Emocje. Twój wróg czy przyjaciel?

Bycie mamą sprowadza na nas lawinę uczuć i emocji, które my, mamuśki, ale też my- po prostu kobiety, musimy jakoś w sobie okiełznać i oswoić. To, co odczuwamy danego dnia, w danej chwili może nas kompletnie zaskoczyć. Bo czy nie bywa tak, że prawdopodobnie nigdy byś siebie nie posądzała o takie czy inne swoje odruchy i odczucia, które właśnie tobą targają, a które Cię zaskoczyły?

Jestem mamą od półtora roku. Piszę bloga poniekąd parentingowego, ale co ja mogę wiedzieć o byciu mamą, skoro sama jestem na początku tej drogi. Nie mam dla was złotych rad jak sobie radzić w takich czy innych sytuacjach, piszę za to o własnych doświadczeniach, przeżyciach. A żeby było śmieszniej, sama reaguję alergicznie na tytuły typu „5 sposobów, by Twoje dziecko spało” (błagam, serio?), „10 rzeczy, których nie wiedziałaś o swoim dziecku” i tak dalej, i w ten deseń. I tak na co drugim parentingowym blogu.

Nie, nie na czymś takim chciałabym się skupić. Takich blogów jest od groma, coś z pewnością dla siebie znajdziecie.  Zdecydowanie bardziej interesują mnie emocje, uczucia. Te burze i huragany, które mają miejsce w naszych głowach i sercach za sprawą tych małych rączek, nóżek, które tak kochamy. Ale też które doprowadzają nas do płaczu, frustracji, radosnego śmiechu, śmiechu przez łzy, ekscytacji, dumy, rozpaczy, nerwów, stresów, radości, miłości tak wielkiej, że większej już chyba na świecie nie ma. A przynajmniej ja jeszcze drugiej takowej nie miałam przyjemności poznać (miłość do partnera, umówmy się, mieści się w innych ramach uczuciowych).

Zauważyłam, że my-mamy, mamy spore problemy z ujawnianiem swoich emocji. Czy kryje się za tym wstyd? Obawy? No tak, bo przecież co powie pani Iksińska jak zobaczy, że rwiemy sobie włosy z głowy, bo dziecię ma taki dzień, że klękajcie narody, bez kija nie podchodź. Ciężko jest nam się przyznać do słabości, do gorszych dni, do łez i chwil zwątpienia. Nieustannie próbujemy udowodnić sobie, ale może przede wszystkim innym, że jesteśmy niemal idealne, nieskazitelne i takie są też nasze dzieci. Bo jakżeby inaczej.

Chowamy głowę w poduszkę, krzyczymy w niebogłosy i dajemy upust swojej bezradności, bo przecież nie przyznamy się koleżance Ygrekowej, że zawaliłyśmy, bo krzyknęłyśmy, bo się uniosłyśmy, bo zwątpiłyśmy w siebie jako matki, żony i kochanki.

emocje

Emocje powodują, że czujemy się, jakbyśmy miały zaraz eksplodować. Feria barw i ogrom fajerwerków nad głową, para w uszach i mgliste oczy. To emocje otwierają nam klapki na naszych ślepiach właśnie na te chwile, momenty, które bez odczuwania ich w taki czy inny sposób, nie byłyby takie same. Nie zapamiętywałybyśmy ich, nie byłyby wyjątkowe lub takie, o których wolelibyśmy zapomnieć. Ale koniec końców, lekcja z tej chwili odebrana, prawda?

Działamy pod wpływem emocji – rozczulamy się lub unosimy, ale jak jeden mąż, wszystkie przez to przechodzimy, wszystkie mamy to za sobą w ten czy inny sposób. Nie różnimy się tutaj od siebie ani trochę. Tylko jedne z nas bardziej lub mniej to przeżywają, bardziej lub mniej analizują o co właściwie w tym wszystkim chodzi. I dlaczego, odkąd zostałyśmy mamą, tak bardzo przeżywamy wszystko a każdy film, serial czy reklama (nawet tego proszku do prania lub świąteczna z tatą i dzieckiem w tle) wywołują potok łez i ogólny szloch.

Uwielbiam ludzi z poczuciem humoru. Jak nikt, potrafią rozładować napięcie i iskrzące w powietrzu złe emocje. Otaczam się nimi, otulam w gorsze i ciemniejsze dni i nie zamierzam nigdzie ich wypuścić. Uciekam od ludzi wiecznie złych, nastroszonych, upatrujących podstęp we wszystkim i we wszystkich. Zdrowe emocje i poczucie nie tyle szczęścia, co raczej bliżej nieokreślonego spokoju, to moja pierwsza i najważniejsza recepta na szerzej zakrojoną życiową szczęśliwość. Podobno emocje mam zawsze wypisane na twarzy. Cóż, nie zawsze jest to dobre i w niektórych sytuacjach warto zagrać tzw. poker face. Ale zawsze i wszędzie będę powtarzać, że rozmawiać o emocjach należy. Nie można się ich obawiać, wstydzić. Jesteśmy tylko ludźmi, z dziećmi lub bez, którzy każdego dnia przeżywają lepsze lub gorsze momenty. Nie tłamsić ich w sobie, nie zagryzać ich.

Wiem, że niektórzy nie potrafią rozmawiać o uczuciach i emocjach, a przynajmniej może im się tak wydawać. Wstyd przed opinią lub krytyką innych, powoduje, że chowają się, znikają w ciemnym kącie swoich obaw i strachu. Niepotrzebnie. Uważam, że jeśli jest w naszym otoczeniu przynajmniej jedna zaufana osoba, warto jej zaufać jeszcze bardziej i cokolwiek w nas siedzi, opowiedzieć o tym. Natłok emocji, zdrowych czy złych, jest okazją do rozmów, poznawania się, dzielenia doświadczeniem.

Nie musimy się we wszystkim ze sobą zgadzać, klepać zawsze po ramieniu ale rozmowa o naszych emocjach, to jednocześnie ogromna lekcja wyrozumiałości, akceptacji. A dla kobiet, zwłaszcza będących mamami, tym bardziej. W natłoku oceniania się i przypatrywania, a nawet wsadzania swojego nosa tam, gdzie nie trzeba, takie szczere rozmowy powinny być obligatoryjne.

Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała mi: „problem shared is problem halved”, czyli w wolnym tłumaczeniu „Problem dzielony {z kimś innym}, problemem uleczonym”. To samo tyczy się emocji, święcie w to wierzę. Dajmy się unosić tym pozytywnym, radosnym. Tym z przeciwnego bieguna pomóżmy się ulotnić, zrozumieć je i po prostu przegadać, by wyciągać z nich tylko to, co dla nas istotne.

(Visited 69 times, 1 visits today)

You Might Also Like