Francuski styl jedzenia – świadomość i konsekwencja, by móc długo cieszyć się zdrowiem

Wiem, co sobie pomyślicie: „O matko, ona znów o jedzeniu”. Ale jestem zdania, że jeśli jako rodzice myślimy w kategoriach zdrowia naszych dzieci, to o pewnych sprawach należy dyskutować i je poruszać co jakiś czas na nowo, bo czy tego chcemy czy nie, pewne sprawy umykają nam dość szybko w tej naszej rodzicielskiej codzienności.

 

Jako rodzice chcemy dobrze i nie rzadko na głowach stajemy (swojej i innych), by było tym naszym potomkom jak najlepiej. Chcemy by były zdrowe, pełne wigoru i chęci do działania, ale nie rzadko zapominamy o tym, by dbać o odpowiednie paliwo, by napędzać ich małe organizmy by takie właśnie były.

Już jakiś czas temu pisałam o problemie otyłości naszych dzieci – czy w Polsce czy w UK, problem ten narasta i potrzeba mówienia o tym, nagłaśniania jest ogromna, by uświadomić nas – rodziców – o konsekwencjach naszych zaniedbań lub po prostu naszej zwykłej nieświadomości z występującego problemu.

Śmieję się, że powinnam była urodzić się we Włoszech. Uwielbiam makarony, pomidory i oliwki, a pizzę mogłabym jeść średnio co dwa dni. Ale kiedy mowa o sposobie odżywiania się, zdecydowanie bliżej mi do Francji. To też jakoś mnie nie dziwi, bo Paryż i w ogóle francuskie klimaty kocham miłością wielką.

Co w tej Francji takiego niezwykłego zapytacie? Otóż jakby się zastanowić, to tak naprawdę nie jest to nic, czego nie wiemy lub już nie stosujemy u siebie w domu. Nie jest to nic nowego, odkrywczego a jednak bardzo często zapominamy o tak prostych zasadach. Sama biję się w pierś, bo mam wrażenie, że w pewnych aspektach, jeśli chodzi o jedzenie, popełniłam gdzieś błąd. Tzn., ja chyba wiem, w czym i teraz staram się to naprawić, póki nie jest za późno. Podobno dobre nawyki żywieniowe kształtują się między 1 a 7 rokiem życia, także mam jeszcze czas. Ale liczy się w tym bycie konsekwentnym i tego mogło u mnie na pewnym etapie zabraknąć.

Często się dziwiłam – dlaczego nasz francuski przyjaciel woli dla nas coś ugotować, niż pójść razem do restauracji? Skąd u naszych francuskich znajomych taka miłość do zup? Dlaczego tak bardzo pilnuje się kiedy i co je? Kiedyś zapytałam o to wszystko, a nie tak dawno trafiłam na francuską projektantkę mody, która potwierdziła wszystko to, co usłyszałam od naszego przyjaciela. A zatem, w punktach, oto francuskie podejście do dbania o siebie i o to, co mają na talerzu.

Francuzi uwielbiają warzywa i owoce

Najlepsza zupa, jaką kiedykolwiek jadłam mieszkając w Szkocji, to ta ugotowana przez naszego przyjaciela Francuza. Z dyni, jako główny składnik plus dodatkowych warzyw, rozgrzewające przyprawy a wszystko to zmiksowane na postać kremu warzywnego. Była tak dobra, że zabrałam ją ze sobą w słoiku na następne dni, a przez kolejne pół roku błagałam wręcz o przepis. Jeśli chcecie go poznać, dajcie znać w komentarzach. Chętnie się nim podzielę 🙂

Francuzi spożywają podobno aż 12 rodzajów warzyw dziennie, by zaspokoić potrzebę dostarczenia odpowiedniej ilości witamin i mikroelementów. Do tego owoce. To może być zupa, sok, smoothie lub sałatka. Mogą być surowe, gotowane, nie ma znaczenia.

Francuzi uwielbiają zupy

Mogę to potwierdzić na bazie przyjaźni z Francuzami. Zupy są ich konikiem, najlepiej te ugotowane w domu. Nie wiedziałam jednak, że wywodzi się to aż z czasów ich babć i prababć, które od zawsze powtarzały, że jeśli chce się wyrosnąć na kogoś zdrowego i silnego, zupa jest do tego najlepsza. Francuska projektantka wspomniała kiedyś, że jeśli ktoś we Francji mówi, że jest za mały, by coś zrobić, zapewne usłyszał od babci: „acha, nie jadłaś wystarczająco zup, kiedy byłaś mała, hmm?”

