Dziecko i kot – nasza najlepsza decyzja i o czym rodzic powinien pamiętać

Lato to taka sama pora jak zima, kiedy na horyzoncie pojawia się kwestia zwierzaków domowych. Dlaczego? Otóż te dwie pory roku mają jedna cechę wspólną – podejmujemy decyzje, co z tym kotem lub psem. Latem, bowiem, słychać informacje o tym, jak właściciele pozbywają się swoich pupili, a zimą z kolei kupują zwierzątka w ramach słodkich i uroczych prezentów gwiazdkowych. Jako mama i jako właścicielka kota od jakiegoś już czasu mam pewne przemyślenia, którymi chciałabym się z Wami tutaj podzielić.

 

Jak to się stało, że mamy kota

To, że mamy naszego Rudego Przyszywanego Syna to efekt naszych długich przemyśleń.

Omówienia chyba wszystkich możliwych za i przeciw. Oczywiście, niektóre aspekty, o których jakimś cudem nie pomyśleliśmy wtedy wychodzą teraz w praniu, ale generalnie wszystko sprowadza się do jednego mianownika – chcieliśmy w domu zwierzaka. Dlaczego stanęło na kocie? Z bardzo prostej przyczyny – nie wyobrażałam sobie mieć w domu młodego szczeniaka, którego trzeba wyprowadzać kilka razy dziennie i uczyć higieny osobistej poza domem w czasie, w którym moje własne dziecko wymagało równie intensywnej uwagi. Wiedziałam, że większość obowiązków związanych z zajmowaniem się psem w ciągu dnia spadnie na mnie i podejrzewałam, że oprócz ogromnej miłości i radości z faktu posiadania psa, miałabym w sobie równie wiele zniecierpliwienia, a być może i irytacji. Wolałam tego uniknąć.

Kot jest o tyle łatwiejszy w obsłudze, że większość dnia śpi. Przynajmniej nasz 😉 Swoje potrzeby fizjologiczne załatwia w domu, w swojej kociej toalecie. Minusem może być to, że uaktywnia się w nocy, co może burzyć dopiero co wypracowany z dzieckiem nocny spokój. O dziwo, nasz Rudy Syn potrafi spać z nami, czasem pobaraszkuje – miewaliśmy dni, kiedy regularnie co noc o 4 rano zaczynał swoje szaleństwa i trzeba było nad nim zapanować jakoś ale jako rodzice mało śpiącego dziecka jakby daliśmy radę 😉

Zdarzało się również, że zostawiał nam „prezenty” pod drzwiami a my głowiliśmy się, o co mu chodzi i co próbuje nam przez to powiedzieć. To też jakoś przeszliśmy i już jest OK. No cóż, jak z każdym stworzeniem, potrzeba czasu i cierpliwości, by się dotrzeć, poznać, polubić, zaakceptować.

Dlaczego kupiony, a nie adoptowany

Kiedy cieszyliśmy się z podjętej decyzji o posiadaniu kota wśród znajomych, często padało pytanie: dlaczego kupujecie, a nie adoptujecie? Powody są bardzo proste. Mając w domu małe dziecko, nie chciałam ryzykować posiadania zwierzęcia o nieznanej historii, być może po przeżytych traumach. Wiem, że moglibyśmy mieć dużo szczęścia i trafić na najbardziej ufne i kochające nas zwierzę, ale to jest loteria, w której nie chcieliśmy ryzykować. Koci charakter też odgrywał tu sporą rolę. Koty są, w moim i Osobistego Połówka odczuciu, niepewne a bywa, że nieprzewidywalne. Znamy takich kocich delikwentów, że wręcz strach podejść bez kija, chociaż są w kochającym i opiekuńczym domu i tego również chcieliśmy uniknąć. Wiemy, że wpływ mają na to środowisko, w którym żyły i to, jak się z nimi obchodzono wcześniej, ale biorąc kota ze schroniska, rzadko kiedy można poznać jego historię.

Moja przyjaciółka ma teorię – koty są jak dzieci, i na odwrót – nie wiadomo, co strzeli im do głowy i w jakiej sytuacji.

