Karmienie piersią to czasem bolesny temat

Przeglądałam ostatnio zasobność mojej szuflady z kosmetykami dla Małej i znalazłam zapas kremu, który stosowałam na początku przygody, jaką było karmienie piersią. O kremie napiszę za chwilę, skupmy się na razie na samym aspekcie bycia chodzącym posiłkiem dla swojego dziecka.

Kiedy byłam w ciąży, unikałam czytania for internetowych i stron stricte traktujących o karmieniu. Miałam kilka pozycji książkowych obok łóżka i to mi w zupełności wystarczyło. Powód, dla którego nie zaglądałam w czeluścia tych for jest dość prosty – przeważnie dzielą się na dwa obozy – albo jesteś za karmieniem piersią albo za karmieniem mlekiem modyfikowanym. Brak obozu gdzieś pośrodku tych dwóch opcji i komentarze mam, czasami wręcz przesączone postawą „ja wiem lepiej, to ja mam rację” albo „nie karmisz piersią, jesteś złą matką” spowodowały, że miałam dość i wolałam nie angażować się w dysputy, które i tak prowadziły do nikąd i żadnych merytorycznych informacji nie otrzymywałam.

Chodząc do szkoły rodzenia, poznałam dziewczynę, która z góry wiedziała, że będzie karmić butelką i mm. Mam koleżanki, które przerwały karmienie piersią i przeszły na butlę z mm. Czy to sprawia, że są gorszymi matkami? Nie, to ich święte prawo, mogą podejmować takie a nie inne decyzje i jeśli dzięki temu one i ich dziecko są szczęśliwsi, to tylko się cieszyć i podziwiać. Nie ma chyba nic gorszego od nieszczęśliwej, zmęczonej i sfrustrowanej mamy takiego małego brzdąca, na którym cały ten nastrój się odbija.

Pięknie jest również wtedy, kiedy tuż po porodzie mama przystawia swoje dzieciątko do piersi, a ono ssa i rośnie i przybiera na wadze i w ogóle sama bajka.

Ale nikt mi nie powiedział i nie uprzedził, z czym wiąże się karmienie piersią, oprócz oczywistej bliskości z dzieckiem i mojej satysfakcji.

Nie taki sutek twardy, jakim go malują

O problemie laktacyjnym pisałam już wcześniej (klik!) i jak udało mi się wyjść z tego obronną ręką. Ale w międzyczasie moje ciało musiało sprostać również innej, nowej sytuacji – natarcia tych małych usteczek łaknących pić i jeść często, gęsto, jak najwięcej i jak najdłużej. Umówmy się, sutki mają swoją wytrzymałość, są delikatne i wrażliwe i ssanie 10 razy dziennie po minimum 30 minut to dla nich nie lada nowość. Ból przychodził pomału, kumulował się, aż w końcu doszło do sytuacji, w której spać nie mogłam, bo tak mnie bolały. Podrażnione, trochę nawet poranione, paliły mnie i szczypały jednocześnie. Wkładki laktacyjne, biustonosz do karmienia, bluzki – wszystko drażniło i tylko pogarszało sprawę. Nie mówiąc o tym, że nawet prysznic powodował zacisk ust i wydawanie odgłosów w wysokiej oktawie, bo strumień wody podrażniał je równie mocno.

Piersi na chorobowym

Lipiec był, u mnie w Szkocji, miesiącem naprawdę gorącym i słonecznym. Niemal codziennie wylegiwaliśmy się w ogródku, a ponieważ słońce konkretnie grzało, postawiłam namiot, by mieć gdzie się przed nim schować. Pewnego dnia, kiedy ukrop był ogromny, zaskoczona stwierdziłam, że boli mnie prawa strona piersi, nie potrafię wręcz położyć się na tym boku, mam tam dziwne stwardnienie i, chociaż temperatura powietrza była sporo wyższa niż 20 stopni Celsjusza, ja miałam dreszcze i było mi zimno. Spytałam nawet siostry siedzącej obok mnie w namiocie, czy też czuje chłód, ale nie. Tylko u mnie takie objawy. Poszłam więc do domu i położyłam się pod kocem na łóżku, ale zaczynało być mi coraz zimniej, doszły do tego dreszcze i nawet schowanie się pod warstwą koca i kołdry, nie pomogło mi w ogrzaniu się. Zasnęłam, a kiedy się obudziłam, nie czułam się wcale lepiej. W głowie kołatały mi myśli co zrobię, jeśli to grypa mnie bierze i co wtedy z karmieniem Małej?