Dla mnie, osobiście, zupa to pewien must have w tygodniu. Zwłaszcza w takim, w którym dzieje się naprawdę sporo, czasu na dwudaniowe obiady brak (które i tak u nas nie występują), a zjeść coś ciepłego i pożywnego należy. Zupa to też jeden z moich sposobów, na przemycenie córce warzyw, których normalnie w postaci stałej by nie tknęła.

O zupach pisałam kiedyś przy okazji jesiennej aury, od tego czasu poznałam kolejne genialne przepisy, którymi również chętnie się z Wami podzielę.

Francuzi uwielbiają gotować

I znów – nie znam Francuza, który nie lubi gotować i nie cieszy się tym zajęciem. Dla nich to pewien proces, który prowadzi do późniejszego wspólnego celebrowania czasu z rodziną i przyjaciółmi. By rozkoszować się dobrym jedzeniem i jego smakiem. Nie uznają jedzenia z puszek, rzadko cokolwiek odmrażają, codziennie gotują ze świeżych warzyw, po które udają się na targi lub sklepu. Nawet używanie mikrofalówki jest dla nich czymś kompletnie zbędnym.

Kiedyś, na samą myśl o gotowaniu, dostawałam drgawek. Nie lubiłam tego, stery w kuchni oddawałam Osobistemu Połówkowi. Od czasu, gdy musiałam zadbać o swoje zdrowie a na pokładzie pojawiło się dziecko, kuchnia to moje główne pole działania. Nie mamy też już mikrofalówki, bo faktycznie – jej brak pokazał nam, że naprawdę jest zbędna. I tak, polubiłam to i bardzo zależy mi na tym, by rodzinnie te wspólne posiłki celebrować. A to kieruje nas do kolejnego punktu…

Francuzi uwielbiają celebrować spożywanie posiłków

I dają temu wyraz spożywając je bardzo wolno. Francuzi cieszą się chwilą, jedzeniem, towarzystwem, atmosferą. I podczas, gdy my przeważnie spieszymy się ze wszystkim, byle tylko szybko i móc iść dalej, Francuzi potrafią usiąść i cieszyć się tym, co właśnie mają. Podobno potrafią wziąć dodatkowe godziny pracy wieczorem, byle tylko móc zjeść na spokojnie lunch. Cała reszta obowiązków może wtedy poczekać.

Jest to o tyle sprytne, że wolne spożywanie posiłków lepiej wpływa na trawienie. Jedząc jak najwolniej, pozwalamy na to, by organizm mógł spokojnie trawić pokarm, bo proces ten zaczyna się już w jamie ustnej. Im wolniej będziemy jeść, tym trawienie będzie efektywniejsze, a nasze ciało przyswoi więcej składników odżywczych. Proszę, jacy Ci Francuzi są sprytni i mądrzy 🙂

Food education

To chyba najważniejszy punkt z tych wszystkich, bo dotyczy bezpośrednio dzieci. Francuzi od początku budują w dzieciach tzw „dobre nawyki”. Co za tym idzie?

– zbilansowane posiłki
– dzieci próbują wszystkiego po trochu. Jest zasada – trzy łyżki, by spróbować to polubić
– żadnych słodyczy
– żadnych przekąsek między posiłkami
– żadnych napojów gazowanych

Francuzi skupiają się na czterech posiłkach dziennie: śniadanie, lunch, tzw. 4 o’clock i kolacja. I to im w zupełności wystarcza. Dla mnie to o tyle ważne, że staram się ograniczyć spożywanie słodkiego, czekolady zwłaszcza, która w pewnym momencie pomagała nam poradzić sobie z dziecięcym problemem, ale której staliśmy się zakładnikami na własne życzenie. Trzymanie się konkretnych pór i posiłków pomaga mi na nowo odbudować poczucie głodu lub sytości u dziecka. Jemy słodkie, oczywiście, że tak, ale nie „w zamian” lub „oprócz”. Na wszystko jest czas, i na ciepły posiłek i na słodki deser. I konsekwencja, konsekwencja, konsekwencja. O którą tak często trudno.