Naszego kociaka poznaliśmy już miesiąc po urodzeniu. Pojechaliśmy do hodowli przy okazji pobytu w PL, poznaliśmy właścicieli i kocią mamę naszego kociaka. Zobaczyliśmy małą rudą kuleczkę bawiącą się z rodzeństwem, pod opieką mamy, bowiem takiego kota można zabrać najwcześniej po 3 miesiącach od urodzenia. Do tego doszło obowiązkowe szczepienie przed podróżą do nas i tak, po prawie 4 miesiącach zjawił się u nas nasz Rudy Przyszywany Syn. Mała ruda kulka, która była dla nas taką samą niewiadomą, jak my dla niego.

To, co istotne w przypadku hodowli to to, że kocięta są testowane w kierunku wykluczenia schorzeń genetycznych. Posiadają książeczki zdrowia z aktualnymi szczepieniami i odrobaczeniami, poświadczonymi przez lekarza weterynarii. My dodatkowo mamy dla naszego paszport. Inaczej wiadomo – nie przepuściliby go przez granicę.

Maine Coon – the dogs of the cat world

Chcieliśmy psa. Od zawsze. Ale z powodów, o których wspomniałam powyżej padło na kota.

A zatem to nie mógł być byle jaki kot. To musiał być psi kot. Maine Coon to największy przedstawiciel domowych kotów. Uważa się, że koty tej rasy w wierności i oddaniu opiekunowi dorównują psom. Są bardzo towarzyskie, łatwe we współżyciu, łagodne i czułe – co się zgadza. Nasza córka od początku wystawia go na próby, a jednak nie zdarzyło się, by choć przez chwilę zachował się agresywnie w stosunku do niej.

Maine Coon nie przywiązuje się do miejsca, ale do człowieka, dlatego łatwo adaptuje się do nowych warunków i czuje się dobrze wszędzie tam, gdzie jest jego opiekun. Towarzyszy swojemu panu we wszystkich codziennych czynnościach i najchętniej chodziłby z nim do pracy. Co nie raz udowadnia chodząc za mną do toalety lub wyczekując pod drzwiami, gdy biorę prysznic. Wita nas w drzwiach, gdy wracamy po dłuższej nieobecności w ciągu dnia. Zawsze zaspany, ale jednak.

Kot rasy Maine Coon jest raczej towarzyszem niż pupilem.

Wszystkie te cechy miały ogromne znaczenie, bo biorąc pod nasz dach kota, mieliśmy w domu niespełna dwuletnie dziecko. Nie za małe, by tak małego kotka wystraszyć, ale i nie za duże, by go zamęczać. Udało nam się ich zgrać – poznawali się powoli, stopniowo. Ba, początkowo nasze dziecko jakby kota nie zauważało. Ot, zjawił się, OK., ale nie róbmy z tego wielkiego halo. Dzisiaj, po półtora roku bycia z nami ich relacje są coraz lepsze, czulsze. Rudy Syn uwielbia spać na jej łóżku, ona sama podchodzi i go przytula, głaszcze, woła, próbuje się z nim bawić. A będzie, mamy nadzieję, jeszcze fajniej.

Kot i dziecko, to niesamowita relacja człowieka ze zwierzęciem

Trochę nauki nie zaszkodzi.

W połowie lat 60’, niejaki Boris Levinson (amerykański psychiatra dziecięcy) jako pierwszy wysnuł teorię, że opiekowanie się w dzieciństwie zwierzęciem może wyrobić większą wrażliwość na uczucia i postawy innych ludzi, nauczyć tolerancji i odpowiedzialności, samoakceptacji i panowania nad sobą.

