Jak się nosi dzieci w Chinach. Wywiad z mamą tradycyjnie chustującą


Zapraszamy Was na wywiad z Natalią Brede.

Absolwentka studiów dalekowschodnich na UJ, tłumaczka polsko-chińska i fascynatka Azji, od 2008 roku (z roczną przerwą) mieszkająca w Chinach.

O swym chińskim życiu i mieszanym małżeństwie pisze na blogu Biały Mały Tajfun, a o chińsko-polskim dziecku i takimże macierzyństwie na blogu Tajfuniątko.

 

Natalio, jest mi szalenie miło, że znalazłaś chwilę i możemy porozmawiać. Jak tylko dowiedziałam się, że nosisz swoją córkę w tradycyjny chiński sposób, po prostu musiałam Cię o to wypytać!

Z najwyższą przyjemności odpowiem na Twoje pytania. Śmiało!

Mieszkasz w Chinach już prawie 9 lat. Czy macierzyństwo wpłynęło jakoś na Twój odbiór tamtejszej kultury? Coś się zmieniło, czy może coś Cię zafascynowało lub rozczarowało?

Zdumiewa mnie tu podział tzw. obowiązków rodzinnych – dziećmi zajmują się przede wszystkim dziadkowie i nianie, a rodzice nie czują wyrzutów sumienia, że np. wiszą na Candy Crush zamiast bawić się z dzieckiem – bo przecież dziecko jest nudne, a w ogóle to zostało spłodzone, żeby dziadkowie się wreszcie odczepili… Oczywiście – to jest generalizacja i jak wszystkie generalizacje nie pokazuje całego obrazu, ale poznałam wystarczająco dużo takich rodzin, by z niepokojem kiwać nad nimi głową.

Czy był ktoś, kto namówił Cię na noszenie córki w ten sposób, czy wyniknęło to bardziej z potrzeby chwili?

Noszenie potomstwa w chuście planowałam na długo, zanim znalazłam dla przyszłego potomstwa ojca. Zawsze wydawał mi się to najlepszy możliwy sposób, by mieć ciągły kontakt z dzieckiem i jednocześnie wolne ręce. Jednak chyba najważniejszym czynnikiem, który mnie przekonał, była powszechność dzieci w chustach na ulicach chińskich miast, w tym tego, w którym mieszkam.

Jak nazywa się tradycyjna chińska chusta? Różni się czymś od tej, którą my znamy w Europie?

Tradycyjna chińska chusta nazywa się 背被bēibèi. Jest to niemal kwadratowy kawał pikowanego materiału (ok. 80×80 cm), gładkiego od wewnątrz, a bogato zdobionego haftami na zewnątrz, zaopatrzonego w długie – dwu-, trzymetrowe wąskie pasy przyszyte do górnej części chusty. Z założenia jest nierozciągliwa, choć oczywiście po jakimś czasie bawełniane pasy się rozciągają pod wpływem ciężaru.

A jak powstaje taka chusta? Masz wpływ na to jak wygląda?

Proces powstawania chusty jest tyleż prosty, co czasochłonny. Zszycie warstwy zewnętrznej – ozdobnej – i wewnętrznej, bawełnianej, jest dość proste, ale bardzo często zewnętrzna część jest haftowana ręcznie. Na wsiach babcie robią dla wnucząt takie chusty własnoręcznie, jednakowoż w miastach bez problemu można kupić chustę o dowolnym wzorze i kolorze. Najbardziej tradycyjne są z zewnątrz czarne, bardzo kolorowo haftowane, ale obecnie można dostać takie chusty we wszystkich kolorach tęczy, z falbankami, cekinami, co kto lubi.

