Jak się pakować by się zapakować!

Nie jestem z pewnością  największą specjalistką od podróży z dzieckiem, ale jako, że dobrych kilka wypraw udało mi się zaliczyć (samochodem po Polsce), postanowiłam podzielić się z Wami moim sposobem na to, by na podróż się spakować i nie zwariować.

Każdy, kto taką wyprawę z małym bąblem ma już za sobą, pewnie wie o czym ten wpis będzie, a przynajmniej tak mniej więcej. Ale kto jeszcze tego nie doświadczył, obawiam się, że nawet nie może sobie wyobrazić, jak to jest możliwe, żeby tak mały człowiek potrzebował aż tyle rzeczy. I paradoksalnie, im mniejszy, tym wszystkich akcesoriów jest jeszcze więcej. Bardzo logiczne, prawda?

Nie będę tutaj pisać o wielkości samochodu bo zakładam, że Ci, którzy z różnych przyczyn nie mają w tych desperackich warunkach minivana (sama nie mam, a SZKODA! ) lub ewentualnie modelu combi, do perfekcji opanowali sztukę odpowiedniego pakowania i układania bagażu. Może są bardziej efektywni w wybieraniu rzeczy? Tego nie wiem, to tylko nieśmiała teza. Niezależnie od formatu auta, auto z dzieckiem, nawet tylko jednym, zupełnie malusieńkim, przygotowane do podróży będzie wyglądać mniej więcej tak:

jak sie spakowac z dzieckiem

No dobra, żartowałam :). Ma szansę wyglądać tak:

jak sie spakowac by sie zapakowac

 

O ile przy większym dziecku, nawet jeśli czegoś zapomnimy, możemy sprawnie wykombinować sobie jakiś substytut, tak im dziecko mniejsze, tym bardziej brak pewnych podstawowych akcesoriów jak smoczek, butelka, zapasowe ubranko czy krem może doskwierać. A niech jeszcze na dodatek będzie to nasze pierwsze dziecko, mamy wtedy jak w banku to, że taka dziewicza wyprawa zapewni nam odpowiednią dawkę dodatkowego stresu.

Co w takim razie zrobić, żeby się spakować a nie zwariować?

Jeśli do tej pory przed wyjazdami radośnie pakowaliście się na dzień lub godzinę przed wyjazdem, to teraz trzeba o tym zapomnieć. Niestety mamusie, już nie pakujemy się tylko dla siebie. Ba, dobrze by w ferworze przygotowań nie zapomnieć o swojej ulubionej sukience czy klapkach.  A niestety (jeśli u kogoś jest inaczej, to szczerze zazdroszczę) ciężar spakowania dziecka z reguły spoczywa na nas. I tym samym, to już nie nasza torba z butami czy kosmetyczką będzie zajmować 1/2 bagażnika, oj nie. Ale z dwojga złego możemy zapomnieć swojej prostownicy do włosów, w końcu jakoś przeżyjemy, ale brak ulubionej płyty z kołysankami może spowodować długie nieprzespane noce, czego skutki mogą być dużo bardziej nieprzyjemne, niż ewentualny chaos panujący na naszej głowie.

Co zaproponuje, nie będzie odkrywcze. Pamiętacie, jak przy wyjazdach na kolonie, rodzice mówili, żeby przygotować listę? :D. To ta LISTA właśnie w tym momencie może okazać się wybawieniem. A odpowiednio przygotowana, pozwoli nam bez nerwów wyruszyć w podróż.

Kiedy najlepiej się za nią zabrać? Z pewnością nie na ostatnią chwilę! Dobrze byłoby dać sobie tydzień, żeby móc jeszcze do niej od czasu do czasu zajrzeć. Ale takie dwa dni wcześniej – to minimum, bo wtedy można jeszcze następnego dnia wybrać się do sklepu i uzupełnić ewentualne braki. Oczywiście nawet robiąc listę, można coś pominąć, i dlatego właśnie proponuje dwa podejścia do tematu. Możemy przygotować

1) listę w podziale na czynności lub…

2) listę wytyczoną cyklem dnia naszej pociechy.

Robiąc listę pierwszą wypisujemy po prostu czynności jakie wykonujemy wokół dziecka i tym sposobem ogarniamy szereg rzeczy które trzeba spakować. Wiadomo, że do KĄPANIA potrzebny nam ręcznik, mydełko, gąbka, szampon i ulubiona kaczuszka. Do SPANIA jakieś śpioszki, śpiworek jeśli dziecko z takiego korzysta, lub co ważniejsze i wymagające większej przestrzeni łóżeczko turystyczne czy materacyk. Niestety ten sposób zakłada wypisanie przez nas zupełnie ad hoc wszelkich czynności przy dziecku, więc też możemy o czymś zapomnieć. Tym samym zdecydowanie lepiej sprawdza się wersja druga.

Tutaj po prostu śledzimy w głowie cykl dnia naszego skarba. Możemy zacząć od wieczornego rytuału gdy kładziemy dziecko spać, lub śniadanka, jak kto woli. Najważniejsze by w głowie przerobić całą dobę. I tak idąc po kolei spisujemy co nam w której chwili dnia jest potrzebne. Im dalej w las, tym pewne elementy będą się dublować, ale na koniec takiej krótkiej analizy mamy jak w banku to, że nic nam nie umknęło.

Na pierwszy wyjazd z Madzią spakowałam się dokładnie w ten sposób. I udało mi się, chyba pierwszy raz w życiu mieć ze sobą naprawdę WSZYSTKO co było mi potrzebne. W przeciwieństwie do naszego obecnego wyjazdu. Za frywolne podejście do mojej listy, przychodzi mi teraz CIĘŻKO płacić…

slodki ciezar

… niosąc zmęczone dziecię 2 km z powrotem przez las. A miałam oczywiście zabrać swoje nosidełko! 🙁

 

PS. Zdjęcie wyjątkowo załadowanego busika wprost z Filipin zaczerpnięte z bloga podróżniczego mojej koleżanki – http://www.pod-palmami.pl/ Zupełnie nie parentingowo, ale może Was zaciekawi! 😀

(Visited 109 times, 1 visits today)

You Might Also Like