Ponadto sądził, że ulubione domowe zwierzęta mogą bezpośrednio sprzyjać rozwojowi emocjonalnemu dziecka, będąc stałym źródłem przyjaźni. Uważał, że ta jedyna w swoim rodzaju zdolność dawania bezwarunkowego, nie osądzającego uczucia, decyduje także o terapeutycznym znaczeniu zwierząt. Współcześnie, coraz bardziej popularnym staje się pogląd, iż kontakt ze zwierzęciem ma korzystnie stymulujący wpływ na niemalże każdą ze sfer rozwoju dziecka – fizyczną, emocjonalną, społeczną czy nawet intelektualną (Kremer,1995; Kosmicki, 1997).*

Czyli mówiąc wprost: dzięki naszemu Rudemu Synowi, nasza córka uczy się odpowiedzialności za zwierzę i troski, jaką należy takiego zwierzaka objąć. Wie, że trzeba być uważnym i delikatnym. Ostrożnym w postępowaniu. Wie, że opieka to nie tylko zabawa, ale również podanie jedzenia i picia. Wie, że posiadanie zwierzaka w domu to odpowiedzialność za zdrowie kota i że musimy brać go pod uwagę przy naszych planach lub kiedy musimy wracać do domu, bo kot na nas czeka.

 

Wie, że nie jest w domu sama, że uwaga nie zawsze skupia się tylko na niej. A to ważne, bo na razie rodzeństwa nie ma i cieszy mnie, że towarzystwo zwierzęcia choć w minimalnym stopniu jej to wynagradza. Uwielbiam widok tej dwójki i tego jak moje dziecko woła: „Mamusiu, zobacz, przytulam kotka! Mamusiu, on mnie pogłaskał!”

Co ja, matka, o kotach wiedziałam

Ano nie wiedziałam kompletnie nic. Nigdy nie miałam w domu psa czy kota. Podobnie zresztą Osobisty Połówek. Całą naszą wiedzę czerpiemy od znajomych i przyjaciół, którzy koty posiadają lub posiadali. Pytamy wujka Google, a nawet kupiłam książkę, by przygotować się na pełnienie roli kociej mamy zwłaszcza na początku.

Tym bardziej, niepewna siebie jako właściciel kota po raz pierwszy w życiu, nie zdecydowałabym się na adopcję, nie wiedząc co robić i jak postępować ze zwierzęciem, które nie daj jeżu, było kiedyś skrzywdzone, zastraszone. Jako świeży właściciel istoty, która potrzebuje jednakże uwagi dużej i częstej niczym dziecko, uczę się tego wszystkiego po raz pierwszy. No biedny ten nasz Rudy Syn, ale wydaje się być szczęśliwy i zdaje się, że dajemy radę.

Zmierzam tym samym do tego, że dzisiaj, jako że sama matką jestem rozumiem już, dlaczego moi rodzice nie zdecydowali się na kota czy psa, gdy ja byłam dzieckiem. Sami też nigdy zwierzaka nie mieli, w związku z tym znane są mi teraz ich ówczesne obawy. I chociaż chciałam od zawsze, tak nie doczekałam się, aż sama podjęłam decyzję o tym, że kota mieć będziemy. I tu, moim zdaniem, tkwi diabeł w szczegółach, gdy przychodzi czas podjęcia decyzji o tym, czy zwierzaka brać czy nie: to rodzice powinni tego chcieć. Nie poprzez chwilowy kaprys i zachciankę dzieci.

Prawda jest taka, że to rodzice muszą pamiętać o nakarmieniu zwierzaka. Wyprowadzeniu go na spacer czy sprzątnięciu kuwety. O wyczesaniu futra. I szczepieniach i badaniach. O wybawieniu, jeśli dziecko tego nie zrobiło, bo zwierzak też chce się bawić i czuć chcianym, kochanym. To rodzicie muszą zdać sobie sprawę z tego, że jeśli dzieci tego nie zrobią (a jest na to spora szansa), to oni będą musieli o to zadbać.

Od jednego Maine Coon’a się zaczyna

Podobno. Może kiedyś, a może w końcu w bardziej sprzyjających okolicznościach przygarniemy tak bardzo chcianego przez nas psa. Czas pokaże 🙂

Tym bardziej bym chciała, bo Międzynarodowa Organizacja Zdrowia (WHO) od wielu lat oficjalnie uznaje pozytywny wpływ kontaktu ze zwierzęciem na zdrowie człowieka, głównie w przypadku chorób wieńcowych, łagodzenia bólu, chorób psychicznych i w geriatrii, a oddziaływanie kontaktu ze zwierzętami na obniżenie tętna i ciśnienia krwi u ludzi stwierdzono już (!) w 1883 roku.