Spoglądam na Twoje zdjęcia i chusty, które masz, są piękne! Ale też mam wrażenie, że te chusty są grube. Nie jest w nich dzieciom za ciepło? (w przeciwieństwie do klimatu np. polskiego lub szkockiego, w których przeważnie może być za zimno ;))

Kunming nie bez powodu nazywany jest Miastem Wiecznej Wiosny: przez cały rok temperatura waha się od 0 (parę dni w zimie) do mniej więcej 25 stopni – wczesną jesienią i późną wiosną, przy czym wówczas zazwyczaj wieje silny wiatr, który mocno wychładza powietrze. Latem zazwyczaj leje, a wtedy natychmiast robi się zimno, jak to w wysokich górach (Kunming jest położony prawie 2000 m.n.p.m). Dlatego przy odpowiednio dobranym ubranku malucha te grube chusty są odpowiednie przez cały rok. Na południu Yunnanu, w subtropiku, zamiast naszych chust używa się przewieszanych przez jedno ramię „prześcieradeł” zawiązywanych na ramieniu. Są one cienkie, przewiewne i dobrze chronią przed słońcem i odparzeniami. Niestety, ja takich nigdy nie miałam okazji używać i nie umiem o nich powiedzieć nic więcej.

A jak wygląda to cenowo? Jestem ciekawa z tego względu, że chusty, których używamy w Europie osiągają czasem naprawdę zawrotne ceny.

Ponieważ obie moje chusty były prezentami, musiałam zerknąć na Taobao – jedną z najpopularniejszych chińskich stron zakupowych. Najtańsze chusty z haftem maszynowym można nabyć już za parędziesiąt złotych; te najpiękniejsze, wyszywane ręcznie to koszt nawet kilkuset złotych.

Chusty w Europie mają cudowne wzory, kolory, różną gramaturę, skład. Mamy szukają tych wyjątkowych, nie raz ściągają chusty z różnych stron świata, organizują tzw „stripy”, podczas których krok po kroku budują napięcie aż w końcu pochwalą się najnowszą zdobyczą. Wiesz, takie mega pozytywne, ale totalne zakręcenie na punkcie chust. Czy w Chinach jest podobnie?

Mam wrażenie, że przez to, że młodym Chińczykom chusty się często kojarzą „wiejsko”, a więc pejoratywnie, taka moda tutaj raczej nie nastanie. Zwłaszcza dlatego, że tu raczej nikt nie poluje na jakieś nietypowe chusty z drugiego końca świata, a po prostu używa się takiej samej chusty, jak ta używana przez własną matkę czy babkę. Już prędzej mogłabym się spodziewać, że nowoczesne Chinki będą się prześcigać informacjami na temat stopnia „wypasu” wózków czy nosideł.

Ciekawią mnie wzory na chustach – są piękne! Zwłaszcza, że ręcznie robione. Czy mają one jakieś znaczenie? Jest jakaś szczególna moda na coś, co powinno pojawić się na takiej chuście?

O, tutaj już wchodzimy w bogatą chińską symbolikę! Po pierwsze – kwiaty na chustach dziewczynek, a drapieżne zwierzęta typu tygrys czy lew na chustach dla chłopców. Po drugie – istnieje chińskie powiedzenie – oby syn stał się smokiem, a córka feniksem (feniks w Chinach jest symbolem kobiecości, a smok męstwa) – czyli by pięli się w górę, bo te dwa zwierzęta dawniej symbolizowały cesarza i cesarzową. Po trzecie – dwanaście zwierząt chińskiego zodiaku. Moja Joasia musiałaby mieć wyhaftowaną małpę, a dziecię urodzone już w tym roku – koguta. No i jeszcze całe bogactwo symboli ważnych dla Chińczyków – pomarańcze zwiastujące szczęście, ryby – bogactwo, brzoskwinie – nieśmiertelność/długowieczność itd. A nawet jeszcze nie poruszyłam kwestii zupełnie odmiennych symboli 25 grup etnicznych mieszkających w Yunnanie, a różnych od etnicznych Chińczyków Han!…

Wspominałaś na swoim blogu o świekrze. Kto to taki i jak Ci pomogła z noszeniem? 

