Historia o tym, jak pewna książka pomogła nam z wizytą u dentysty

Ktoś mógłby pomyśleć, że jestem monotematyczna i że mogłabym sobie dać spokój już z tymi książkami dla dzieci, ale niestety. Nie zapowiada się na to, albowiem byłam świadkiem chwili, w której przekonałam się, że czytanie naprawdę działa.

 

Swojej córce czytam odkąd się urodziła. Wróć. Czytam, odkąd poczułam jak rozpycha się w brzuchu i dowiedziałam się, w którym momencie dziecko słyszy tam w środku już głos matki. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że warto a skoro sama zjadam książki na śniadanie to w sumie, czemu nie robić tego na głos? Wiem, „Wariatka!” pomyślicie. No cóż, mogę być wariatką, wariaci też są na tym świecie potrzebni 😉

Zmierzam jednak do tego, że książki, czy tego chcemy czy nie, mogą mieć i mają ogromny wpływ na to, jak postrzegamy świat i rzeczywistość, która nas otacza. Dla nas dorosłych większość tego, z czym mamy do czynienia na co dzień to nic nowego. Swoje każdy z nas już przeszedł, swoje przeżył w mniejszym lub większym stopniu. Z perspektywy trzylatki, dla której większość przeżyć i emocji jest nowych, przeczytanie o nich to wstęp do świata, który dopiero poznaje. I takie rozwiązanie widziało mi się zawsze jako najlepsze, niemal idealne – przeczytać o czymś dziecku, by usłyszało, że coś takiego istnieje, a kiedy przyjdzie dziecku zmierzyć się z tym na bazie własnych doświadczeń, nawiązać do książki, w której była już o tym mowa.

Historia pewnej wizyty

Nie dalej jak tydzień temu miałam przyjemność udać się do tutejszego dentysty na rutynowy zabieg. Nic skomplikowanego, ale coś więcej niż tylko wypełnienie zęba plombą. Najwidoczniej tego dnia pisany był mi pech, bo jeszcze tego samego wieczoru czekała mnie szybka jazda na pogotowie, kilkugodzinne czekanie na przyjęcie, a w międzyczasie strach przeplatany z paniką, albowiem czerwień mnie zalewała obficie z miejsca, w którym pani dentystka niechcący mnie skaleczyła podczas zabiegu.

I w zasadzie jakoś bym to zniosła lepiej, gdybym była tylko z Osobistym Połówkiem u mojego boku. Ale była z nami też nasza córka, która po prostu musiała z nami być, bo nie mamy z kim jej zostawić, komu powierzyć opiece w takich sytuacjach. I to dobijało mnie wtedy najbardziej. Jak mierzyć się z własnych strachem i bólem na oczach dziecka, nie chcąc go jednocześnie przestraszyć i zrazić do takich miejsc jak gabinet lekarski, szpital, czy nawet do samego lekarza?

Historia pewnej książeczki

Wiele książek wzbudziło w mojej córce zachwyt i uwielbienie, ale zdecydowanie prym od dłuższego czasu wiodła Kicia Kocia, o której już pisałam na blogu (w tekście „Kicia Kocia”, czyli fajna seria książek dla małych dzieci”). Od kilku tygodni szukam godnego następcy białej kotki i chociaż próbowałam już różnych tytułów, serce mojego dziecka mocniej zabiło dla Zuzi. Jest to seria książeczek Mądra Mysz, napisana przez Liane Schneider i Eva Wenzel-Burger. Ot, takiej samej dziewczynki o blond włosach jak moja dziateczka i może to właśnie jest to, czego potrzebowałyśmy. Odniesienia do swoich przeżyć i historii, które przytrafiają się takiej samej dziewczynce, jak ona sama!

Nie wiem, czy to zasługa mojego szóstego zmysłu, który być może jednak posiadam, czy coś mnie po prostu tchnęło a może jakieś przeczucie. Zgaduj zgadula, ale jedną z pierwszych książeczek o przygodach Zuzi była właśnie ta o wizycie u dentysty. Już na wstępie przypadła jej do gustu bardziej, niż ta o pomocy mamie (hmm). Zdążyłyśmy ją przeczytać już jakieś 50 razy, kiedy przytrafiła nam się historia z moim dentystą i wtedy właśnie doceniłam moc książek.

Moc książek

Brzmi to być może zbyt patetycznie, ale to właśnie dzięki temu, że przeczytałyśmy o przygodach małej Zuzi u dentysty wcześniej i rozmawiałyśmy sobie o tym, jak wygląda taka wizyta i co dentysta robi, moja córka nie bała się. Kiedy ja z obolałą szczęką i o wyglądzie opuchniętego hipopotama jechałam na kontrolę, dziecię jechało z nami. Dziarsko weszła ze mną gabinetu, przyglądała się jak jestem badana, a kiedy było już po wszystkim, wskoczyła na fotel i kategorycznie zażądała, by jej też sprawdzić zęby. Natychmiast! Pani dentystka nie kazała długo siebie prosić, a moja córka dumna ze zdrowego uzębienia stwierdziła, że jeszcze tam wróci.

Jak powiedziała, tak zrobiła, bo wczoraj znów sytuacja powtórzyła się.

Czy to była kwestia wpływu książki na takie podejście, czy naśladownictwo mamy? Nie wiem, wierzę, że jedno i drugie po trochu. Jako matka przodująca w czytaniu zawsze pokładałam i będę pokładać nadzieję w moc książek i ich wpływ na nas i nasze dzieci. Gdyby nie książki, nie byłoby magii Harry’ego Pottera, zadziorności i upartości rudej Ani. Nie byłoby do czego wracać, co wspominać, do czego nawiązywać, na podstawie czego kręcić filmów a nawet seriali. A przede wszystkim, nie byłoby tych wszystkich chwil spędzanych razem w łóżku czy fotelu, wspólnie czytając. Nie byłoby tych wszystkich mądrości, które lubimy cytować.

„Czytelnik może żyć życiem tysiąca ludzi, zanim umrze. (…) Człowiek, który nie czyta, ma tylko jedno życie”

George R. R. Martin

 

Książeczki o przygodach Zuzi, wydawnictwa Media Rodzina, możecie kupić TU 🙂

(Visited 101 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Storyland 14

    Oj mam nadzieje,że wszystko już dobrze. Co do magii książek to zgodzę się z Tobą w 100% na mnie działa do dziś dnia, jako ciekawostka dodam iż tak jak Ty moja mama czytała mi na głos jak byłam w jej brzuszku. To ona zresztą podsuwała mi książki i zaprowadziła do biblioteki. Ta miłość pozostała i nasza wzajemna pasja. Co do dentysty to jakiś za nim nie przepadam i trochę szkoda,że nikt wtedy nie wpadł na pomysł napisania takiej książki. Twój przykład zrobił swoje ale lektura pogłębiła – brak strachu przed wizytą u dentysty, naprawdę świetna sprawa. Swietnie się czytało 😀

    • Jest coraz lepiej, dzięki 🙂
      Tak, książki pomagają i wspierają – dlatego tak bardzo je sobie cenię i czytam dla siebie i dla córy 🙂