Obecność zwierząt w codziennym życiu, szczególnie dzieci rozwijających się psychicznie i fizycznie może mieć zatem istotne znaczenie. Zwierzę może być przyjacielem, z jednej strony jako codzienny obowiązek  ale z drugiej jako przytulanka, towarzysz zabaw, powiernik trosk – może stać się lekiem na niepokoje dziecka, wykształcać w nim opiekuńczość, odpowiedzialność czy wrażliwość na potrzeby istot żywych, w tym także innych ludzi.

Przygarnięcie Rudego Przyszywanego Syna to chyba jedna z najlepszych naszych decyzji <3

 

 

*Kremer, P. (1995). Psy, koty, rybki, ptaszki.
*Kosmicki, E. (1997). Ukochane zwierzęta. Emocjonalne więzi pomiędzy człowiekiem a zwierzętami.

(Visited 623 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Uwielbiam koty, od dziecka jestem kociarą i staram się tą miłość zaszczepić i u mojego dziecka. 😉

    • Macie kota lub koty? 🙂
      Może nie oszalałam na punkcie wszystkich kotów tak ogólnie, ale tego naszego po prostu uwielbiam <3

  • Aleksandra Maty

    Jedyne co nas powstrzymuje to podroze…jak sobie z tym radzicie? Wy tez rodzinki blisko nie macie…kot jezdzi z Wami? Zostaje w kocim hotelu?

    • W zasadzie podróże to największa bolączka. My też dużo jeździmy, bywa że całe weekendy spędzamy poza domem. Kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Szkocji, poprosiliśmy przyjaciół, żeby go przygarnęli na czas naszego wyjazdu. Teraz, kiedy mieszkamy w nowym miejscu i przyjaciół brak, a lecimy na wakacje, poprosiliśmy sąsiadów, by do niego codziennie zaglądali. Dla nich to dwa kroki do nas, podanie jedzenia i zmiana wody plus kuweta i, jeśli będą mieli chęci i siły, trochę zabawy z nim. Dla nas pewność, że ktoś o niego zadba i że jest u siebie.

      Koty podobno bardzo nie lubią zmiany otoczenia, podróże je stresują. Naszemu zajęło dobre półtora tygodnia, by wyjść u przyjaciół spod łóżka i przekonać się, że wszystko jest ok i nic mu nie grozi.

      Inni nasi znajomi korzystali nie jednokrotnie z hoteli dla zwierząt. Są też osoby prywatne, które oferują opiekę nad zwierzakiem. Generalnie – wszystko da się zorganizować, trzeba tylko pokombinować 🙂

  • Moje dzieci wiele zyskały na relacji z naszym kotem, wspaniale się dogadywali, byłam pod wrażeniem, jak opiekuńczym stworzeniem okazał się kot. 🙂
    Bookendorfina

    • Prawda? Niby takie kocie indywidua z nich, a potrafią okazać kocie uczucia względem dzieci 🙂

  • Bea Miko

    Dzieci przy zwierzętach, mam wrażenie, zupełnie inaczej się wychowują. Jeżeli rodzice tłumaczą jak do zwierzaka podchodzić są delikatne i z wyczuciem. jeżeli chodzi o koty to uwielbiam, mamy kocicę ale z moich obserwacji i doświadczenia wynika, że dachowce też przywiązują się do ludzi i nasza kocica wszędzie z nami pójdzie i pojedzie byle być z nami. Może ta teoria tyczy się kotów wiejskich czy wolno żyjących, a nie udomowionych 🙂 pozdrawiam

