Jest dziecko, jest rytuał. Czy „rytuały” są tak ważne, jak się wydaje?

Rytuał. Według definicji zaczerpniętej ze słownika języka polskiego PWN jest to ustalona forma symbolicznych czynności, składających się na obrzęd religijny, praktyki magiczne lub podniosłą uroczystość. Może być też zespołem czynności, których częste powtarzanie tworzy dotyczący czegoś zwyczaj.

No i rzeczywiście, usypianie dziecka w związku z tym możemy nazwać rytuałem. Jak dla mnie bowiem zakrawa to co najmniej o praktyki magiczne. Gorzej, że z dosyć nieprzewidywalnym skutkiem.

dziecko rytuał rzeczywistosc czy bajka

Zasadniczo można by chyba powiedzieć, że cały proces wychowywania dzieci to szereg rytuałów i czynności, które wykonujemy sekwencyjnie. Od pojawienia się dziecka w pewien ten sam, uporządkowany sposób. Różne mądre książki zresztą też mówią o tym, jak ważnym elementem codziennego rytmu dnia dziecka jest właśnie ta przewidywalność.

Czy tak jest? Żeby nie zaprzeczyć samej sobie powiem, że tak. Już niedługo całkiem minie rok od czasu gdy opublikowałam też w tym temacie wpis pt.: „Rytualnie o rytałach”. Byłam wtedy na odrobinę innym etapie życia, ale co ważniejsze, na innym etapie rozwoju była przede wszystkim moja córka. Dzisiaj, rok później nadal będę utrzymywać tezę, że rytuały, które tak mozolnie wypracowujemy działają. Ale jest oczywiście jedno ALE…

One się przede wszystkim ZMIENIAJĄ!

Nie udało mi się znaleźć informacji czy coś, co jest tak zmienne możemy tak właściwie nazwać rytuałem. Bo ta ustalona forma czynności się ciągle zmienia, to co robimy ewoluuje, a co pozostaje takie samo – to jedynie ramy naszego działania. To, że szykujemy się do wyjścia, do posiłku czy usypiania. Ale to jak tego dokonamy zmienia się na każdym etapie rozwoju dziecka. I to co działa idealnie nawet przez pół roku, może równie szybko przestać działać, dosłownie z dnia na dzień. Może zostać zastąpione innym procesem i to wcale nie dla tego, że to my zmieniliśmy zdanie lub wpadliśmy na inny lepszy pomysł, tylko przez nasze dziecko, w jego własnej, małej osobie.

Usypianie jest bardzo dobrym tego przykładem. Jako, że wszyscy jak jeden mąż byśmy chcieli by nasze dzieci jak najszybciej przesypiały noce, to z tym wiążemy największe nadzieje. O ten rytuał dbamy najbardziej. Tutaj się gimnastykujemy. Gimnastykuje się nadal również ja. Ale ilość wariacji, które zdążyłam przerobić jest już całkiem spora, bo od urodzenia Młoda zdążyła już zasypiać u taty na klacie, przy piersi, zasypiać sama, zasypiać przy kołysankach z Szumisiem w tle, zasypiać z mamą lub tatą obok łóżka, z mamą lub tatą, którzy głaskają ją po plecach, czytając bajkę o króliku, nie czytając żadnej bajki, wyrzucając szumisia z łóżeczka po roku mówiąc „boję się”, by teraz zasypiać z nami na kanapie w salonie. Zasypiała z misiem, z małpką, z 5 misiami, z plastikowymi robaczkami a nawet raz z wózkiem dla lalek. Więc czy można tu mówić o powtarzalności?

To co jest powtarzalne to to, że idziemy spać. To to jest ten rytuał, ta rama która wyznacza konkretny element dnia. Ale w niej, wszystko jest możliwe, a jedyną pewną rzeczą jest moi drodzy… ZMIANA!

Także nie bójmy się też czasem zmienić rytuał. Przyjść później do domu, zacząć wcześniej. Bo to nie o godzinę chodzi, o sztywny harmonogram dnia, a o te magiczne okoliczności przyrody. To wśród nich dziecko odnajdzie swój rytm, nawet jeśli by spać miało pójść na głowie. Co też zakładam w jakiejś karkołomnej wariacji może się wydarzyć. W końcu sen dziecka to sama MAGIA 🙂 Zupełnie jak na rytuał przystało!

czy rytual jest tak wazny jak sie wydaje

(Visited 267 times, 1 visits today)

You Might Also Like