Moje dziecko śpi w łóżeczku. Spanie razem? Nie potrafię!

Spanie z dzieckiem jest tak samo popularne jak i niepopularne. Znaczy najczęściej słyszy się, jak to nie chcemy tego robić, a potem i tak wychodzi jak zawsze. Czyli dziecko ląduje z nami w łóżku. A ja przyznaje szczerze, że nie wiem jak do tego dochodzi.

Podziwiam na swój sposób te wszystkie osoby, które sypiają ze swoimi dziećmi. Zastanawiam się wręcz, czy może i u mnie nie byłoby to pewne rozwiązanie na problemy za snem zarówno dziecka, jak i moje, o których ostatnio pisałam, a które wykańczają mnie chwilowo niezmiernie. Ja mam natomiast z tym jeden, zasadniczy problem.

Nie potrafię spać z dzieckiem!

Dla mnie spanie z dzieckiem, a zwłaszcza takim małym, to właściwie równie dobrze jest jak niespanie wcale. Czemu? Bo jednak mam tę niezwykłą umiejętność ekspresowego zapadania w kamienny sen nawet po dziesięciu pobudkach w nocy. Może gdyby nie to sytuacja wyglądałaby inaczej, ale tak? Tysiąc razy bardziej wolę wstać (no dobra, Mężuś wstaje), przystawić dziecko do cyca (podane do łóżka przez Męża), poczekać aż zaśnie (drzemiąc w między czasie), odłożyć do łóżeczka (rękami Męża) i ponownie zapaść choć na chwilę w ten naprawdę głęboki, ale też niczym nieskrępowany sen.

spanie z dzieckiem nie dziekuje

Gdy zdarza mi się, bo nie powiem że nie, przysnąć tak porządnie podczas cyco-usypiania, zawsze przebudzam się z lekkim poczuciem lęku. Nie wiem co się dzieje. I z trwogą spoglądam, że tuż obok, pod pachą, śpi mój mały bąbel. I jest mi z tym źle, bo przez chwilę rzeczy były poza moją  kontrolą i świadomością.

Mimo całej bliskości, odruch spania z dzieckiem się chyba u mnie nie wykształcił. Nawet przy Starszej Młodej, która na pewnym etapie jak każde dziecko rozpoczęła wędrówki do nas w nocy (bo jako niemowlę też zawsze była odkładana do łóżeczka) to ja się najczęściej ewakuowałam do drugiego pokoju. Albo jak się budziła, wysyłałam Męża, by położył się u niej w pokoju. I on dawał radę. Uciszał. Uspokajał. I szli spać. Podczas gdy ja w najlepsze spałam sama.

Dziecko w łóżku mnie krępuje. Jak tylko Młodsza Młoda ląduje z nami czuję, jak cała się usztywniam. Śpię, a raczej leżę na baczność, żeby jej czasem krzywdy nie zrobić. Nie walnąć w głowę ręką. Nie przydusić cycem. Nie uderzyć nogą. Jakoś tak mam. A do wyspania potrzebuję swobody. Potrzebuję przestać myśleć, że jest tuż obok. Psychicznie czuje się pewnie, gdy ona leży tuż obok, bezpiecznie w kołysce, a ja na łóżku mogę przyjąć taką pozycję, na jaką tylko mam ochotę.

Moja niechęć do spania z dzieckiem może wynikać również z tego, że najbardziej na świecie uwielbiam spać na brzuchu. Wiem, to niedobre dla piersi (bo się zgniatają) dla twarzy (bo wciśnięcie w poduszkę przyczynia się do powstawania większej ilości zmarszczek) i ogólnie dla ciała, bo eksperci to zalecają spanie na plecach, ale ja mam to głęboko gdzieś. To jedyna pozycja w której się wysypiam. I tak też ciąża, bez poduchy, tego wielkiego rogala dokładnie z tego powodu jest dla mnie zawsze wyzwaniem, tak i późniejsze karmienie i spanie z dzieckiem w łóżku. Jak karmię, to jeszcze potrafię jakoś się na tym boku umościć. Tu podłożę rękę, przekrzywię głowę, zarzucę nogę na drugą nogę i jakoś idzie, ale to jest na karmienie. Nie na spanie. A już zdecydowanie nie na całą noc.

Do spania z dzieckiem zdecydowanie nie jestem stworzona. Co nie wpływa na fakt, że uwielbiam te wspólne rodzinne poranki. Wtedy nie mam najmniejszego problemu z tym, że w czwórkę kitłasimy się razem.

Ale poranek rządzi się zupełnie innymi prawami niż noc. A w nocy dzieci mają swoje miejsce.

spanie z dzieckiem nie dziekuje1

(Visited 733 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Ola B-Krysa

    mam identycznie 🙂 dziecko obok oznacza czuwanie albo spanie na baczność i nieustanny lęk … więc odkładam i przykładam parę razy a kolana i kręgosłup no cóż… bolą ale mówi się trudno…

    • A no więc właśnie. Dla mnie nie wiem czy to czuwania tak doskwiera, ale na pewno fakt, że wtedy śpie na baczność i tak mnie wszystko boli. A najbardziej lubię się po prostu rozwalić na łóżku! (PS. Dzisiaj Młoda była z nami od którejś godziny. Dostała z łokcia. Całe szczęście lekko… )

  • u mnie też tak. Nie zasnę, choćbym ze zmęczenia na rzęsach chodziła.

    • O no właśnie no. Dobrze, że się odzywacie bo czuję się przytłoczoną ilością osób śpiących z dziećmi. I mi jakoś dziwnie z tym, że nie umiem. I jak poniżej, bo jednak czasem się nam zdarza, choć nigdy na całą noc, tak dziś np dostała (całe szczęście lekko) łokciem w nos. No się nie nadaje do tego, jak nic…