    • Słowo daję, jeszcze nie spotkałam dachowca, który przymilałby się do właścicieli. Zawsze gdzieś na dystans albo schowane. Ale nie będę generalizować, bo wyjątki się napewno znajdą. Bardzo fajnie, że Wasza kocica jest jednym z nich 🙂

      • Bea Miko

        Teraz to ja jestem zdziwiona bo znam różne dachowce, mnóstwo znajomych ma koty i zawsze się przymilają, towarzyszą we wszystkim, witają się itp. a jeden chodzi na smyczy jak pies 🙂 Ale wiem, że niektóre koty (rasy) są jeszcze bardziej spsiałe 😉 pozdrawiam

        • Ewidentnie mam pecha do napotkanych dochowców 😀 uściski ślę!

  • Masz bardzo mądre podejście do tematu 🙂 Tak inne od wielu ludzi, którzy oddają koty „bo dziecko”… Maine Coony są świetne i chciałabym kiedyś jednego mieć, ale myślę, że nie ma co się bać adopcji, szczególnie kociaków. Ja mam dachowca, któremu nic nie brakuje i też jest bardziej przywiązany do nas niż do mieszkania, choć bywa trochę szalony i nieprzewidywalny.

    • Monika, dziękuję 🙂
      Wiesz, gdybyśmy byli tylko we dwoje, zapewne adopcja byłaby opcją do rozważenia. Ale przy dziecku – nie zgadzał się na to mój Osobisty Połówek i tutaj przyznaję mu rację. Ale kto wie, co wymyśli nasza córa jak podrośnie. Może będzie nam znosić małe kocięta do domu, gdzieś przypadkiem znalezione, Chociaż szanse na to są niewielkie. Prawo w UK dot. opieki nad zwierzętami jest bardzo respektowane i pilnowane.

  • My mamy 2 dzieci i 2 koty. Main coona i Norweskiego. I nie zamieniłabym ich na żadnego psa 😉 Chociaż mogłyby nie niszczyć tak mebli…

    • Norweski <3 też o nim myślałam, koci brat Maine Coonów 🙂
      Naprawdę, aż tak Ci niszczą? Drapią? Gryzą?
      U nas pod tym względem spokój i jestem mu za to dozgonnie wdzięczna, choć muszę przyznać, że tutaj dużą rolę odegrał mój Osobisty Połówek – był stanowczy i konsekwentny jeśli chodzi o pewne zachowania Rudego Syna 😉

      • Niestety drapią kanapę i fotele. Nic nie działa. Nigdy nie działało. Minusy posiadania kota.

        • Faktycznie uciążliwa sprawa. A rozważaliście kociego behawiorystę? Może on by Wam pomógł i nakierował co zrobiż, żeby przestały?

          • Myślę, że przy 10 letnich kotach ciężko zmienić nawyki. Obcinamy pazury, zasłaniamy kanapę kocami wychodząc z domu i staramy się nie denerwować 😉

          • Wow, 10 lat! No tak, to trochę zmienia postać rzeczy 😉
            My naszemu obcięliśmy pazury o kilka dni za późno i oko sobie wczoraj niechcący zadrapał, łoś kochany…

  • Jak słodko!
    Marzy mi się kot, ale mąż jest na nie. Przyzwyczajony, że zwierzę to tylko na dworze (tak byli wychowani jego rodzice – oboje jako dzieci wychowujący się na wsi). Ech… 😉

    • My naszego nie wypuszczamy ale to bardziej ze względów bezpieczeństwa. A może pokaż mu takiego kociego lwa i zmieni zdanie? 😉

  • Ja jakoś nie przepadam za kotami, mamy pieski 🙂

    • A jakie to pieski? Nawet zdjęcie możesz załączyć! 🙂

  • Jak nie przepadam za kotami, tak ta Wasz Rudy Syn jest przepiękny <3 Sama bym go przygarnęła 😉

    • Hahaha, nie oddam za żadne skarby świata! ;)))

  • GosiaEr

    Fajnie, że tak dokładnie poznałaś temat kot+dziecko. Zyskaliscie cudnego przyjaciela <3

