Karmienie piersią bez lukru

Kiedy byłam w ciąży, wiele osób, w zasadzie same kobiety, pytały mnie, czy będę karmić piersią. I od początku nie przychodziła mi do głowy inna odpowiedź, niż twierdząca. Wydawało mi się to takie naturalne i oczywiste, jak to, że po nocy wstaje dzień. Owszem, mogło się zdarzyć i brałam gdzieś w zapasie pod uwagę fakt, że pokarmu mogę nie mieć, że mój organizm postanowi inaczej, a matka natura strzeli na mnie focha. Stało się jednak inaczej, biust pęczniał w oczach i nic, tylko przystawiać Małą do piersi.

W Szkocji wraz z położną przygotowuje się plan porodu i tego, co po nim. Zaznaczyłam oczywiście opcje karmienia piersią, nie wiedząc wtedy jeszcze, jak wielki nacisk kładą tu położne na KP (Karmienie Piersią). Kiedy byłam w szpitalu i nadszedł moment przystawienia Małej do piersi, byłam pewna, że wszystko będzie jak w bajce. Przyssie się, naje, odbijemy i odłożymy do kojca, by mogła spokojnie odpoczywać. Ale już na wstępie pojawił się problem, coś było nie tak. Mia zaczynała ssać, po czym denerwowała się i płakała. Nie przesypiała długo, często się budziła i ewidentnie nie najadała się.

Położne starały się znaleźć przyczynę tego, co się dzieje ale podczas naszych walk o karmienie piersią, a trwało to 3 dni, ani razu nie padła propozycja karmienia mlekiem modyfikowanym. Możecie sobie zatem wyobrazić: ja po cesarskim cięciu nie potrafiąca się dobrze poruszać i cała obolała, mała Mia płacząca i często dopominająca się jeść. Przez pierwsze 3 dni spałam łącznie może 5 godzin. Przez pozostałe trwało usypianie, odciąganie pokarmu, karmienie specjalnym kubeczkiem, sterylizacja laktatora, przewijanie i od nowa. To chyba drugiej nocy zdałam sobie sprawę, że jestem w stanie robić nie dwie, ale trzy rzeczy na raz! Bujać Małą, ściągać pokarm i rozmawiać przez telefon. Mia była karmiona najpierw ze specjalnych strzykawek, później z kubeczka. Aż 3 dnia pod wieczór, jedna z położnych obserwując nasze próby karmienia piersią, dostrzegła przyczynę tego wszystkiego: Mia miała za krótkie wędzidełko podjęzykowe. Co to takiego? Jest to „miękki, włóknisty twór, który łączy dolną powierzchnię języka z dnem jamy ustnej. Prawidłowo rozwinięte wędzidełko pozwala na dotarcie językiem we wszystkie zakątki jamy ustnej. Skrócone, ogranicza ruch lub całkowicie unieruchamia język.” Skrócone wędzidełko utrudnia niemowlęciu np. właśnie ssanie piersi.

Już następnego dnia zostaliśmy umówieni do chirurga (wtedy po raz pierwszy poznałam uczucie strachu o własne dziecko) i wskazane jest wręcz przystawienie dziecka do piersi zaraz po zabiegu przecięcia wędzidełka. Tak zrobiliśmy… i sukces! Wracaliśmy do domu szczęśliwi i spokojni, bo Mała w końcu będzie najedzona i mogła spokojnie zasypiać.

Pierwszy kryzys laktacyjny, miałam wrażenie, nastał pod koniec trzeciego miesiąca. W zasadzie do dzisiaj nie wiem, czy to faktycznie był kryzys laktacyjny, czy może Mała miała skok rozwojowy ale ewidentnie coś było na rzeczy. Wieczorem była bardzo niespokojna, nie chciała ssać, płakała. Zrezygnowana i zrozpaczona wysłałam mojego Połówka późnym wieczorem do sklepu po mleko, bo cóż innego nam zostało? Ostatecznie jej nie daliśmy, ale zaczęłam szukać pomocy. Stwierdziłam, że jeśli faktycznie coś jest nie halo u mnie, to zawalczę jeszcze o kp. W ruch poszedł laktator, o którym pisała już na blogu Monika, a o którym mi wcześniej wspominała. Rozmawiałam z inną moją koleżanką, która poleciła mi trzy miejsca:

  1. http://lllpolska.org/
  2. http://kwartalnik-laktacyjny.pl/
  3. http://dziecisawazne.pl/karmienie-piersia/

Można tam znaleźć podpowiedzi co i jak robić, czego się spodziewać i dlaczego szybko nie rezygnować. A przede wszystkim, jest to końska dawka wsparcia i pomocy, której w takim momencie kobieta potrzebuje. Oprócz tego, miałam karmić na żądanie, patrzeć na ilość zmoczonych pieluch (kupki nie są ważne, bo dziecko kp może ich nie robić nawet 10 dni!), czy dziecko jest żywe, pogodne i nie wygląda mizernie.

I wiecie co, daliśmy radę. Karmię do tej pory i nie zapowiada się tego szybki koniec 🙂

Kiedy było mi najciężej? W szpitalu. Z jednej strony dziękuję położnym, że tak twardo obstawiały przy karmieniu piersią, bo chociaż Mała miała problem z przyssaniem się, kazały mi odciągać pokarm i karmiły moim mlekiem, a nie modyfikowanym. Z drugiej strony słyszeliśmy, że nie wypuszczą nas do domu, dopóki nie będą mieć pewności, że będę w stanie ją w pełni nakarmić sama. Przy tak ogromnym zmęczeniu, a raczej wyczerpaniu i stresie, zanim odkryliśmy w czym rzecz, takie słowa są jak gwoździe do trumny. Płakałam i wyłam z bezsilności.