Świekra, czyli matka mojego męża, to niemal osiemdziesięcioletnia Chinka, która nigdy nie była poza Chinami i która pomaga mi zrozumieć lokalne tradycje. To ona nauczyła mnie nosić córeczkę w yunnańskiej chuście, początkowo pomagała mi tę chustę zarzucić na plecy i pokazywała, jak należy ją zawiązać. Od niej też dostałam w prezencie obie chusty, których używam – twardszą, z podpórką na główkę (czyli po prostu wystającym kawałkiem materiału), której używałam głównie, gdy Joasia była mniejsza, oraz miękką, w której łatwiej nosić starsze dzieci.

A jak jest z popularnością chust i nosideł w Chinach?

Chusty są w Chinach szalenie popularne m.in. dlatego, że chodniki i autobusy są całkowicie nieprzystosowane do wózków. Tzn. chodniki często są bardzo nierówne, opatrzone schodami i pozbawione podjazdów, a do autobusu np. w moim mieście, Kunmingu, zawsze wchodzi się przednim, najwęższym wejściem, zawsze po schodkach. Nie ma też miejsca dla wózków wewnątrz pojazdu.  W ostatnich latach chusty zaczęły być uważane przez młode pokolenie miastowych Chińczyków za „wiejskie” i dziś wiele młodych matek używa raczej nosideł. Ostatnio najbardziej popularne są nosidła z szeroką podpórką, na której dziecko może siedzieć z szeroko rozstawionymi nogami. Z chustami w stylu europejskim nigdy się w Chinach nie spotkałam.

Ciekawostką jest to, że w tradycyjnych chustach noszone są również dzieci paroletnie, które doskonale potrafią same chodzić. Opiekun ma zawsze przy sobie chustę na wypadek, gdyby dziecko się zmęczyło, chciało spać, albo na wypadek konieczności szybkiego przemieszczania się. Dzieci, przyzwyczajane do chusty od maleńkości, często same „wsiadają” na plecy „tragarza”, grzecznie i bez marudzenia pozwalając się tak transportować.

Cudownie! Myślisz, że też będziesz nosić swoją córkę tak długo, jak będzie to dla Ciebie i dla niej możliwe?

O ile tylko mój kręgosłup nie odmówi posłuszeństwa, będę nosić z najwyższą przyjemnością. Jestem dość żywiołowa i energiczna, zawsze mam milion spraw na głowie, więc możliwość sprawnego i szybkiego przemieszczania się wraz z dzieckiem jest na wagę złota, a do wózka ani Joasia, ani ja nie potrafimy się przekonać.

A czy Twój mąż też nosi? 🙂

Ha! To jest najzabawniejsza część! Nosi, nosi… Ale bezpośrednio na rękach albo w nosidle, bo w chuście nie umie! Wszyscy znajomi się z niego naśmiewają, że żona-obcokrajowiec używa tradycyjnej chusty, a on sam umie tylko wsadzić dziecię do zachodniego nosidła…

A jak z podejściem panów do noszenia. Są chętni? Widać ich na ulicy z dziećmi w chustach lub nosidłach?

Akurat Yunnan jest pod tym względem dość ciekawy. O ile w Chinach ogólnie patriarchalna kultura ma się bardzo dobrze, o tyle w Yunnanie z dawien dawna żyły grupy etniczne matriarchalne – matrylinearne dziedziczenie, kobiety handlujące i pilnujące pieniędzy itd. W czasie, gdy Yunnanki w pocie czoła pracowały, ich mężczyznom przypadło niańczenie dzieci. Stąd jednym z tzw. 18 dziwactw Yunnanu jest noszenie dzieci przez facetów . Z czasem ten zwyczaj zaczął występować w całym Yunnanie, u różnych, nawet mocno patriarchalnych, grup etnicznych. Dlatego akurat tutaj bardzo częsty jest widok ojców i dziadków zaangażowanych w noszenie i bawienie dzieci.

