Jak dałam się oszukać!

Czuję się oszukana! Owszem, zdarzało mi się już wcześniej miewać tego typu refleksje, ale chyba nigdy, nigdy wcześniej nie byłam o tym tak dobitnie przekonana. I nie wiem czy to tylko ja, czy może i Wy miewacie takie odczucia, ale całkiem poważnie, uważam, że wmawia się nam coś, co jest zwykłą bajką! Bo NIE, to NIE PRAWDA, że w życiu można mieć wszystko i… NIE ZWARIOWAĆ! (No a przynajmniej nie wtedy, gdy jest się zwykłym, przeciętnym obywatelem naszej wspaniałej RP, którego nie stać na pomoc niani 24h, a nad głową wisi widmo spłaty kredytu na mieszkanie do końca życia lub dłużej!)

Ale cóż, można przecież powiedzieć TAKIE ŻYCIE

Więc zasadniczo tak żyję. Na co dzień zaciskam zęby i gnam przed siebie. Jak się wpadnie w taki ciąg, to jakoś to życie płynie. Rano wielki exodus, rodzice do pracy, Młoda do żłobka. Mąż odbiera Młodą o 17-stej, ja wpadam do domu zziajana godzinę później. Szybko coś przygotowuję do zjedzenia na kolację lub dzień następny, zanim dziecko pójdzie spać, bo przy dwóch pokojach nie ma co się tłuc garami, gdy już raczy zasnąć. Więc zamiast spędzić choć chwilę z dzieckiem, pędzę by zrobić co trzeba, zanim przyjdzie czas kąpieli. Koło 20 pora wybierać się spać. Ja kąpie, szykuje dziecię do snu, potem Mąż dziarsko siedzi obok, aż pociecha w końcu zaśnie. Każdy ma swoją rolę.

Gdy dziecię śpi, zostaje ten teoretyczny czas „dla siebie”, ewentualnie „dla nas”. Tylko, że jak w tym krótkim czasie zająć się sobą, blogiem, mężem? Jak w trzech godzinach zmieścić fitness, fryzjera, kosmetyczkę, no albo chociaż pomalowanie paznokci? Napisanie nowego wpisu, obrobienie zdjęć, uszycie nowej bluzki czy śpiworka? A kiedy można usiąść? Napić się ciepłej herbaty i choć przez chwilę, nic nie musieć?

Po takim tygodniu przychodzi weekend. W weekend wcale nie jest lepiej – nadal są to dni pełne planów! Bo to przecież tylko dwa dni, zaledwie 48 godzin! Nie sposób w ten sposób niczego nadrobić. Gdy za oknem ładna pogoda, szkoda tracić czasu na siedzenie w domu, trzeba korzystać, wyjść na spacer! A co z tego, że zimno i dziecię nie ma butów? No właśnie, powinnam być w sklepie, ale w sklepie z dzieckiem gdy za oknem tak pięknie? To przecież tak nie można. Zakupy, już i tak często robimy online, ale nie wszystko tak się da. Czasem trzeba wyjść, coś przymierzyć, tak jak lubię – pomacać i powąchać. A co ze sprzątaniem? No przecież jeszcze dom powinien jakoś wyglądać! Wtedy dziękuję, że to tylko 44 metry. Dwa ruchy odkurzaczem, krótki sprint ze ścierką do kurzu i jakoś będzie. Ale okna już dawno wody i ścierki nie widziały.

Wiem, że to jak teraz piszę nie brzmi dobrze. Czy brzmi jakbym była sfrustrowana? Pewnie tak. Ale nie przemawia przeze mnie teraz frustracja a rozczarowanie i smutek, bo naprawdę nie tak to wszystko sobie wyobrażałam. Nie tak miało być! Dookoła przecież każde medium krzyczy – MOŻESZ BYĆ IDEALNA jeśli tylko chcesz. MOŻESZ WSZYSTKO! A okazuje się, że nie. Właśnie nie mogę. Bo przynajmniej mi, najzwyczajniej w świecie, czasami brak sił. I ja wiem, że na pewno jest wiele osób, wiele rodzin, które borykają się z dużo trudniejszymi problemami. Że powinnam się cieszyć, ALE…

Odkąd wróciłam do pracy minęło już ponad pół roku. Myślałam, że z czasem, jak to z reguły bywa, wszystko spowszednieje. Codzienność będzie po prostu codziennością, którą zaakceptuję taką, jaka jest. Ale nie umiem! Nie umiem, mimo pieczołowicie wypracowanych mechanizmów, które nam się sprawdzają. Nie wiem, czy to jesień sprawia, że za dużo myślę i analizuję czy jeszcze coś innego, ale przeraziła mnie myśl o tym, że już przez resztę życia będę tak właśnie pędzić. Że ten schemat kobiety i matki, która wszystko może, skazuje mnie na to nieubłagane tempo. Na to że zamiast żyć, ten czas, cenny czas po prostu przeleci a ja nawet nie zdążę go zauważyć!

Między innymi dlatego ostatnio, jak nigdy wcześniej, denerwują mnie teksty np. o zdrowym odżywianiu siebie i dzieci. Hasła w stylu przecież to tak łatwo, wystarczy zaplanować, kupić i ugotować wcześniej – może nawet o 4 rano! Ale o 4 rano też warto przecież założyć buty i iść pobiegać, dla zdrowia i kondycji. Broń boże nie zapomnieć popijać świeżo przygotowanego soku z marchewki, który sprawi, że moja skóra będzie opalona przez cały rok, i nawilżona gdy tylko poświęcę 10 minut na to, by codziennie wsmarować kolejny magiczny krem.

Staram się, jak większość z nas, zaciskać pięści i działać dalej, ale czuję, jak mnie to gryzie od środka. Mam listę tematów, o których chce pisać, ale nie mam chwili by w skupieniu usiąść i sklecić coś z sensem. Mam z 10 pomysłów na ubranka dla Młodej, a moja maszyna stoi i się kurzy, czekając aż do niej usiądę. Jest tyle rzeczy, które kocham robić, a na które nie mam zupełnie czasu. Na zmiany, które jako jedyne mogłyby przynieść rozwiązanie, nie jestem gotowa!

Czy to kolejny etap przez który muszę przejść, jako pracująca mama, by w końcu tak naprawdę pogodzić się z sytuacją? Czy może to dopiero zalążek zmian, bodziec, który skieruje mnie na inne tory życia? Tego nie wiem. To chyba jak w większości przypadków, tylko czas pokaże!

(Visited 126 times, 1 visits today)

You Might Also Like