Skończyło się dobrze, w ogromnej mierze też dzięki mojemu Połówkowi, który momentami cierpiał razem ze mną ale wspierał jak mógł. Czy rozpaczałabym, gdyby przyszło mi karmić Małą mlekiem modyfikowanym? Najpewniej tak, zwłaszcza na początku, choć bardziej czułabym się zawiedziona nie faktem karmienia butlą ale sobą samą i tym, że nie podołałabym temu, co wydaje się być czymś tak łatwym i naturalnym.

Jeśli kiedykolwiek będę miała drugie dziecko, też zawalczę o naturalne karmienie. A jeśli przyjdzie mi karmić sztucznie? Cóż… będę mieć o czym dla Was pisać 🙂

IMG_20140606_132525

(Visited 168 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Madzia Ło

    To prawda, nikt nie obiecywał, że będzie lekko… 4 lata temu kiedy urodziłam pierwsze dziecko – Emilkę też na początku miałyśmy problemy z karmieniem., Młoda przez całą pierwszą dobę dosłownie „wisiała” mi na piersi – raz jednej, raz drugiej… Byłam wykończona, tym, że nie spałam przez dwie wcześniejsze noce (pierwsza – bo zaczęły się mocne skurcze, uniemożliwiające sen, druga – poród) i jeszcze ciągłe karmienie, przez które moje piersi cierpiały straszliwe katusze.
    W końcu położne wezwały położną laktacyjną i okazało się, że Młoda zbyt płytko łapała brodawkę, przez co ona się nie mogła najeść, gdyż ściskała brodawkę dziąsłami (ałłłłł!) a ja wyłam z bólu…

    Położna nauczyła mnie jak poprawnie przystawiać dziecko oraz tego, że gdy dziecko źle „złapie” pierś należy natychmiast zabrać pierś – najlepiej wkładając mały palec w kącik ust co spowoduje zaprzestanie ssania.

    Przez 11 miesięcy Emilia piła moje mleko, z czego jestem dumna 🙂
    Teraz Tymon, który ma 2,5 miesiąca idzie jej śladem i nie biorę innej opcji pod uwagę, jak to, że również do mniej więcej do jego pierwszych urodzin będę jego główną żywicielką (jedyną jeżeli chodzi o mleko 🙂

    Pozdrawiam wszystkie Mamuśki 🙂

    • Ach ten ból… o nim też napiszę 🙂 ale strasznie nam miło, że do nas zajrzałaś i napisałaś, jak było i jest u Ciebie. Ciężka to praca, ale po tych prawie 7 miesiącach z Małą, mogę w pełni stwierdzić, że warto.

      Taka położna to skarb. Oby jak najwięcej mam na taką trafiało! I Ty dzielna bardzo 🙂

      Pozdrawiamy Cię serdecznie, uściski dla dzieciaków 🙂

  • Magda M.

    Hej Diana, u mnie też nie było lekko z karmieniem piersią, początki miałam trudne, czyli też byłam po cesarce i moje dziecko się nie najadało, tylko, że u mnie problem polegał na tym, że mała Gosia była dwu kilowym wcześniakiem i dla niej ssanie było niebotycznym wysiłkiem, który podejmowała z kiepskim skutkiem. Polepszyło się dopiero ok czwartego miesiąca, kiedy to moje dziecko załapało o co tak naprawdę chodzi w jedzeniu, ale do tego czasu to prawie nie spałam i spędzałam na karmieniu dziecka baaaardzo dużo czasu…w sumie opracowałam wtedy świetną metodę czytania książek w środku nocy i udało mi się obejrzeć wszystkie dostępne sezony Grey’s Anatomy, Tudorów i jeszcze kilka innych (to już w ciągu dnia :). Ogólnie udało mi się wytrwać z karmieniem do 2 roku życia mojego dziecka (a to już nie był do końca mój wybór – mała przyzwyczaiła się, że zasypia przy jedzeniu, no i nie była fanką innych napojów…). Gdy odstawiłam Gosię to poczułam się jakby ktoś mnie uwolnił od wielkiego ciężaru 🙂 nie zrozumcie mnie źle… walczyłam strasznie żeby karmić piersią, a dziecko jak już załapało to się nie chciało już odczepić :). Teraz czekam na narodziny drugiej pociechy i jestem trochę przerażona jak to będzie tym razem, mam nadzieję, że lepiej :).

    Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy 🙂

    • Hej Magda,
      fajnie, że się odezwałaś 🙂
      malutka Gosia zatem podjęła ciężką walkę o bycie bliżej z Tobą i udało się, super! :))
      jak widać, każda z nas ma swoją historię wartą opowiedzenia i wysłuchania.

      Gratulacje z okazji drugiej pociechy! Trzymamy zatem za Was mocno kciuki i oby wszystko dobrze się skończyło 🙂

      Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Pingback: Karmienie piersią to czasem bolesny temat – Diana | MAMORKI()

  • Pingback: Karmienie piersią to czasem bolesny temat – Diana | mamorki.pl()

  • Pingback: BLW, czyli rozszerzamy dietę | MAMORKI.com()

  • Pingback: KP, czyli o problemie ilości mleka już na początku | MAMORKI.com()