Ikea, nasz wycieczkowy survival

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że moja i tak duża dawka cierpliwości, wyrozumiałości i troski zostaną wystawione na mega próbę i te granice zostaną tak bardzo przekroczone, kazałabym puknąć się w czoło, zaśmiała serdecznie i prychnęła na odchodne. Aż pojawia się dziecko…

Postanowiliśmy wybrać się we trójkę do Ikeii- ja, mój osobisty poślubiony Połówek i nasz Brzdąc. Wiedzieć Wam trzeba, że a) mieszkamy na obczyźnie, w związku z czym odpada „sprzedanie” Małej dziadkom i pojechać sobie na luzie samym, tylko we dwójkę; b) najbliższa Ikea znajduje się w Edynburgu, co oznacza bite 2 godziny jazdy samochodem. Ale nic to, lubimy podróżować, w zasadzie wyluzowani z nas rodzice, więc jak to, my nie dalibyśmy rady? Przy okazji wprawimy się w boje podróżne, skoro przed nami lot do Polski. I tak nastawiając się psychicznie na nadchodzący, zakręcony jak ruski termos dzień, poszliśmy spać..

Bardzo liczyliśmy na to, że Mała prześpi całą drogę i pod tym względem spisała się na medal. Spora w tym zasługa Dziadka, który nagrał dla niej Bajki Grajki i obecnie na topie jest „Kot w Butach”. Puszczony dwa razy z rzędu, skutecznie uśpił naszego Smerfa. O losie, dwie godziny cichej i spokojnej jazdy to coś, co należy docenić i przypominać sobie w chwili ekstremalnych rodzicielskich przeżyć. Dojechaliśmy, Mała się obudziła i tak oto, wkraczaliśmy w świat, z którego wyszliśmy dobre 5 godzin później.

Nauczeni doświadczeniem, mieliśmy przy sobie all inclusive – torba z zapasowym wszystkim, torba z zabawkami, wózek, chusta do noszenia i chusta do karmienia i naprawdę miałam nadzieję, że połowy tych rzeczy nie wykorzystamy. Naiwności, masz teraz ze mnie ubaw po pachy.

Początek zaczął się niewinnie, w końcu dziecko wyspane, wypoczęte, radosne i zaciekawione. Tyle nowości dookoła, nowe twarze i odgłosy inne, niż na co dzień. Wpakowaliśmy Małą do wózka i dziarsko ruszyliśmy na zakupy. Jako, że Brzdąc jest coraz większy i ciekawość świata zwiększa się z każdym kolejnym dniem, wózek bardzo szybko się znudził i zaczął być niewygodny. OK., jestem w stanie to zrozumieć, chociaż kiedy dzieć siedzi w środku, wtedy rodzicom jest najwygodniej. Następna w kolejności jest chusta. Byliśmy wtedy już na dziale sypialnianym, więc wskoczyłam szybko do jednego takiego pokoju, raz dwa obwiązałam się z Małą i kontynuowaliśmy wycieczkę. Kryzys zaczął się po godzinie, kiedy dziecku zachciało się jeść. Ponieważ przebywaliśmy w okolicach sypialnianych, pomimo spojrzeń przechodzących tam ludzi (na szczęście, były one bardziej formą zrozumienia, niż pogardy), schowałam się w najmniejszej, najintymniejszej sypialni jaką tam znalazłam, usiadłam na łóżku tyłem do przejścia i nakarmiłam Małą. Najedzone dziecko = szczęśliwe dziecko! Zapamiętajcie 🙂

Szukaliśmy w Ikeii dla siebie m.in. łóżka, ale żeby cokolwiek zobaczyć w spokoju, jedno z nas musiało zająć się Małą, by to drugie mogło pójść, pooglądać, ewentualnie podpytać sprzedającego. Dziecka to nie interesuje, ono ma swoje upodobania i nie ma zamiaru tak się nudzić. Wózek i chusta odpadały już w przedbiegach. Jaki znaleźliśmy sposób? Ku uciesze innych zwiedzających sklep, wystawiliśmy naszą Małą na pokaz. Położyliśmy ją na jednym z łóżek, dostała poduszkę do zabawy i „straciliśmy” dziecko na jakieś 15 minut. Co rusz ktoś zagadywał, uśmiechał się do mnie lub do Małej, komplementował (a jakże!), a Mia? Nic sobie z tego nie robiła, miała frajdę z raczkowania lub leżenia na łóżku, bawienia się pościelą i poduszką i spoglądaniem na sufit. W tym czasie mój Połówek zdążył załatwić to, co chciał.

Co było fajnego w tych dwóch sytuacjach? Że nikt nam nie zwracał uwagi, że nie powinniśmy, że tak nie można, że nie wypada. Pal sześć zabawy Małej na łóżku, ale tylko ślepiec nie spostrzegłby, że matka karmiła dziecko w jednym z wystawowych pokoi. Czy ktoś nachalnie oglądał wtedy wystawę? Nie. Czy ktoś nas poganiał lub przeganiał? Nie. Przechodzili obok, dając nam ten czas.