Znasz może historię powstania tego sposobu noszenia w Chinach i samych chust?

Niestety, powstanie chusty bēibèi ginie w pomroce dziejów; z literatury wiadomo, że dzieci były tak noszone przynajmniej sto lat temu, ale sądzę, że sposób noszenia i wiązania powstał setki lat wcześniej – tyle, że wcześniej nikt tego w literaturze nie utrwalał (na zasadzie „koń jaki jest, każdy widzi”).

Canton Road, China laundry clothes, 1959'; uwants.com

Canton Road, China laundry clothes, 1959′; uwants.com

Wielka szkoda, bo mam wrażenie, panuje dziwne przekonanie, że noszenie dzieci to jakiś wybryk i nowomoda, tymczasem noszenie dzieci praktykowane jest na świecie od dziesiątek lat.

O, tak! Przy czym w Chinach i w kilku innych miejscach Azji ludzie nigdy nie odeszli od noszenia i nigdy się tu nie przyjęły teorie „zimnego chowu”, dzięki któremu dziecko miało rzekomo być bardziej samodzielne i odważne. Całe szczęście!

Czy noszenie dzieci w Chinach uznawane jest za relację attachment parenting, wychowywanie w duchu rodzicielstwa bliskości, czy bardziej związane z koniecznością wykonywania codziennych obowiązków?

Tutaj małe sprostowanie: we współczesnych Chinach najczęściej w chustach noszą dzieci nie matki, a babcie lub nianie. Rodzice spędzają z potomstwem stosunkowo mało czasu; bardzo też często nie chcą się uczyć noszenia w chuście, uważając nosidło za lepszą dla siebie opcję – choć za najlepszą opcję uchodzi oddanie dziecka w ręce babci. Stąd sądzę, że nie ma to nic wspólnego ze współczesnymi teoriami parentingowymi. Inna rzecz, że tradycyjnie w chińskich rodzinach bliskość i ciągłe towarzyszenie dziecku było zawsze oczywistością. W dawnych wielopokoleniowych rodzinach dzieci były noszone przez tego czy innego członka rodziny niemal cały czas. Praktykowano wychowanie bezpieluchowe, czyli dziecko wysadzano pół godziny po każdym posiłku już od pierwszego dnia życia; noszono niemowlęta w pole tak długo, jak długo potrzebowało mleka matki itd. Podkreślę jeszcze raz, że zarówno w dawnych Chinach, jak i współcześnie, dziecko jest traktowane czule i często noszone, ale bardzo rzadko przez własnych rodziców. Obowiązki okołodziecięce rozkładają się albo równomiernie na wszystkich członków rodziny, albo trafiają w całości w ręce babci czy niani.

Zatem zgaduję, że Twoja teściowa była szczęśliwa, gdy poprosiłaś ją o pomoc?

Z jednej strony szczęśliwa, gdy poprosiłam o pomoc, a z drugiej mocno niezadowolona, że nie wszystkie chińskie metody przyjęłam z taką radością jak chustonoszenie.

Zdradzisz, o jakich chińskich metodach mowa?

