Kapcie dla 2-latka, kiedy, jakie i czy w ogóle?

Tak, ten wpis będzie o kapciach dla dzieci. Nie kapciach dla maluchów, które dopiero zaczynają chodzić, ale o kapciach dla tych trochę większych bąbli, które biegają nierzadko lepiej niż my.

Nie wiem jak Wam, ale mi te kapcie autentycznie spać nie dawały. A im więcej o tym czytałam, tym miałam wrażenie, że mniej wiem. Albo, że już w końcu wiem co i jak, tylko spojrzenie na stópki własnego dziecka ponownie budziło we mnie wątpliwości. Gdy moja dezorientacja sięgnęła apogeum, stwierdziłam że dobra, to już koniec internetowych poszukiwań. Muszę się zgłosić do fachowców. A jako, że moja mama pracuje w przychodni, w której mieści się poradnia ortopedyczna dla dzieci, poprosiłam ją, by zrobiła dla mnie mały wywiad. No bo jak to jest z tymi kapciami? Mają być zupełnie miękkie, podatne na ruchy stopy i podłoże czy jednak usztywnione, by odrobinę wspomóc kształtowanie się stopy dziecka. Odpowiedź, którą dostałam jak dla mnie jest bardzo satysfakcjonująca.

Dlaczego te kapcie były dla mnie tak problematyczne?

Wychodzę z założenia, że naprawdę lepiej zapobiegać niż leczyć. I to tyczy się nie tylko mycia ząbków u dziecka, ale też dbania o prawidłowy rozwój, w tym również stopy. Myślę, że większość z nas już nie ma problemu z wyborem butów, w których dziecko stawia pierwsze kroki na dworze. Wiemy, bo powstały na ten temat liczne filmiki i wpisy, że buty nie jak dawniej, powinny być jednak bardziej giętkie i elastyczne pozwalające stopie na swobodne poruszanie się,  nie krępujące w żaden sposób ruchów. A dopóki malec nie zacznie chodzić to w ogóle najlepsze co możemy zrobić, to pozwolić mu śmigać na bosaka, lub w skarpetkach z anty-poślizgami.

Ale co dalej?

Moje bardziej zaawansowane rozważania, zaczęły się tak właściwie w okresie jesienno-zimowym, kiedy to dzieci ze żłobka przestały tak często wychodzić na dwór, i w ogóle rozpoczął się czas siedzenia raczej w pomieszczeniach zamkniętych. Tym co pierwsze w tym momencie przychodzi do głowy, no to przecież jak to, w czym ma chodzić dziecko – no na boso! Tak trąbią wszystkie najnowsze doniesienia. My też najczęściej chodzimy na boso, więc czemu nie maluch. A różnica zasadniczo jest taka, że my już mamy te stopy lepiej lub gorzej ukształtowane, ale stopa dziecka kształtuje się do ok. 5 roku życia dziecka. I to właśnie teraz jest ten najważniejszy czas, by zwrócić uwagę na to w czym nasze dziecko chodzi.

Mi ogólnie bardzo podoba się idea chodzenia na boso. Ale to co mi w większości wypowiedzi w tym temacie nie do końca podchodziło, lub inaczej, było niejasne, to następujące stwierdzenie:

Codzienne chodzenie w twardym obuwiu z wąskimi noskami pozbawia stopy dopływu powietrza. Warto więc przyzwyczajać dzieci do spacerowania boso, nie tylko podczas urlopu – na plaży czy w ogrodzie, lecz także na co dzień w domu.  Bosa stopa, a wraz z nią mięśnie, pracują wtedy najsprawniej, szczególnie jeśli podłoże jest nierówne. Stąpanie bez butów bardzo pomaga w kształtowaniu się sklepienia pulchnej i niezbyt jeszcze foremnej stopy małego dziecka. Kiedy maluch maszeruje na bosaka po piasku, trawie, mchu albo małych kamyczkach, jego palce prostują się, jednocześnie masowane są receptory odpowiedzialne za właściwe funkcjonowanie wszystkich najważniejszych organów i narządów, których zakończenia znajdują się na stopie.

No i czy dla Was wszystko jest tu ok? Bo ja jak nic widzę, że ma być na boso, ale zaraz potem pojawia się nierówne podłoże, piasek, ogród, trawa, kamyczki. Znaczy, żeby nie było, to mnie w 100% przekonuje. Nawet oczami wyobraźni widzę, jak mięśnie tych małych stópek pracują podczas takich dzikich harców. No ale spójrzmy prawdzie w oczy, kto z nas w domu zafunduje dziecku takie podłoże? Śmiem twierdzić, że nie tylko u mnie królują twarde, płaskie panele i płytki podłogowe. Daleko temu do naturalnych nierówności terenu, na jakie możemy trafić na sielankowych wakacjach na wsi.

No więc jak, ma być na miękko i zupełnie naturalnie, czy może jednak nawet ten kapeć powinien pełnić wspierającą funkcję. Na swoje własne rozterki dostałam odpowiedź. Od ortopedy dowiedziałam się, że w moim przypadku, gdzie dziecko spędza mniej więcej 8 godzin w żłobku, potem jest z nami w domu a w weekend wychodzimy na spacerki, to najlepiej jednak:

  • do żłobka zakładać porządne kapcie. Mogą być to nawet jakieś sandałki, bo dzieciom się nóżki pocą. Ważne, żeby wtedy jednak ta nóżka była odpowiednio trzymana, choć przez pewien czas w ciągu dnia,
  • gdy wracamy do domu i w weekendy, możemy wszyscy we trójkę paradować na bosaka do woli,
  • no a na dworze, czy też wakacjach na plaży to wiadomo, temat już nam wszystkim dobrze znany 🙂

Niestety nasze domowe płaskie powierzchnie, nie do końca stanowią warunki o których możemy czytać, że są takie zdrowe dla stóp naszych dzieci. Nie wiem czy Was ta malutka niespójność kiedykolwiek zaintrygowała. Ale mnie bardzo. I w związku z tym i dla Was kilka linków, pod którymi znajdziecie informacje (czasami też sprzeczne 😉 ) na temat prawidłowego wybierania bucików dla Waszych pociech.

  1. Pierwsze buty dla dziecka – Paweł Zawitkowski – Mamo Tato co ty na to
  2. Dobre buty czyli jakie?
  3. Jak dobierać buty do wieku dziecka
  4. Małe stopy – jak o nie dbać, jakie buty kupować – źródło cytowanego fragmentu

Sama znawcą oczywiście nie jestem, i w tym temacie zapewne już nie jeden błąd popełniłam. A teraz, po prostu komuś zaufać musiałam. Z Wami dzielę się moim odkryciem, może znajdzie zastosowanie w Waszej sytuacji. Po licznych lekturach, rozmowie ze znajomym rehabilitantem i wskazówkach od ortopedów dziecięcych mam poczucie, że choć mniej więcej wiem, co powinnam zrobić. Gdzie i kiedy jakie buty zakładać, bądź wcale :).

kapcie dla dwulatka

 

(Visited 2 724 times, 2 visits today)

You Might Also Like