Mała wytrzymuje na nogach w porywach do trzech godzin. Później zaczyna ziewać, trzeć oczka i dawać wyraźne znaki, że czas iść spać i zregenerować siły. Ale jak to zrobić w Ikeii? Kryzys nastąpił w dziale kuchni. Było głośno, tłum ludzi, bardzo jaskrawe światło, głosy mówiące przez głośniki, ogólnie brak szans na wyciszenie się i odpoczynek. Byłam pewna, że jedyny krzyk i płacz, jaki słychać w całej ikeowskiej hali, to ten naszego dziecka.

Z ratunkiem przyszła chusta do karmienia. Gdzieś między talerzami i szklankami, szybko ją na siebie narzuciłam, schowałam Małą, okryłam buzię przed światłem i zaczęłam karmić. Jednocześnie lekko kołysząc i nucąc melodię z bajki „Kota w butach”. I tak przez niemal pół godziny, po czym kiedy już sobie przysnęła, przeniosłam się na dział z pościelą i poduszkami i usiadłam w pierwszym możliwym miejscu. Trzymanie na rękach 7,5kg kochanego ciałka, to jednak spory wysiłek.

I znów – siedząc w przejściu, dosłownie, z dzieckiem na rękach, nie czułam absolutnie żadnego zażenowania. Ludzie przechodzili, znów uśmiechali się i były to uśmiechy serdeczne, nie kpiące. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym, jak naturalne wydaje się być tutaj to, że małe dziecko musi jeść, a mama musi je nakarmić. Jeśli robi to piersią, to nie dlatego, że chce nią świecić publicznie. Chusta do karmienia spełniła swoją rolę nawet podwójnie – dała Małej tą wyczekiwaną chwilę wyciszenia, schowania przed światem, światłem i hałasem ale co najważniejsze, dała jej prywatność. Ja dzięki niej nie prezentowałam się w ćwierć negliżu szerszej publiczności, nie wzbudzałam niepotrzebnych kontrowersji, nie prowokowałam do zbędnych komentarzy i oburzenia. Dała mi komfort karmienia, a że robiłam to między ręcznikami i dywanikami do łazienki, no cóż… nie każdy sklep, nawet taki jak Ikea, który jest family friendly, jest przygotowany na to, że matka będzie karmić dziecko nagle tu i teraz.

Oczywiście, nie obyło się bez konieczności zmiany pieluchy i pędu niczym struś pędziwiatr do „baby changing room”, by uratować bodziak, bo chociaż wzięliśmy wszystko (a przynajmniej tak nam się zdawało), tak bodziaka zapasowego zabrakło… no cóż, nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz 😉

To, że Mała uśmiechała się do wszystkich, brała do buzi każdą zabawkę, zafascynowana lampami nie wiedziała na czym oko zawiesić i ogólnie dała nam przeżyć tę wyprawę i była naprawdę grzeczna i pogodna, to jedno. Ale dopiero, kiedy dotarliśmy do domu, przy akompaniamencie Kota w butach, rzecz jasna, zdaliśmy sobie z Połówkiem sprawę z tego, jak bardzo, ale to bardzo jesteśmy zmęczeni. I nie samą jazdą samochodem, ale byciem na pełnych, totalnie ponad normę, obrotach. To jest nieustanne zwracanie uwagi na dziecko, szukanie mu rozrywek, działanie na pięć frontów, branie pod uwagę nie siebie samych ale czy przypasuje to dziecku, czy wytrzyma a jeśli tak, to jak długo. Czas, czas, czas. Najlepiej mieć pod ręką już gotowy plan działania, wiedzieć co się chce, gdzie iść i mieć jakiś back up na wypadek niespodziewanych sytuacji.

Z góry uprzedzam Wasze pytanie: nasze co tygodniowe zakupy w celu zapełnienia lodówki, przebiegają w bardziej spokojnych i zrównoważonych warunkach i okolicznościach przyrody 😉

Ikea

(Visited 53 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • jusia

    jak ja miałam takiego szkraba,to chusty nie były takie modne:) nie wiem jak jest teraz w polsce, ale chyba też nikt by nie przeraził się taką sytuacją??

    • Jusia, no właśnie nie wiem i sama jestem ciekawa, czy inne mamy miały w Polsce takie przeboje w Ikeii 🙂
      może się odezwą 🙂

  • Bogusia

    Nooo, dziecko to niezły survival, ale dajecie radę, no bo co zrobić, ale z pewnością wasz bąbel ma tu spory udział, bo nie daje wam jakiegoś strasznego wycisku. A Ikea w Warszawie jest zawsze tak zatłoczona, ze chyba byłoby tu jeszcze gorzej. Ale generalnie to zabieranie dziecka ze soba teraz w różne miejsca jest chyba łatwiejsze niż przed laty, kiedy nie było całej masy obecnych wynalazków i jesteście razem z maluchem i fajnie, ciekawa jestem lotu, tam pewnie będą problemy z ciśnieniem – chyba wtedy potrzebny smoczek, butelka z jedzeniem i piciem. .

    • Bogusiu, nasza Mała nie toleruje smoczka niestety, butelki też nie. Obawiam się, że niezastąpiony cycuś będzie. Grunt, by start i lądowanie wytrzymała 🙂

      Oj tak, Mała naprawdę jest grzecznym dzieckiem i nie mamy prawa narzekać 🙂

      Cieszę się, że tu zajrzałaś! :))