzieci, zwłaszcza niemowląt, jest tematem wzbudzającym iście wielkie emocje w Polsce. Tak przynajmniej wnioskuję sądząc po ilości blogowych wpisów na ten temat i burzy na forach internetowych. Kwestia karmienia jest sprawą indywidualną każdej mamy, ale tak się jakoś składa, że pierwsze pytanie jakie ktoś nam zadaje przeważnie brzmi „jak karmisz?”, tak jakby nasze życie i los całego świata od tego zależały.

W szpitalu, położne które opiekowały się mną i Mią, również naciskały na KP ale była to bardziej forma wspierania czegoś, czego sama się podjęłam i jestem im za to wdzięczna. Choć, jak już wiecie, miałam chwile zwątpienia i słabości. Mia tak sobie niedługo potem upodobała naszą codzienną bliskość i mój biust, że o karmieniu z butelki, nawet odciągniętym mlekiem, mogłam zapomnieć. I chociaż jako świeżynka w roli mamy, dosłownie obawiałam się ruszać z nią z domu (bo co będzie, jak się rozpłacze, zrobi głodna itd.) przez pierwszy miesiąc, tak później nie było to już wielkim dla mnie problemem.

W Szkocji karmienie piersią wydaje się być czymś tak naturalnym jak to, że w porze lunchu ludzie wybywają z dusznych pokoi swoich pracowych biur i idą w miasto coś zjeść. Niejednokrotnie widziałam naklejki na ścianach informujące, że „tutaj można karmić piersią” i nie będzie to stanowiło dla nikogo żadnego problemu. Dlatego, gdy czytam o tym, że w Polsce kelner wyprasza mamę z dzieckiem do toalety (nigdy nie zrozumiem, jak tak można postąpić wobec kobiety z dzieckiem) lub w ogóle z lokalu, to wszystko mi opada i czuję ogromną bezradność ale też złość.

Gdzie karmiłam piersią?

Pierwsze karmienie w terenie zaliczyłam na parkingu samochodowym, w drodze na zakupy. Mia obudziła się i cóż, brzuszek głodny, matka musi zapewnić uzupełnienie zapasów. Kolejne odbyło się na parkingu pod hotelem, w sytuacji awaryjnej, bo Mia dała taki popisowy koncert w drodze powrotnej ze spaceru do domu, że zanim dojechalibyśmy na miejsce, aparaty słuchowe byłyby u nas do wymiany. Wzbudzaliśmy zainteresowanie, oczywiście, ale nie było ono nachalne ani wścibskie.

Prawdziwym wyzwaniem okazała się nasza wyprawa do Ikeii, gdzie ogólny chaos, otoczenie i hałas spowodowały, że Mia dość szybko odczuła zmęczenie i tylko przystawienie do piersi gwarantowało, że wyciszy się i uspokoi. Zatem gdzieś między szklankami i talerzami przytuliłyśmy się, po czym przeniosłyśmy bliżej miękkich dywanów i pościeli, ale raz udało nam się też ukryć w jednym z wystawowych pokoi. I tutaj muszę pochwalić ludzi nas mijających, bo nie usłyszałam ani jednej niestosownej uwagi, nie napotkałam żadnego karcącego mnie wzroku.

Miałam okazję też karmić w restauracji. Spotkaliśmy się ze znajomymi, był weekend a miejsce wypełnione przez ludzi po brzegi. Głośność, jaskrawe dość światła i jednak brak intymności sprawiły, że zastanawiałam się, co zrobię, jeśli Mia zażyczy sobie należnego jej posiłku. Obsługa tego miejsca zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, bowiem zaprowadzili mnie do własnego pokoiku, w którym postawili dla mnie krzesło i zostawili samą z dzieckiem, bym mogła w ciszy i spokoju ją nakarmić. Oczywiście była dostępna toaleta dla matki z dzieckiem, gdzie mogłam Małą przewinąć ale nie przyszło im nawet na myśl zaproponować mi pójścia tam. Mia zjadła, zamknęłam pokój, klucze oddałam sympatycznej pani kelnerce i wszyscy zadowoleni.

Karmiłam również w przychodni w poczekalni, w samolocie, w kawiarence Galerii Sztuki i u fryzjera. W żadnym z tych miejsc nie odczuwałam dyskomfortu, otrzymywałam natomiast pomoc i zrozumienie. Uprzedzę Wasze pytanie – nie świeciłam piersią po oczach przechodniów czy pracowników danego miejsca. Starałam się zawsze zapewnić sobie i Mii jak najwięcej intymności i komfortu, na ile było to możliwe. Począwszy od wyszukiwania najbardziej odosobnionego kąta dla nas, po zakładanie specjalnej chusty do karmienia piersią, by nic nie rozpraszało dziecka i by ukryć ewentualnie obnażoną pierś przed ciekawskimi spojrzeniami 😉 Taka chusta przypadnie do gustu szczególnie tym mamom, które nie czują się swobodnie z gołą piersią na wierzchu. Ja jej użyłam w Ikeii i w samolocie i dzięki temu ja nie urządzałam pokazu, a Mia była spokojniejsza.

Niezbędny gadżet karmiącej piersią mamy

Ogromnym ułatwieniem są biustonosze do karmienia piersią. Przyznaję, że dzięki nim sprawa ułatwiona jest ogromnie. Ja swoje kupiłam w Mothercare, ale będąc na święta w Polsce zahaczyłam (no nie mogłam się oprzeć :)) chociażby o salon Triumph i też mieli ciekawe modele. Trzeba po prostu się rozejrzeć i poszukać najlepszej dla siebie oferty, ważne jest jednak, by mieć je odpowiednio dopasowane. Ciężar i wielkość biustu zmieniają się po ciąży i tym bardziej wymagają opieki.

A jak było u Was, miałyście okazję karmić w miejscu publicznym? A jeśli tak, jakie macie wspomnienia?

1

(Visited 724 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Monika

    Przeczytałam z zapartym tchem – jak zawsze 🙂 Ale myślę, albo mi się tak trafiło, że aż tak źle to u nas nie jest. Pewnie wszystko zależy od tego kto, gdzie na kogo trafił. Choć z drugiej strony, Warszawa pewnie nie jest zbytnio reprezentatywna, tutaj dużo więcej można. Ja karmiłam jak Ty w wielu miejscach, w parku, przychodni, sklepie, restauracji, ale też zawsze dbając o odrobinę spokoju i prywatności. Fajnie przeczytać jak to tam u Was na Wyspach, choć pamiętam jak moja kuzynka z Dublina mówiła, że np u nich właśnie tak różowo nie jest.

  • KRZYSIEK Z MISJĄ

    Ja również rozpisałem się na ten temat na swoim blogu, w momencie, w którym zobaczyłem grafikę, którą stworzyli studenci z Uniwersytetu Północnego Teksasu. Pokazuje ona, w jakich warunkach mamy karmią swoje dzieci, gdy zmuszone są „schować” się w publicznej toalecie… Jeśli miałbym pomyśleć, że moje dziecko je w takich warunkach… brak mi słów. W wolnej chwili zapraszam Cię do mnie http://www.simed.pl/blog/kontrowersje-wokol-karmienia-piersia-w-miejscach-publicznych/. Pozdrawiam, Krzysiek 🙂