 

A jeśli szukacie zdrowych przepisów i innych moich wpisów na temat żywienia, podrzucam Wam kilka ważniejszych z nich tutaj, mogą Was zainteresować:

  1. Przepis na chleb żytni na zakwasie
  2. Jak jeść i nie zwariować? Rozmowa o odżywianiu dzieci i dorosłych z dietetyczką – Kamilą Wrzesińską
  3. Powiedz mi, że jestem gruba
  4. Otyłość w Szkocji, czyli choroba dzieci w XXI wieku
  5. Jesienne BLW – moje sprawdzone przepisy na zupy
(Visited 218 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Zgadzam sie z Twoim wpisem! Wiesze, ze tego celebrowania jedzenia brakuje mi w Polsce najbardziej? Mam wrazenie, ze nie potrafimy czesto docenic tego, co pojawia sie na naszym talerzu, jemy zbyt szybko, nie myslimy o tym, jak przygotowano potrawe. Bardzo sie ciesze, ze trafilam na Twojego bloga, widze, ze dzielimy pasje do francuskiej kultury. Nie mowiac juz, ze mam natychmiast ochote zrobic placki z amarantusa i jablek 🙂

    • Tak, dokładnie mam to samo poczucie. Ludzie pędzą do przodu, brakuje czasu na tak wiele czynności, w tym właśnie na cieszenie się sobą i wspólnym posiłkiem. Wiem skąd to wynika i smutne, że w Polsce nadal nie dane jest wypracować takiego systemu pracy, który ułatwia rodzinom i ludziom wogóle funkcjonować łatwiej, bardziej elastycznie.

      Zawsze sobie chwaliłam niedzielne rodzinne śniadania i obiady, co sobotnie obiady u babci. Czuję wewnętrzną potrzebę kontynuowania tego. Dla siebie, dla swoich dzieci, dla wnuków (kiedyś..) i dla przyjaciół 🙂

      • Ja tez, bardzo lubie spotkania rodzinne, szczegolnie w weekendy. To taka ostoja dla mnie, chwila na spokoj.

  • We Włoszech również wszyscy zasiadają przy stole i długo celebrują posiłki. Można by było przenieść odrobinę tej tradycji do Polski. 😉

    • Tak, dokładnie! Podobnie jak w Hiszpanii, tam się odbywają wielkie rodzinne kolacje. Mają chyba nawet swoją nazwę, która wyleciała mi teraz z głowy.
      W Polsce też są rodzinne spotkania, ale mają zupełnie inny klimat, inną formułę, mam wrażenie 🙂

      • W Hiszpanii i we Włoszech jest zupełnie inny, bardziej rodzinny klimat. U nas, mam wrażanie, że każdy zajmuje się swoimi sprawami i chce jak najszybciej „uciec” od stołu. 😉

        • Od stołu suto zakrapianego % i rozmowach o polityce i przebytych chorobach 😉

          • Haha, trafnie to ujęłaś. 😀

  • Magdalena Palmowska

    Dziękuję za wpis 🙂 <3 Zgadzam się z Tobą, że celebrowanie posiłków jest bardzo ważne. Nie mam jeszcze dzieci, ale w przyszłości chciałabym żeby wspólne posiłki przy stole stanowiły piękny, radosny rytuał. Póki co celebrujemy go razem z mężem 🙂

    • Celebrujcie, to takie ważne by móc pobyć ze sobą <3
      Tylko ze sobą, a problemy dnia codziennego choć na chwilę móc odstawić na bok. Widzę po sobie, że przygotowanie chociażby zupy (idąc za francuską filozofią) to nie jest jakiś wielki wysiłek, a radość z tego czasu razem przy stole – bezcenna. Jeszcze tylko gdyby moja córka tak chętnie jadła, jak równie chętnie odbiegała od stołu, byłabym w niebie ;))

  • Holly Golightly

    Fajnie poznać kilka ciekawostek na temat, nie tak dalekich przecież sąsiadów.

  • My też uwielbiamy zupy. Dla naszej córki to też jedyna możliwość przemycenia jej większej ilości warzyw. Dodajemy ich mnóstwo i wszystko miksujemy na krem. Ze stałymi godzinami posiłków nadal jest u nas problem, bo ciężko nam się złapać w domu w tych samych godzinach, ale pracujemy nad tym! 🙂

  • Joanna Kołpak

    Piękne zdjęcia. Ja się bije w pierś zawalam na wakacjach. Jemy o różnych porach i co nam w ręce wpadnie.

  • Ewa Kujawa-Szura

    ciekawy artykuł, nie wiedziałam że takie jest francuskie podejście do żywienia , myślę, że warto je stosować we własnych domach

  • Świetny wpis! Fajnie, ze uświadamiasz rodziców w ich błędach 🙂 jestem dietetykiem wiec wiem jakie to ciężkie 🙂

  • Ojejku zgłodniałam od samego czytania. Uwielbiam długie posiedzenia przy stole i strasznie mi tego brakuje na co dzień.

  • Diana, świetny artykuł. Podobno metabolizm programuje się przez pierwsze 3 lata , dlatego tak ogromne znaczenie ma to, co w tym okresie dajemy jeść naszym dzieciom, jakie nawyki żywieniowe w nich zaszczepimy.