Tak oto, w skrócie, poznałam co to zapalenie piersi. Bo oprócz standardowych objawów, jak podejrzenie o przyplątanie się choróbska (wysoka gorączka, dreszcze), dochodzi do tego ból piersi, nawet kiedy ich nie dotykałam i zaczerwienie.

Co pomogło w obu przypadkach?

Kiedy niemal wyłam z bólu podczas karmienia i współczułam moim sutkom tego, przez co muszą przechodzić, udało mi się znaleźć najlepszą maść pod słońcem. Lansinoh HPA® Lanolin to maść bezzapachowa, bez smaku, o gęstej konsystencji ale bardzo wydajna. Nie zawiera konserwantów, antyoxydantów i innych chemikaliów. Jest całkowicie bezpieczna zarówno dla mamy jak i dziecka. Jaki jest największy jej plus? Nie trzeba usuwać tuż przed karmieniem dziecka piersią, a użyta przed wzięciem prysznica, pozwala cieszyć się tą krótką ale jakże przyjemną kąpielą (w końcu to jedyny na początku czas, kiedy możemy pobyć same przez całe 10 minut!). Sutki w końcu odetchnęły z ulgą, przestały piec i szczypać, nie były już tak zaczerwienione i podrażnione. Mogłam i ja i one odetchnąć z ulgą.

IMG_20141203_165011

W drugim przypadku nie obyło się, niestety, bez lekarstw.
Po pierwsze – paracetamol. Jest bezpieczny dla mam karmiących piersią, ilość przenikania go do mleka matki jest znikoma i nie zaszkodzi dziecku. To w celu pozbycia się gorączki.
Po drugie – każde karmienie zacząć od przystawiania dziecka do bolącej piersi. Będzie boleć, ale ssanie dziecka to najlepsze co można zrobić, by ściągnąć zastane mleko.
Po trzecie – stara babcina jeszcze metoda, okłady z kapusty. Brałam taki liść, tłukłam go młotkiem, aż puścił soki, chowałam w zamrażalniku na chwilę, aż się schłodził i przykładałam do chorej piersi.

Minus taki, że zapach kapusty towarzyszył mi na każdym kroku, samo chodzenie z kapustą w biustonoszu też należało do średnio przyjemnych, niemniej wykonało swoje zadanie. Ból zelżał, zaczerwienie przechodziło, pierś przestawała być tak rozpalona.

Nie było łatwo, w końcu nigdy nie jest gdy boli, a bardzo się czegoś chce. Kto wie, czy gdyby nie wsparcie i pomoc bliskich mi osób, nie poddałabym się. Wytrwałam i tego życzę innym mamom, które przechodzą teraz przez to samo. Pamiętajcie, że będzie coraz lepiej ale nie zapominajcie o sobie i dbajcie o siebie. Szczęśliwa i zdrowa mama, to szczęśliwe i zdrowe dziecko 🙂

IMG_20141203_101240

(Visited 73 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • jusia

    Dianko, ja karmiłam jakieś 10 lat temu, ale teraz sobie wszystko przypomniałam. Po pierwsze: wcale nie trzeba karmić piersią. Ja bardzo tego chciałam, ale niestety było to trudne. Miałam wklęsłe brodawki -czy jakoś tak. Nakładki musiałam zakładać, ale i tak synu wcale nie był szczęśliwy. męczyłam się 5 miesięcy-bo trzeba, bo dziecko zdrowe będzie. Ale widziałam,że moje dziecko wcale nie było takie szczęśliwe. On szczęśliwy był, jak zjadł taaaaką dużą butlę mm i wtedy spał długo. Nosiłam go i lulałam, aby chciał zjeść tego mojego cyca, a on pocyckał i wypluwał. I tak 5 miesięcy. W końcu zrezygnowałam i oby dwoje byliśmy szczęśliwi. Po drugie: zapalenie piersi to koszmar. Coś nienaturalnego. Nagle z klatki piersiowej wyrasta Ci kamień i to bolący jak cholera. Uważam, że to fantastyczne uczucie, jak dziecko przytula się do Ciebie i je z piersi, ale nic na siłę. Nie ma co przesadzać i samej sobie robić stres