W Chinach bardzo silna jest tradycja odbywania połogu w ściśle określony sposób. Okres ten nazywa się „siedzieć miesiąc” i de facto jest siedzeniem/leżeniem i nicnierobieniem. Serio! Matka karmi potomka, a poza tym wyłącznie odpoczywa. Nie ona wstaje do płaczącego dziecka, nie ona sprząta, nie ona kąpie czy ubiera dziecko o zmianie pieluchy nawet nie wspominając. Zajmuje się tym wszystkim albo któraś z babć (najczęściej matka męża), albo specjalna opiekunka yuesao (pisałam o tym trochę w poście „Szkoła rodzenia”). Sam połóg to zresztą nie przelewki również z innych przyczyn. Tradycjonalistki twierdzą, że nie można się przez miesiąc kąpać ani tym bardziej myć włosów, a liczne obostrzenia dietetyczne przyprawiają Europejki o zawrót głowy: np. karmi się położnice laktacyjną zupą na raciczkach wieprzowych z dodatkiem fistaszków. Nawet to smaczne (zjadłam dwa razy 😉 ), ale tłuste okropnie i na samo wspomnienie mi się niedobrze robi. Młoda matka musi również spożywać kilka jajek dziennie i ogromne ilości kurczaka (np. pół kurczęcia dziennie), za to nie wolno jej wielu… owoców. O chińskim tradycyjnym połogu pisałam kiedyś tutaj, a tutaj porównywałam tradycje laktacyjne Polski, USA i Chin.

19th Century China; anthonylukephotography.blogspot.com

19th Century China; anthonylukephotography.blogspot.com

Czy posłużyła Ci również innymi radami odnośnie pielęgnacji i noszenia dziecka?

Próbowała. Niestety, tutaj wystąpił między nami konflikt. Mam wrażenie, że nawet nie tyle kulturowy, co pokoleniowy. Po prostu czterdzieści lat temu wielu rzeczy o rozwoju dzieci jeszcze nie zbadano i panowały zupełnie inne zwyczaje. Na takiej zasadzie świekra twierdziła, że od trzeciego miesiąca moja córeczka powinna jeść mięso, choć teraz wiadomo, że z wprowadzaniem innych pokarmów lepiej poczekać do ukończenia przez dziecko pół roku; obstawała, że najlepszy na wszystkie problemy skórne jest puder, po którym Joasia kichała, a emolienty ma w głębokiej pogardzie. No i oczywiście – najchętniej owinęłaby dziecko we wszystkie koce, jakie mamy w domu, bo „przecież NA PEWNO jest jej zimno!”. Wiem jednak, że to nie tylko kwestia Chin, bo moje polskie dzieciate koleżanki narzekają, że ich świekry i matki mają bardzo podobne podejście.

Tak, akurat w tej kwestii narodowość chyba nie ma znaczenia. Babcie są babciami 😉 Dziękuję, że znalazłaś dla mnie czas i za tak ciekawą rozmowę 🙂

To ja dziękuję 🙂

(Visited 951 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Anna

    Fantastyczny i ciekawy wywiad!

  • Kinga Kołakowska

    Mam wrażenie, że te dogrzewanie wnuków często jest związane z subiektywnym odczuciem temperatury osób starszych. Z wiekiem krążenie jest słabsze i mają wrażenie, że jest im zimno. Na mieście widać wiele osób w podeszłym wieku, które mają kurtki i swetry nawet gdy innym jest ciepło w samej koszulce.

    • To na pewno jeden z czynników. Ale chodzi też o to, że oni sprawdzają, czy wnuczę ma gorące ręce – wtedy odpuszczają. To, że kiedy dziecko ma gorące ręce, zazwyczaj jest już kompletnie spocone na plecach i tyle głowy, jakoś im umyka 😉 A obecnie radzi się, by temperaturę ciała dziecka sprawdzać dotykając karku i pleców, a nie akurat rączek…

      • Kinga Kołakowska

        Po sobie wiem, że dłonie nie są żadnym wskaźnikiem i nie pomyślałabym o nich jako o wskaźniku. Często mam zimne palce, mimo że mi jest ciepło.

