Jak nosić to tylko ERGO. Chusta, MeiTai i inne cuda.

Wiosna zbliża się wielkimi krokami. A przynajmniej na to liczę. W związku z tym, pomyślałam sobie, by napisać słów parę o „noszeniu” dzieci. Wiadomo, za wiosną idzie ładniejsza pogoda, a za pogodą więcej plenerowych wycieczek i wypadów w nieznane. Wszelkiego rodzaju nosidła, potrafią być naprawdę dużym ułatwieniem i dają radę wszędzie tam, gdzie z wózkiem bywa pod górkę.

Noszenie dzieci, jest jednym z elementów tzw. rodzicielstwa bliskości, które za podstawę prawidłowego rozwoju dziecka uznaje właśnie poczucie bezpieczeństwa płynące z bliskości rodzica. Noszenie, czy to w chuście, czy w innym rodzaju nosidła wzmacnia więź między rodzicem a dzieckiem, wspiera rozwój emocjonalny a dodatkowo stymuluje błędnik poprzez kołysanie i bujanie. Co nie mniej ważne, jest też fantastycznym sposobem na to, by mieć dwie wolne ręce, co jest bardzo przydatne, gdy trafił nam się wyjątkowo lubiący noszenie na rączkach maluch :).

Ja swoją przygodę z nosidłami zaczęłam w sumie późno, jeśli by brać pod uwagę to, że w chuście można nosić dziecko od urodzenia. Moja trzymiesięczna córa w tym kontekście była już całkiem duża.  Nie patrzyłam na to całe „noszenie” wcale przez pryzmat dodatkowej filozofii życiowej, bo byłam raczej najzwyczajniej w świecie tradycyjną zwolenniczką wózka. Na spacerach spotykałam nierzadko mamy noszące dzieci w różnych nosidłach, podziwiałam zdolność zamotania dziecka w chuście i na tym moje zainteresowanie się kończyło. Zgłębić temat postanowiłam, gdy okazywało się, że Madzia oczywiście najlepiej śpi na raczkach, a przecież szkoda tak po prostu siedzieć, oraz gdy po pierwszym badaniu bioderek okazało się, że musimy troszkę popracować, by uniknąć poważniejszych metod wspomagania prawidłowego rozwoju tychże stawów u niemowlaka.

CHUSTA

Pierwszą na tapetę wzięłam właśnie chustę. O tym dużo słyszałam, potem doczytałam. Widziałam też, głównie po zdjęciach na FCB, jak niektóre koleżanki nosiły w ten sposób swoje dzieciaki, więc pomyślałam – ja też dam radę. I rzeczywiście, po obejrzeniu setek tysięcy filmów instruktażowych udało mi się zawiązać Madzię w chustę i cieszyć się z rezultatów. Czasem przygotowałam coś w kuchni, czasem zrobiłam zakupy a czasem leżąc na kanapie z Madzią w chuście czytałam książkę. Oczywiście Madzia nie od razu pokochała mój wynalazek. Zanim nabrałam wprawy w odpowiednim wiązaniu chusty, musiałyśmy przebrnąć przez obustronne niezadowolenie. Madzia się irytowała, że to tyle trwa, ja, że to takie trudne a miało być tak łatwo, a płacz dziecka sprawy nie ułatwiał. Nie zawsze udawało mi się ogarnąć tę ogromną ilość materiału, także zdecydowanie trudno to nazwać miłością od pierwszego użycia. Chustoszenie zdecydowanie wymaga najwięcej praktyki i dobrego instruktażu, ale jest też zdecydowanie najzdrowszym i choć może nie wygląda, najdoskonalszym sposobem noszenia dziecka. Dlatego też, jeśli myślicie o korzystaniu z chusty, warsztaty będą w tym temacie zdecydowanie pomocne.

