Jak zorganizować pierwsze urodziny (nie) na bogato

Pierwsze urodziny dziecka są szczególne ale umówmy się, że bardziej dla rodziców niż dla dziecka. Raz, że prawdopodobnie nawet nie wie i nie rozumie, co to za okazja i co się dzieje. Dwa – ono i tak nic z tego dnia pamiętać nie będzie. A jednak rodzice lubią celebrować ten dzień i wcale nie jestem tym zaskoczona. Sama wpadłam w szał planowania, szukania i przygotowań, ale w samą porę opanowałam się i skończyło się na skomnym ale bardzo sympatycznym celebrowaniu urodzin Mii.

Ktoś z Was zapyta – ale po co to? A ja odpowiem – ale jak to? Przecież właśnie minął pierwszy rok życia dziecka! Tego małego człowieczka, który tak zmienił życie, codzienność i wprowadził tyle nowego! Za nami i za dzieckiem rok pełen wrażeń, emocji, wzruszeń, miliona niewiadomych, niepewności, szczęścia, smutków, troski, złości, bezsilności, radości, euforii. I tyle pierwszych momentów, wydarzeń, milowych kroków w życiu dziecka. Pewnie, że będą kolejne lata i kolejne urodziny ale te pierwsze mają w sobie jakiś szczególny urok i znaczenie, są na swój sposób wyjątkowe.

W UK obchodzenie urodzin przez dzieci zakrawa momentami o mega przesadę i miewam wrażenie, że to cyrk na kółkach i organizacja mini wesela w jednym. Co rusz słyszę od koleżanek, że dzieciaki prześcigają się, które miało lepszą imprezę, gdzie się odbyła, ilu gości przyszło, co dostało, co jedli i jakie atrakcje mieli zafundowane. I przyznam, że jestem tym przerażona. Nie spodziewam się, że Mię to ominie, niestety.

I dlatego, żeby nie popadać w przesadę, pokażę Wam na własnym przykładzie co zrobić, żeby było miło, sympatycznie, skromnie i nie drogo 🙂

Oczywiście, że głównym punktem tego dnia była Mia, ale zaraz po niej był tort! 😉 Zanim jednak do niego dojdę, pomęczę Wam ozdobami, które na ten dzień przygotowałam.

Mia uwielbia postać kotki z disneyowskiej bajki „Aryskotraci”. I to był główny temat jej urodzin.

MarieCat

Impreza miała miejsce w dużym pokoju i kombinowałam jak go przyozdobić, żeby nie było kiczowato, przesadzone ale też widać było, że coś się dzieje i w jakikolwiek sposób nawiązywało do tej kotki. Generalnie, by trzymało się wszystko całości.

  1. Pompony

Mamy w dużym pokoju dwie zwisające lampy i stwierdziłam, że takie nagie wisieć sobie nie będą i trzeba je czymś zakryć, czyt. ozdobić. Szybkie poszukiwanie pomysłów i znalazłam. Pompony! Ale nie takie z włóczki czy organzy, ale z papieru tzw. tissue paper, który zazwyczaj pakowany jest po 5, 8 i 10 sztuk i nie jest drogi. Dobór kolorów był oczywisty – biel i róż. Robi się je banalnie prosto, choć są odrobinę czasochłonne. Ale tylko odrobinę. I tak na każdej z lamp zawisły po trzy pompony i jeszcze wystarczyło mi ich na okna i drzwi.

Jeśli ktoś uważa, że ma dwie lewe ręce do bawienia się w wycinanie takich pomponów, można je kupić dosłownie za grosze na ebay, na allegro też zapewne będą. Ale że ja lubię wszystko co handmade i DIY, zarwałam dwie nocne godziny. Za to satysfakcja gwarantowana 😉

Processed with VSCOcam with a5 preset

  1. Girlandy

Nasz duży pokój czy salon, jak się tutaj zwie to pomieszczenie, ma dwa duże okna po dwóch stronach domu. I nie mogły pozostać ot tak sobie nie przyozdobione. Zatem na jednym zawisła girlanda kupiona za grosze w Tesco z napisem Happy Birthday, na niebiesko-fioletowo-różowych motylach, połączonych wstążką.

Na drugim zawisły gwizady wycięte znów z tissue paper, połączone sznurkiem, w wiadomych kolorach. I już! Tyle i aż tyle. Wszystko to trzyma się wciąż kolorystyki, nie przytłaczało swoim wyglądem i nie biło po oczach. Raczej wtapiało w tło.Processed with VSCOcam with a5 preset

  1. Stół

Na stół położyłam biały obrus. Wykałaczki ponabijaliśmy w ananasa, tak żeby było inaczej, niż zazwyczaj.

Ciocia Mii, a moja siostra, upiekła również coś od siebie. I tak oto na stole pojawiło się brownie, które zamiast wyłożyć osobno na tacyczy talerzyku, poukładaliśmy dookoła ananasa. Niby szczegół ale mile wyglądający dla oka i podniebienia. Sam rzut okiem na deskę sprawiał, że chciało się po te przekąski sięgnąć ręką. Przygotowałam serwetki i kubki w tematycznych kolorach oraz słomki, jeśli ktoś miał ochotę w ten sposób pić soki.

stół

  1. Tort!

Na ten punkt czekali chyba wszyscy, którzy śledzą naszego mamorkowego Instagrama.

