Jak przegrałam ze spinkami!

Spinka. Niby taka mała rzecz a jednak cieszy. A przynajmniej zawsze myślałam, że jest źródłem radości, zwłaszcza u małych dziewczynek. Tyczy się to właściwie nie tylko spinek, ale i gumek do włosów, opasek, wstążek i kokardek i wszystkich tych mega dziewczęcych atrybutów, o których mniej czy bardziej marzy każda mama swojej córki.

jak przegralam ze spinka

Ze mną nie było inaczej. Uwielbiam warkocze, kucyki, upięcia, wstążki, gumki, spinki i kokardki. A opaski dawno temu skradły moje serce. Dlatego też w sumie zupełnie nie rozumiem, czemu swojej córy, nie przyzwyczajałam do nich hm… od urodzenia?

Pierwsza odpowiedź, to jednak mizerne włoski mojej Młodej lub raczej ich początkowy brak. Wiem, że można te śliczne opaseczki zakładać na te małe, łyse łebki, ale jakoś mi się nie chciało. Poza tym każda i tak lądowała prędzej w buzi niż gościła na dłużej na głowie, więc jaki był sens? No dla mnie żaden. Odpuściłam.

A że włoski dalej rosły opornie, nie przejmując się niczym opanowaliśmy noszenie czapek i kapelusików bez ściągania, zapominając o dodatkach do włosów wszelkiej innej maści.

Aż tu nagle masz Ci babo placek! Nie wiedzieć kiedy Młoda w windzie odsuwa kosmki z czoła, bo wchodzą jej do oczu. Przestaje na chwile się bawić, by poprawić włoski. Zatrzymuje się, bo wpadają do oczu. No to jaka jest pierwsza moja myśl? SPINKA!!! Oto w końcu nadszedł ten czas :D.

jak przegralam ze spinka

Z radością poszukuje w domowych pieleszach swoich własnych, starych spinek, by czymś upiąć te niesforne kosmki. Jedna spinka zdjęta, druga też, trzecia wypada przez balkon. Może to nie takie? Nie poddaje się, idę kupić. Może inne się spodobają. Wiecie,  nie te takie co trzeba przycisnąć do głowy by się zapięły, ale takie klipsy. Naprawdę wierzę, że to zrobi całą magię. Magia może i była, ale krótka jak oka mgnienie. Lub ruch ręki mojego dziecia do głowy w poszukiwaniu tej obcej materii co się jej do włosów przyczepiła.

jak przegralam ze spinka

Pozostaje mi przyznać się do porażki. Na froncie spinkowym przegrałam z kretesem. Zresztą opaskowym również, Spinki są fajne – do zabawy. Można je poprzyczepiać do wszystkiego, powrzucać do pudełka, porzucać nimi w mamę, naprawdę są uniwersalne. Tylko broń boże nie do włosów. Trzyma się to takie głowy nie wiedzieć po co. Obecnie mam plan, wezmę ją na przeczekanie. Ewentualnie jak nie zadziała, będę próbować, aż do upadłego! Bo inaczej…

Widmo grzywki nadciąga!

Kto by pomyślał, mała spinka, tyle zamieszania 😀

 

(Visited 234 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Ja też przegrywam, choć nadal się nie poddaje. W kitkach wygląda obłędnie, plus ma tyle włosków, że w te upały w mig ma mokrą głowę. Jednak póki co wszelkie brokaty, walące w oczy róże, postacie z bajek nie wejdą w naszą garderobę.

    • Ooooo to Twoja już może kitki nosić, fajnie :). Ja mojej z tych włosów jeszcze długo nic nie zamotam na głowie. Naprawdę liczyłam na te spinki, a tu takie rozczarowanie. Póki możesz, to korzystaj z tego, że nie ma jeszcze wszechobecnych brokatów i różu, jak przyjdzie ten czas, że Młoda sama będzie chciała decydować, a jej się spodoba, to chyba już nie będzie zmiłuj 😀