    • Odkąd pamiętam, babcie zawsze zwracały uwagę na ubiór (czy wystarczająco ciepły) i bose stopy (no nie mogą być bose, bo zimne i katar i przeziębienie gotowe) i ja bym zwyczajnie się w to nie zagłębiała. Ot, taki ich urok 🙂

  • Ilona Wróblewska

    Nie miałam okazji nosić Hani w chińskiej chuście, ale w polskiej owszem. Bardzo wygodne przy karmieniu piersią i gdy mamy coś do zrobienia w domu a dziecko potrzebuje bliskości 🙂

    • Noszenie dziecka w chuście ma tyle plusów, że osobny wpis ku temu chyba powstanie 🙂

      Super, że nosiłaś córkę ❤

  • Bardzo ciekawa rozmowa. Fascynują mnie ludzie, którzy mieszkają na obczyźnie i z pasją opowiadają o obcych kulturach. Chociaż przyznaję, że opis przeciętnego chińskiego rodzica mocno mnie zaskoczył – aczkolwiek nie oceniam, taka kultura i dla nich to normalne.

    Rozbawiło mnie za to pytanie o to, kim jest świekra. W końcu to staropolskie określenie, a nie jakiś wymysł z Azji 🙂

    Sama kwestia chusty bardzo mnie zaciekawiła. Sama swojej córy nie chustowałam, ale jeśli zdecyduję się na drugie dziecko, na pewno w taki rodzaj „nosidła” zainwestuję, tym bardziej, że opieka nad dwójką jest dużo bardziej wymagająca niż nad jednym dzieckiem i wolne ręce czasem mogą się przydać 🙂

    • Ja naprawdę nie znałam słowa świekra, stąd moje pytanie i dociekliwość 😉

    • bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂 Szczerze powiedziawszy, ja do chińskiego modelu rodzicielstwa mimo wszystko nie jestem przekonana…

  • Mój brat mieszka w Szanghaju, ma pięciotygodniową córeczkę. Mówił mi, że zupełnie nie widział tam chust, co najwyżej wisiadełka przodem do świata. Muszę mu podesłać ten wywiad.

    • Oj nie, te wisiadła i jeszcze przodem to zuo 🙁
      Koniecznie podeślij, a w razie wątpliwości i pytań, służę pomocą 🙂

      • Jacek Wojciechowski

        To ja, brat z Szanghaju. Przeczytałem z wypiekami na twarzy! Natalia, muszę się z Tobą skontaktować, bo z tej pustki na rynku chustowym w Szanghaju zrobiłem kurs na doradcę (w Polsce) i chcę rozruszać tutejszą scenę. Póki co biorę się za Twoje blogi 🙂

        • Bracie chustowy ClauWi’owy! ;))) Trzymam kciuki i dawaj znać, jak idzie rozruszanie!

    • tak, wisiadła przodem biją ostatnio rekordy popularności. W wielkomiejskich Chinach chusty są zdecydowanie rzadsze.

  • Bardzo ciekawy wywiad! Najbardziej spodobał mi się miesiąc połogu, kiedy to kobieta nic nie musi! U nas nie do pomyślenia, chyba, że stać kogoś na opiekę 24h/dobę!

    • Boskie nic-nie-robienie brzmi kusząco, ale ja osobiście nie wyobrażam sobie tak zminimalizowanego kontaktu z dzieckiem, zwłaszcza po porodzie, kiedy ta bliskość jest tak ważna 🙂

      Ale co kraj, to obyczaj 🙂

    • Ja bym dziecka sobie nawet siłą odebrać nie dała, a one tak dobrowolnie 😉

  • Elwina | Cukropuch.pl

    Ciekawy wpis 🙂 Sama nosiłam w chuście i aż serce rośnie po takim tekście 🙂

  • Storyland 14

    Jeszcze nie mam dzieci. Marzę o takim dniu gdy nareszcie będzie mi dana ta radość tak wiec temat może wydać mi się obcy. Jednak chyba poprzez jedna moja znajoma koleżankę od zawsze ten temat mnie fascynował. Obserwowałam jej relacje z córeczka poprzez noszenie jej w chuście coś niesamowitego. Jeśli będzie dane być mama to na pewno będę mama z chusta

    • o, tak! Noszenie w chuście, o ile dziecko to lubi, jest wspaniałe 🙂