Jesteś Supermenką

Z okazji dnia kobiet pomyślałam, że napiszę coś, co pozwoliłoby mi spojrzeć na siebie jak na kogoś, kto wykonuje kawał dobrej roboty, a może nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. To nasze małe kobiece święto to był doskonały pretekst, bo tak się jakoś złożyło, że ostatnio trochę mi pod górkę. Zbyt wiele spraw się na siebie nałożyło i jako ta niepoprawna optymistka, staram się dostrzegać jednak plusy w tym wszystkim. Z tą różnicą, że jednak tym razem je spisałam. I co się okazało? Że nie piszę tylko o sobie, ale zapewne o niejednej z Was.

Multizadaniowość

Czyli tzw. multitasking. Już Wam kiedyś wspominałam, że w szpitalu tuż po urodzeniu Mii okazało się, że potrafię robić nie dwie ale trzy albo i cztery rzeczy na raz. Fakt, odbyło się to kosztem snu ale górę brały również endorfiny, adrenalina i stres. I hormony zapewne. I w sumie niewiele się od tego czasu zmieniło. Co prawda, dzisiaj ogarnięcie dziecka, domu, obiadu i pracy jako takiej wymaga umiejętności himalaisty ale jakoś daję radę. Owszem, spora jeśli nie ogromna w tym zasługa również mojego osobistego Połówka ale umówmy się – gdyby mi się nie chciało, to tak by nie było i miałabym wszystko w nosie i zwyczajnie wytłumaczyłabym się zmęczeniem. Zatem punkt dla mnie. I dla Ciebie, bo z pewnością masz podobnie.

Hobby i pasja

Zawsze lubiłam pisać i rozkoszowałam się w działaniach artystycznych, jakichkolwiek. Pisać przestałam w liceum i uważam to za swój największy błąd, jaki popełniłam a moja pani od polskiego z podstawówki z pewnością przewraca się teraz w grobie. I nagle po urodzeniu Mii okazało się, że mam chęci i czas (że co?), żeby usiąść i napisać dla Was notkę na bloga (wracam w ten sposób pomału do pisania), a że jeszcze zacznę szyć, to już w ogóle jest odjazd 🙂  Jasne, nie da się robić wszystkiego na raz i są dni, kiedy biorę się tylko za jedno albo nie biorę się za nic, bo nie mam kiedy ale sam fakt, że jednak się tego podjęłam uważam za coś niesamowicie fajnego i potrzebnego.

A jak jest u Ciebie? Bo jeśli w całym tym codziennym rozgardiaszu przeczytasz choć jeden rozdział książki (ja np. czytam, kiedy osobisty Połówek usypia Mię albo w drodze do miasta w autobusie), coś uszyjesz, namalujesz, napiszesz, pójdziesz na jogę/basen/siłownię/do kosmetyczki, zobaczysz serial lub film, to znaczy, że jeszcze tragedii nie ma i udaje Ci się wyciągać te cenne minuty z tej chaotycznej i zapracowanej codzienności. Brawo!

Ogarnięcie codzienności

Gotujesz, zmywasz, odkurzasz, sprzątasz, pierzesz, robisz zakupy, bawisz się z dzieckiem i zajmujesz się nim w ogólnie przyjętym pojęciu, zapewne jeszcze pracujesz, jeździsz tu i tam bo coś trzeba załatwić, gdzieś zadzwonić, coś przygotować… generalnie, codzienna to-do-list jest niemożebnie długa i końca nie widać. Ale wiesz co, w tym wszystkim jesteś zapewne świetnie zorganizowana. Ja dopiero raczkuję w tym aspekcie i mogłabym od niejednej starszej koleżanki się uczyć, ale już teraz moje CV mogłabym uzupełnić o kilka dodatkowych pozycji. A jeśli masz więcej, niż jedno dziecko na głowie, to już w ogóle chapeau bas. Bo kto jak nie Ty, ma kalendarz w głowie (i w torbie), potrafi tak poukładać i zaplanować każdy dzień i czynności, że kurs sekretarki i PA to mała miki przy Tobie. I proszę, Twoje kwalifikacje zdecydowanie wyszły poza dotychczasowe ramy 🙂

Sprinterka

Wyobrażacie sobie brać ledwie 10-minutowy prysznic? Ja nie, a przynajmniej tak właśnie było do czasu pojawienia się Mii. Nagle okazało się, że mogę i że w ogóle jestem w stanie ogarnąć się w 10 minut bez problemu. Oczywiście, wyklucza to urządzanie sobie domowego SPA, jak to bywało wcześniej i rozkoszowanie się tym przez długie minuty. Szybki prysznic, możliwe, że szybkie śniadanie gdzieś po drodze i jestem gotowa, by stawić dniu czoła z dzieckiem pod pachą. Znacie to?

Kameleon

Bo jak inaczej nazwać to, że w jednej swojej osobie jestem aż tyloma postaciami? Jakby spojrzeć na to z psychologicznego punktu widzenia, to coś byłoby ze mną nie tak ale wszystko jest jak najbardziej w porządku. Tylko będąc mamą, siedzą we mnie inne zawodowe postacie jednocześnie – lekarz, pielęgniarka, psycholog, spowiednik, kucharka, kierowca, sprzątaczka, bibliotekarka, przedszkolanka. Nieźle, jak na jedną malutką osobę.

Kapitan Hak

A podobno nie da się robić wielu rzeczy jedną ręką. Otóż dementuję i potwierdzam, że jest to możliwe. Jakby tego było mało, tricepsy i bicepsy rosną i też nabierają masy wprost proporcjonalnie do ciężaru, jaki nosimy. Ja zaczynałam od 2750, teraz jest to trochę ponad 9kg. Siłownia mi nie potrzebna, pelikany mi nie grożą 😉

I kiedy tak spoglądam na to, co powyżej dochodzę do wniosku, że nie jest tak źle. Owszem, nie pomoże mi to ani rozwiązać pewnych trapiących mnie kwestii, ani nie wydłuży doby, ale nie jestem byle kim. Jestem mamą, z nadprzyrodzonymi czasami siłami i świadomość tego jest całkiem fajna. Bo jak wytłumaczyć to, że od prawie roku nie przespałam w całości ani jednej nocy, a jednak funkcjonuję i jeszcze działam na pełnych obrotach. Jestem doprawdy Supermenką. I Ty też. I Ty, i Ty i Ty tam… wszystkie my. Mamy, czy nie mamy. Zadziwiające jest to, jak silne potrafimy być, choć nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Zatem uwierz, że jesteś Super. Jesteś Supermenką i Twoje dziecko to wie. Ja też będę to sobie powtarzać, gdy znów dopadnie mnie dzień słabości i zwątpienia.

(Visited 42 times, 1 visits today)

You Might Also Like