jak nosic to tylko ergo

MEI-TAI

Bez profesjonalnego instruktażu, mimo że udało mi się opanować wiązanie Madzi w tzw. kieszonkę, stwierdziłam, że musi być jednak jakieś inne, wygodniejsze rozwiązanie. Przeszukując internet znalazłam kolejne, tymczasowe rozwiązanie a dokładniej nosidło MEI-TAI. Nosidełko MEI-TAI to rozwiązanie pośrednie w drodze między chustą a normalnym nosidłem. W porównaniu do chusty, jest równie miękkie, więc dziecko nadal zachowuje w nim odpowiednią, naturalną pozycję. Kręgosłup jest lekko wygięty w łuk, a nóżki są w pozycji żabki. Co jest lepsze vs chusta, to dużo mniejsza ilość pałętającego się materiału. MEI-TAI ma po prostu zostawione do wiązania odpowiednio przygotowane materiałowe pasy, które bardzo ułatwiają zawiązanie dziecka. Jeśli przeraża Was skomplikowane wiązanie chusty, MEI-TAI jest naprawdę fajną alternatywą. Na allegro dostępne jest całe mnóstwo tego typu nosideł, a dla tych z Was, którym np. maszyna nie straszna, na sieci dostępne są również tutoriale, jak uszyć samej tego typu nosidełko!

Mój MEI-TAI, uszyty nie własnoręcznie, a przez mamę długo spisywał nam się naprawdę świetnie. Korzystałam z niego zarówno w domu jak i na dworze, podczas różnych wyjść, czy to na spacer, czy osiedlowe zakupy. Zawsze miałam go w wózku, tak na wszelki wypadek. I gdyby nie moja kuzynka, dzięki której miałam okazję wypróbować nosidło TULA, zapewne na tym etapie bym poprzestała. Niestety, zapewne nie ja pierwsza, zapałałam ogromną miłością do takiego właśnie nosidła, i przerzuciłam wolne moce przerobowe na poszukiwanie atrakcyjnej okazji cenowej (bo niestety nie jest to najtańsza przyjemność).

jak nosić to tylko ergo

NOSIDEŁKO ERGONOMICZNE

TULA, to zaledwie jedno z wielu dostępnych nosideł ergonomicznych. O ile chusty, i nosidła MEI-TAI, ze względu na swoją konstrukcję wykonaną całkowicie z miękkich materiałów samoistnie wspierają poprawne noszenie dziecka (w pozycji MC – M to kształt, w jaki układają się nogi i pupa malucha, czyli tzw. żabka, C kształt, jaki przybiera kręgosłup dziecka, lekko wygięty) tak z nosidłami bywa różnie. Na rynku dostępnych jest wiele twardych nosideł tzw. wisiadeł, które narzucają dziecku nienaturalną pozycję – wyprostowany kręgosłup, wiszące nóżki, ciężar spoczywający na kroczu dziecka.  Naprawdę warto o tym myśleć, czytać i na tym zakupie w żadnym wypadku nie oszczędzać. Tak jak nie sadzamy dziecka, gdy nie jest jeszcze gotowe by siedzieć, tak nie nośmy w taki sposób dzieci, bo narażamy je niepotrzebnie na dodatkowe obciążenia dla jeszcze delikatnych stawów i kości.

Nosidła ergonomiczne, są nie tylko dobre dla dzieci, ale też minimalizują obciążenia u noszącego. To właśnie ta anatomicznie poprawna pozycja dziecka sprawia, że i nam jest łatwiej i lżej. A łatwiej i lżej jest równie ważne. Finalnie, moja mama, domorosła mistrzyni szycia, również zmontowała mi takie nosidło, także nie kupiłam ani Tuli ani żadnego innego, (choć nadal mi się marzy, więc może przy kolejnym dziecku), ale to już jest zdecydowanie wyższa szkoła jazdy. Nosidła ergonomiczne są już coraz popularniejsze a przez to, również dostępne w bardziej przystępnych cenach. Takie nosidło spisało nam się na medal, zwłaszcza podczas dalszych wypraw nad morze. Nie straszne nam były spacery po plażach, lesie czy innych chaszczach. A Madzia, po prostu uwielbiałam być tak noszona. Często ucinała sobie drzemkę, a gdy nie spała, z ciekawością rozglądała się dookoła.

Wybór różnego rodzaju nosideł jest naprawdę ogromny. Każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. My całym sercem zachęcamy do noszenia. Może nie od razu do rezygnacji z wózka, bo do tego daleko, ale naprawdę warto pod ręką mieć taki gadżet, zwłaszcza, jak uwielbiamy różnego rodzaju podróże – czy pod blokiem do sklepu, czy zdobywając góry!

jak nosic to tylko ergo

 

 

 

(Visited 735 times, 1 visits today)

You Might Also Like