Niewtajemniczonym powiem, że jestem uparta do tego stopnia, że postanowiłam upiec sama tort dla Mii. Cały feler polegał na tym, że nigdy jeszcze tortów nie robiłam i jak się okazało, moje obawy względem umięjętności cukiernicznych były słuszne. W pobliskim Tesco wzrosła drastycznie sprzedaż jaj i mąki, bowiem biszkopt za chiny ludowe nie chciał mi wyrosnąć i nie pozostawało mi nic innego, jak próbować dalej.

Przepis na tort wzięłam od niezastąpionych dziewczyn z Ala’Antkowego bloga, bowiem zależało mi bardzo, by Mia mogła go sobie zjeść. Jako, że to jej urodziny, coś się jej przecież z tego wszystkiego należało 😉  Postanowiłam go jednak trochę na swój sposób podrasować i wpasować w niego disneyowskiego kotka.

Pierwsza próba wypadła dość blado.

Processed with VSCOcam with a5 preset

Chaos artystyczny widać, natomiast już wiedziałam po tej próbie, jak podejść do kremu i układania warstw. Tylko wtedy padło pytanie – co dalej? I wiecie co, od tego ma się przyjaciół! Mogę się uważać za wielką szczęściarę, bo mam kogoś, kto krok po kroku, po prostu łopatologicznie wyłożył mi co i jak mam zrobić. (UWAGA, reklama! Kto mieszka w Niemczech i szuka osoby, która tworzy małe i duże tortowe cuda, mogę polecić moją siostrę bliźniaczkę). Jak myśmy to na odległość ogarnęły, ja nie wiem. Ale udało się! Ja na dzień przed urodzinami Mii, zdawałoby się, wypracowałam sposób na zrobienie biszkoptu (kto równie laik jak i ja przy tortach, tu moja złota rada: mieszajcie rózgą do ubijania jajek), a od mojej bliźniaczki doszła górna część tortu, ta artystyczna. Mnie pozostało opanować jeszcze warstwy z kremem i owocami, okryć białą masą i poprzyklejać małe kwiatuszki.

Polsko-szkocko-niemiecki team odniósł spektakularny sukces! Polecamy się na przyszłość 😉 Koszta zrobienia takiego tortu są niewielkie, o ile nie trzeba wcześniej ćwiczyć, jak ja.

tort

  1. Fotograf

Kto uważa, że takie okazje należy specjalnie uwiecznić na zdjęciach, może zamówić sobie fotografa. U nas akurat była moja siostra, która fotografią zajmuje się zawodowo i której zdjęcia możecie tu oglądać. Czy zamówiłabym taką usługę, gdyby nie ona? Nie. Zapewne każdy z gości zrobiłby trochę zdjęć i wybrałoby się z tego kilka perełek. Również mój Osobisty Połówek ma niezły fach w ręku, jeśli chodzi o fotografię ale w takie dni woli zająć się solenizantką i gośćmi, niż aparatem. W pełni zrozumiałe 🙂

Ile to wszystko kosztuje?

Jeśli Wasz budżet i plany są równie skromne, jak nasze, naprawdę nie wydacie dużo. Takie pompony to również swego rodzaju recycling – jeśli spodobaja się dziecku, można je przywiesić w pokoju jako ozdobę. Można też zachować na następną okazję albo odsprzedać na ebay 🙂

Gdyby nie fakt, że nie miałam w domu białego obrusu, a tort postanowiłam upiec sama (co automatycznie wiązało się z wyższym wydatkiem na kolejne próby upieczenia biszkoptu) i musiałam to wszystko kupować, koszta byłyby jeszcze mniejsze.

Dumna jestem, że udało nam się zorganizować Mii urodziny skromne w oprawie ale radosne i kolorowe i jednak odrobinę uroczyste. I cieszę się bardzo, że ten dzień mogliśmy spędzić w tak miłym, przyjacielskim gronie.

mijka1

 

Wszyscy zajadali się tortem, strat w ludziach nie odnotowano… 😉
(Visited 1 374 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • calareszta.pl

    WOW! Bije pokłony za tort – cudny, aż ciężko uwierzyć, że zrobiony w domu! U nas urodziny 15 lipca. Robię raz w roku ogromne przyjęcie w ogrodzie. Już rozkręciłam machinę i zamówiłam słodkości i animatora. W zeszłym roku miałam 15 dzieci i świetnie nam się to sprawdziło. Już się nie mogę doczekać! Aktualnie szukam dekoracji. Fajny, pomocny post.

    • Wiesz, te torty nie takie straszne do zrobienia, jeśli człowiek poćwiczy 😉 Ale dzięki dzięki, fajnie bardzo, że się podoba. Tyle czasu ćwiczeń, prób i stresu nie poszły na marne 😉
      Ale jestem teraz ciekawa Twojej imprezy urodzinowej! Będzie coś o tym u Ciebie? Z przyjemnością i ciekawością podglądnę i może zaczerpię inspiracji na kolejne urodziny Małej.