Jestem MAMĄ… czyli KIM?

Dzisiaj, jak na Dzień Mamy przystało, w sieci możemy znaleźć tysiące wpisów, które poruszają tematy około mamowe. Zastanawiałam się, czy dołączyć do grona czy może przełamać schemat, ale wymyśliłam, że zrobię jeszcze inaczej. Napiszę coś pomiędzy!

W dniu Mamy – wychwalamy Mamy, dziękujemy, całujemy, obdarowujemy prezentami. Piszemy o tym, jak to jest być mamą, co czujemy, jak się zachowujemy i jak się w naszej roli odnajdujemy. A ja jak na przekór, pod natłokiem reklam, życzeń, kwiatów i wpisów zastanawiam się nad czymś odrobinę innym.

JESTEM MAMĄ… czyli KIM?

Złożyło się tak, że od półtora roku jestem MAMĄ. Mamą, w sensie czysto fizycznym – urodziłam dziecko. Moje dziecko. Dziecko, które zanosi się na to, że po mnie będzie miało kręcone włosy, charakter i upór, którego żaden osioł by się nie powstydził. Ale też dziecko, które rośnie zdrowo, radośnie i w sumie w większej części z uśmiechem na twarzy.

Uważam jednak, że urodzić dziecko to jedno. Być MAMĄ, to nie całkowicie rzecz jasna, ale jednak trochę odrębna kwestia. A z przyczyn przeróżnych, dla mnie bardzo istotna. Pisałam całkiem niedawno o tym, jak to „kochanie” nawet naszego upragnionego dziecka, nie zawsze przychodzi od razu (więcej –> KLIK). A to zaskakujące może dla niektórych odkrycie, jest zaledwie zalążkiem wszystkiego co zmienia się w życiu i świecie kobiety wraz z pojawieniem się dziecka. Wraz z magicznym – JESTEM MAMĄ.

Po roku spędzonym z dzieckiem w domu, i już pewnym czasie po powrocie do pracy, dni w końcu stały się codziennością. Udało mi się mniej lub bardziej uporać z niektórymi niepewnościami spowodowanymi wysłaniem dziecka do żłobka, z godzinami spędzanymi w pracy, z częścią obowiązków i z tym co zostaje z reszty mojego życia po odjęciu wszystkiego o czym mowa powyżej.

I teraz, osobiście stwierdzam, że bycie MAMĄ, to przede wszystkim umiejętność manewrowania po różnych aspektach życia. Ewentualnie, umiejętność godzenia wszystkiego ze wszystkim, wybierania tego co najważniejsze. MAMA to jedno z tych naszych wcieleń, które nie musi negować pozostałych, ale sprawia, że wszystkie nasze wersje, muszą się w końcu dogadać i znaleźć kompromis.

MAMA… nadal kobieta!

Bycie mamą zupełnie nie zmienia faktu, że ja sama ze sobą, chce nadal czuć się przede wszystkim kobietą. Zadbaną kobietą. Najlepiej atrakcyjną kobietą 😀 . A wiadomo, to wymaga czasu. O ile los był dla mnie łaskawy i szybko udało mi się rozprawić ( a właściwie same zniknęły) z nadprogramowymi kilogramami po ciąży, tak nic więcej samo się nie zrobi. Nad figurą też trzeba zresztą pracować, choć w moim wydaniu – zawsze od jutra. Tymczasem nie potrafię zrezygnować z kosmetyczki, uwielbiam pomalowane paznokcie i codziennie umyte i ułożone włosy. Tak po prostu mam. To sprawia, że czuję, że choć jakąś część życia, mam pod kontrolną.

MAMA… kobieta pracująca!

Powrót do pracy był dla mnie naprawdę dużym przeżyciem, Niespodziewanie zupełnie, złapałam się na tym,  jak bardzo wracać nie chce. Oczywiście o swoich wątpliwościach napisałam odpowiedni wpis (więcej –> KLIK) Nie mogło być inaczej. Ale nie taki diabeł straszny. Po dwóch tygodniach euforii, przyszedł czas na wątpliwości i ogólne poczucie beznadziejności sytuacji (ja tyle w pracy, a dziecko tak długo w żłobku) po wreszcie stabilizację i akceptację sytuacji. BA! Na tym nie koniec! Poczułam na nowo jak zwoje pracują i w pełni wróciłam na swoje tory ambitnej perfekcjonistki może w odrobinę bardziej umiarkowanym wydaniu. Okazuje się, że naprawdę lubię co robię, a codzienna praca, choć z jednej strony daje w kość tak z drugiej motywuje, sprawia że chce się więcej… robić więcej, lepiej, rozwijać się i iść do przodu.

MAMA… ze swoimi pasjami!

Listę swoich ulubionych zajęć po pojawieniu się Madzi musiałam mocno zweryfikować. Nie ma co owijać w bawełnę, że jest inaczej. Jednak na niektóre z nich, choćby i pośrodku nocy po prostu muszę znaleźć czas. Gdybym wcześniej głównie leżała na kanapie, problem byłby mniejszy. Ale niestety tak nie było. I choć siłą rzeczy przeszłam na serialowy odwyk tak nadal chce znaleźć czas na pisanie bloga, chwilę by uszyć sobie lub Madzi nową bluzkę czy sukienkę, wyskoczyć z przyjaciółkami na kawę lub wybrać się do kina. Czasem jest trudno, wycisnąć z siebie siły i energię na wszystko – doba w standardzie jest po prostu za krótka, ale warto. Warto nie zapominać o sobie!!!

Oczywiście MAMA to jeszcze cały szereg innych wcieleń. MAMA żona, MAMA córka, MAMA przyjaciółka, MAMA wnuczka, MAMA … i może pewnie każda z Was mogłaby dodać do tej listy coś jeszcze.

Ważne by dla każdej z nas, znalazło się w tej nowej sytuacji miejsce. Bo tylko szczęśliwa MAMA, spełniona, która realizuje swoje pasje, wychowa szczęśliwego i spełnionego człowieka.

DSC_077222

 

 

(Visited 63 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • calareszta.pl

    Zgadzam się z każdym zdaniem. Bycie mamą nie powinno oznaczać zaprzestania bycia kobietą, żoną, przyjaciółką, czy choćby miłośniczką teatru, bo wtedy zaczniemy poświęcać się dla dzieci, a to prosta droga do obarczenia ich winą za nasze utracone marzenia.

    • Cieszę się bardzo! Piszę sporo o tym, by nie zapominać o sobie… ktoś może mieć wrażenie, że wręcz za dużo, ale jak Ty uważam, że rezygnacja z siebie to prosta droga do frustracji i obwiniania dziecka w przyszłości. A dziecko nie wymaga przecież totalnego poświęcenia. Ono kiedyś wyruszy w świat, a my dalej będziemy musiały być same ze sobą, to jest nasz związek na całe życie, i nie da się z niego wymiksować 😀 A jak się nie da, trzeba sprawić by był tak szczęśliwy jak to tylko możliwe!