Halloween chciane, niechciane!

Naprawdę nie przypuszczałam, że będę pisać to, o czym będę pisać. Bo z reguły jestem osobą bardzo otwartą i staram się widzieć bardziej plusy, niż minusy. Jednakże, tegoroczne Halloween dało mi do myślenia. A dokładniej pewien wpis na facebook’u rozgoryczonego znajomego pewnego znajomego, który nie chciał świętować Halloween. No i tak mnie naszło, że przecież ma prawo nie chcieć, tak jak inni chcą. Prawda?

To, co lubię w świętach zachodnich, no dobra, amerykańskich, to to, że są świętami radosnymi. Że są pretekstem do tego by się nie tylko spotkać, ale i weselić. Czy to ichniejsze święto 4 lipca, czy Dziękczynienia czy Halloween, wszystkie, przynajmniej zgodnie z tym, co prezentują amerykańskie filmy i seriale, są przede wszystkim powodem do zabawy i radości.

Halloween chciane, niechciane!

U nas z tą radością jakoś tak kiepsko. I nawet, jeśli są święta, które w założeniu powinny być radosne, u nas wychodzą zawsze bardzo poważnie. Jedynie Boże Narodzenie, rzeczywiście jest pogodne, mimo zdecydowanej niepogody za oknem. W związku z tym nie dziwię się, że adaptujemy te wszystkie wesołe rytuały. Życie samo w sobie w końcu jest wystarczająco poważne.

Halloween jest kwintesencją zabawy, ale i tym samym, nie ma drugiej tego typu adaptowanej przez nas tradycji, która stałaby bardziej wbrew klimatowi świętowanego przez nas Święta Zmarłych. Jeden wieczór, który stał się miejscem styku dwóch tak odmiennych tradycji. I o ile mnie osobiście bawią wszystkie dzieciaki poprzebierane za najróżniejsze postacie rodem z piekieł, a wycinane, podświetlane dynie dawno temu skradły moje serce, tak nie zamieniłabym mojego rodzinnego rytuały związanego ze świętowaniem Święta Zmarłych na nic innego. Gdybym miała wybór, osobiście podziękowałabym za te wszystkie przebieranki i dynie. Wolę nasze cmentarze po zmroku, rozpalone tysiącem świateł, których łuny rozjaśniają już tak wcześnie ciemne dni.

Halloween chciane, niechciane!

No, ale zasadniczo nie chodzi mi tu o to, co bym wolała lub co wybrała. Ale o pewną sytuacje z życia wziętą. W ubiegłym roku, jak zresztą co roku, na 1-go listopada byłam w rodzinnym domu. Małe mieszkanko w 4 piętrowym bloku w jednej z katowickich dzielnic. Na dzień przed, rodzice pojechali do sklepu, Młoda już smacznie spała, gdy domofonem zadzwoniły dzieciaki z hasłem „cukierek albo psikus”. Otworzyłam im radośnie drzwi do klatki, a niech dzieciaki się bawią. Gdy dotarli do mnie na piętro, pomyślałam sobie, jak niewiele trzeba by sprawić komuś radość. Dałam każdemu z małych kościotrupów po cukierku, w podziękowaniu za co dowiedziałam się, że „jestem super i cool”, bo tak mało osób otwiera im drzwi. Wtedy pomyślałam, że w sumie nie rozumiem, czemu ludzie nie otwierają im drzwi, to przecież tak niewiele. I tak było, ale rok temu…

W tym roku nie zdążyłam podejść do domofonu. Odebrał tata, który im nie otworzył. Mówię: „Tato, przecież to tylko dzieciaki, trzeba było wpuścić i dać po cukierku”. Ale to inna mentalność, starych drzew się nie przesadza itp., tata stwierdził, że otworzy ktoś inny. Ale chyba nie otworzył, bo rano, czekał na wszystkich lokatorów pohalloweenowy psikus.

I właśnie PSIKUS to sedno tego mojego ciut przydługiego wywodu, wybaczcie. Bo czy naprawdę w naszych realiach możemy pozwolić sobie na PSIKUS?

Oczywiście mój tata jak akurat mógł otworzyć, nie ma żadnej ideologii przeciw, może poza chwilowym lenistwem, czy chęcią świętego spokoju. Ale przecież, nie wszyscy muszą chcieć brać udział w zabawie. I wcale w związku z tym, nie należy im się żaden psikus. Możemy adaptować zachodnie tradycje, ale swoich własnych nie zmienimy, i nie musimy chcieć zmieniać. Więc rozumiem też tych, do których ten model świętowania nie trafia. Którzy wolą spędzić spokojny wieczór z rodziną, by następnego dnia o świcie wyruszyć na groby bliskich. Którzy nie chcą zmieniać swoich przyzwyczajeń. Przecież nie muszą!

Tylko czemu mają obawiać się w związku z tym PSIKUSA? Jedni mają wysmarowane klamki poowijane papierem, inni jak w naszym przypadku, szybę wejściową do klatki wysmarowaną białą farbą z odciśniętymi dziecięcymi rękami. Dzieciaki, a dokładniej ciut starsza młodzież robi się coraz bardziej kreatywna. A my przecież nie jesteśmy w Stanach. Te drzwi do klatki nie są czyjąś indywidualną własnością. I choć samo Halloween w niczym nie przeszkadza, tak PSIKUSY zostawione do rana, gdy wszyscy elegancko ubrani wychodzą, by świętować „po staremu”, uroku zdecydowanie nie dodają, a ujmują z poszanowania.

Więc gdzie można postawić granicę? I czy w ogóle? Psikus jest integralną częścią zabawy, która przybyła do nas zza oceanu. Ale nie widzę możliwości, by neutralnie i bez wywierania wpływu na kimkolwiek mógł się wpasować w naszą rzeczywistość.

Pewnie i mnie niedługo będą czekać halloween’owe dylematy. I nie zamierzam dziecku zabronić brania udziału w tej zabawie, a co więcej, pewnie sama będę szyła jej po nocach te upiorne kostiumy. Ale o psikusach będzie nas czekać długa rozmowa. A w dzień po, będziemy świętować tak jak lubię najbardziej. W drodze do bliskich, których z nami już nie ma. Zapalić światełko.

Halloween chciane, niechciane!

(Visited 77 times, 1 visits today)

You Might Also Like