Jak oswajam moją zmorę, czyli rozkmin o rozstaniu z dzieckiem ciąg dalszy

Nie byłabym sobą, gdybym wciąż i wciąż nie szukała dobrych słów, wsparcia i nie czytała o, podobnych do moich, dylematach innych mam i jak sobie z nimi radziły. Wszelkie pozytywne zakończenia i słowa otuchy przyjmuję z pocałowaniem ręki chociaż wiem, że swoje i tak odchoruję. Taki chyba już los matki.

Dzięki tym poszukiwaniom trafiam w naprawdę ciekawe i wartościowe miejsca. I z góry uprzedzam – wszelkie fora internetowe omijam szerokim łukiem. Nie po drodze mi z agresją słowną, brakiem momentami empatii i wszystko-wiedzącym-najlepiej podejściem. Zdecydowanie bardziej wolę blogi parentingowe czy lifestyle’owe, do których wpisy są przemyślane, rozważne i napisane ze starannością. Gdzie ktoś opisuje i dzieli się emocjami ale nie ocenia, nie dyskredytuje i co dla mnie najważniejsze, nie narzuca swojego zdania.

I tak trafiłam na wypowiedź mamy, która postawiła mnie ostatnio  do pionu. Może nie całkowicie, ale z całą pewnością spojrzałam na mój problem i dylematy z innej perspektywy. Czy będzie mi łatwiej zostawić córę w żłobku czy z nianią, tego nie wiem. Przekonam się, kiedy to nastąpi ale żywię od kilku dni nadzieję, że mój zdrowy rozsądek pozwoli mi podejść do tego tematu trochę już mniej emocjonalnie, a bardziej zdroworozsądkowo i z nadzieją, że to przyniesie więcej plusów niż minusów.

Czy zastanawialiście się, czym jest rodzicielstwo?

Tym pytaniem chcę odnieść się do wypowiedzi, do której od początku tutaj nawiązuję. Cyt.:

„Rodzicielstwo to nie tylko wychowywanie, pedagogika, kwestie opiekuńcze, ale też proces socjalizacji. To jakim rodzic jest człowiekiem, jakie ma sukcesy, pewność siebie, karierę, kontakty społeczne, aktywność kulturową, obywatelską, towarzyską, bardzo wpływa na to na kogo wyrośnie nasze dziecko. Przy zachowaniu zdrowych proporcji, okazywaniu miłości i bliskości, dużo ważniejszym jest by rodzic się rozwijał. (…)”.

Wiecie co, te słowa były dla mnie jak dostanie obuchem w głowę. I nie dlatego, że nie wiedziałam o tym, czy nie zdawałam sobie do tej pory z tego sprawy. Ale dlatego, że ktoś czarno na białym wyłożył mi w końcu to, co chodziło mi po głowie, z czym walczyłam uparcie w myślach i starałam się jakoś ułożyć, ustawić w tej swojej piramidzie potrzeb i tego, co muszę. Ktoś wyjął mi z głowy myśli, uporządkował, ubrał w słowa i napisał tak czarno na białym.

Chciałabym być dla mojej córki inspiracją. Móc opowiedzieć jej o własnych osiągnięciach, planach i marzeniach, które udało mi się spełnić i tym samym sprawić, by jej chęci rosły i by nie ustawała w dążeniu w życiu do obranych przez siebie celów. Pewnie, bywa ciężko, nie raz jest pod górkę ale na tym przecież polega życie. Jest jak sinusoida, po której albo się wspinamy, albo zjeżdżamy zadowoleni w dół.

W całej tej mamusinej rozkminie i rozkochaniu się w swoim dziecku, łatwo jest zatracić to trzeźwe i rozsądne spojrzenie na kwestię, jaką jest rozstanie z dzieckiem i pójście do pracy. I wiem o czym mówię, bo sama przez to przechodzę od dłuższego czasu i widzę, jak mnie to męczy, dręczy i dusi od środka.

A sama przecież doszłam całkiem niedawno do wniosku, że przebywanie z innymi ludźmi naprawdę wychodzi jej na dobre. Miesiąc przebywania z dziadkami i ciocią niesamowicie ją rozwinęło, ostatnio bawiła się z naszymi przyjaciółmi, ufnie na nich spoglądała i bawiła się z nimi nie mając nas, rodziców, przez jakiś czas na widoku. Sama lgnie do dzieci, zachowuje się bardzo opiekuńczo i z troską w stosunku do nich. Aż serce ściska z czułości, gdy widzi się taki obrazek.

Innymi słowy: matka, weź się w garść, dziecko da sobie radę! Ucz je samodzielności, zaradności, ciekawości świata, ludzi i nowych miejsc. Ono Cię obserwuje i naśladuje, daj mu dobry przykład. Jeśli musisz, to popłacz sobie w kącie, za rogiem budynku albo w drodze. A później przywitaj dziecię w domu radośnie i z dumą.

Jesteście ze mną? A może macie jeszcze inne złote myśli, które i Wam pomogły?

(Visited 41 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • www.calareszta.pl

    Oczywiście, że dziecko wychowujemy dla świata a nie dla siebie. A siebie nie powinnyśmy zamykać w czterech ścianach, zupkach i kupkach. To tylko kwestia czasu, ale każdemu „siedzenie” w domu kiedyś bokiem wychodzi i pragnie przebywać z dorosłymi, realizować swoje życiowe plany. Dziecku nie potrzeba helikoptera, a oparcia w zdobywaniu świata. Powodzenia!

    • Otóż właśnie, kwestia tego helikoptera. Czytałam i o tej matczynej „przypadłości” i do tego mi daleko na szczęście. Zresztą… ostatnie dwa tygodnie tak bardzo zrewidowały moje spojrzenie na kwestię mojej zmory, że swoje oczywiście w odpowiednim czasie odcierpię ale to już będzie miało inny wymiar.
      Dzięki!