Ja czyli Mama, ale nie tylko!

No dobra, dużo piszemy o dzieciach i o naszych mozolnych próbach sprawienia, by początek ich życia był spokojny, radosny i pełen ciepła. Nie zapominajmy jednak, że w tym wszystkim nadal jesteśmy my – mamusie, które z dnia na dzień wcale nie przeistaczają się z zadowolonych z siebie, przebojowych kobiet, w uziemione w domu, umęczone matki. Jasne, początki, zwłaszcza przy pierwszym dziecku są trudne, ale wracamy pełne sił, by dalej podbijać świat. Niektóre z nas pewnie dosłownie, razem z dzieckiem na plecach podbijają świat, inne bardziej przyziemnie, wychodząc na codzienne spacery,na drugi koniec miasta na zakupy, czy wracając do pracy. Ale podbój to podbój, a to się liczy najbardziej.

Spójrzmy prawdzie w oczy, dziecko bywa męczące :), jest to słodkie umęczenie, ale jednak od czasu do czasu (czasem częściej, czasem rzadziej) może dać mocno w kość. Dlatego każda z nas powinna móc pozwolić sobie na choćby odrobinę relaksu. Jeśli ktoś ma dziadków w zanadrzu, wtedy super – można z partnerem wyskoczyć na miasto, do restauracji czy kina, lub po prostu podrzucić na chwilę dziecko by w zaciszu własnego domu oddać się chwilom błogiego nic nierobienia. Odrobinę trudniej, jak w moim przypadku, gdy dziadkowie daleko (nie tak jak u Diany, ale 300 km to też nie lada wyprawa). Wtedy to zawsze jedno z dwojga ma wychodne. Ja zadbałam o to, by Mężuś odpowiednio często i gęsto zajmował się potomkiem, tak żebym i ja mogła czasem „zaszaleć”. Dzięki Bogu, że okazuje się być tatusiem na medal!

Dobrze pamiętam moje pierwsze wyjście na kawę (oczywiście bezkofeinową) z koleżanką, jakoś z dwa miesiące po urodzeniu się Madzi. Trzy godziny poza domem, bez płaczącego dziecka w tle, pozwoliły mi naładować baterie na długi okres. Mimo że, na co dzień, od początku dbałam o to, by i w domu, jako tako wyglądać, tak wreszcie mogłam zamienić dres na coś bardziej wyjściowego, makijaż nabrał więcej niż domowego znaczenia, spakowałam wszystkie potrzebności do mini torebki i mogłam ruszyć w świat. I ach, okazało się, że jednak odrobinę za tym światem tęskniłam. Wszystko było wspaniałe, podróż znienawidzonym wcześniej starym autobusem, tłok w metrze, gwar ludzi popijających ciepłą kawę, gdy za oknem siarczysty mróz skrzypiał pod nogami. Czułam się jak w bajce :).

I tak do teraz, co jakiś czas funduję sobie randkę ze światem. Spotykam się z przyjaciółkami, wychodzę do kina, do kawiarni, czasem na basen (och, jaka to ulga dla obolałych pleców). Albo w domu wykorzystuje, co wolniejsze chwile, na to, co lubię, (gdy akurat nie muszę nic ugotować, poprasować czy posprzątać). Raz obejrzę zaległy odcinek ulubionego serialu, innym razem uszyje na maszynie nową bluzę dla swojego szkraba, a jeszcze innym zawezmę się na zrobienie na drutach niemowlęcych bucików. Wynikami moich mozolnych prac kreatywnych będę się z Wami dzielić (jedno dzieło, obiecuje już wkrótce!). Póki urlop macierzyński trwa, korzystam i próbuje wszystkiego, na co zwykle chodząc do pracy nie starczało mi czasu. Tym, co potem, będę martwić się potem!

20141125_191157000_iOS

(Visited 45 times, 1 visits today)

You Might Also Like