    • Oj tak, nie wyobrażam sobie nie mieć już Rudego Syna z nami <3

  • U nas koty królują od kilku ładnych lat. Teraz uczę córkę ich imion. Koty są ekstra 🙂

    • Tak dużo ich macie? 😀

      • W sumie na przestrzeni 10 lat było 5, teraz mamy 2 🙂

  • Mam bardzo podobne podejście, chociaż ja w rodzinnym domu miałam kota i wiedziałam, czego się spodziewać. Kiedy zdecydowałam się na kociaka, z tych samych powodów, o których piszesz, wybrałam rasowego ragdolla, głównie ze względu na charakter. To bardzo spokojne kotki, i też „psie” 🙂 dlatego nie miałam obaw, czy koteł dogada się z synkiem.

    • Ragdolle też są cudowne! <3 Przy następnym (mam nadzieję, że Osobisty Połówek tego nie czyta ;)) może padnie na niego albo norweskiego :))

  • U nas jest wielka miłość do psa. Z wzajemnością.To ważne, by dzieci od najmłodszych lat darzyły zwierzęta miłością, a my rodzice powinniśmy zrobić wszystko, by ułatwić tą miłość 🙂

    • Psiak też nam się marzy, ale to kiedyś. Na większych metrach kwadratowych. Podobno Maine Coon bardzo łatwo tolerują psy ale i tak są stanowcze, jeśli chodzi o zaznaczenie, kto rządzi w stadzie 😉 Ciekawe by to było do zaobserwowania 🙂

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Nie widziałam nigdy kota tej rasy, jest cudny 😉 Koty uwielbiam sama miałam je w dzieciństwie, jednak teraz mamy psa więc jeden zwierzęcy towarzysz nam starczy 😉

    • Jest cudny, nie zaprzeczę 😉
      A psa i tak zazdroszczę, bo też bym chciała. Możę kiedyś 🙂

  • Nawet nie wiedziałam, że koty rasy Maine Coon porównuje się do psów. Bardzo ciekawe 🙂

    Kupiliście wspaniałego kocurka – zawsze marzyłam o takim rudzielcu i mam nadzieję, że kiedyś to moje marzenie się spełni. Póki co mamy psa – z przypadku. Choć planowaliśmy „kiedyś” mieć psa, traf chciał, że 9 dni po ślubie dostaliśmy wiadomość o porzuconych w lesie szczeniakach. Nie wahaliśmy się długo i przygarnęliśmy jednego szaleńca 🙂

    Kiedy moi rodzice zdecydowali się na psa z hodowli, też dużo osób miało problem z tym, że wolą kupić niż adoptować. Upatrzyli sobie konkretną rasę, której w schroniskach raczej nie znajdziesz, a trzy poprzednie psy mieli właśnie z adopcji, więc trochę nie rozumiem, czemu tyle osób wokół uważało za stosowne czepiać się. Lepiej ze sprawdzonej, pewnej hodowli niż z tzw. pseudohodowli. Choć i stamtąd mieliśmy jedną suczkę – facet postanowił pozbyć się kilkuletniej buldożki, bo była zbyt mało płodna 🙁 Do dziś uważam, że to najcudowniejsze zwierzę, z jakim miałam do czynienia.

    Widzę, że się zapędziłam w dygresji, a miało być przecież o kocie w domu 🙂 Podoba mi się Wasze rozsądne podejście do tematu i zachwycam się zdjęciami Waszego Przyszywanego Syna. Cudak z niego niesamowity!

    • Takie psy z przypadku bywają tymi jedynymi, najwierniejszymi i najwspanialszymi przyjaciółmi 🙂 Moja ciocia w ten sposób miała ich dwa, oba niczym tresowani ochroniarze, bardzo przywiązane i chroniące swoje miejsce i opiekunów.

      Pseudohodowle to plaga. Kiedy my szukaliśmy hodowli z Maine Coon, miałam szczęście i trafiłam na osobę, która powiedziała mi, na co mam zwracać uwagę, czego unikać. To ważne, by mieć tego świadomość.

      A kocurek rudzielec po swojej Pani. W końcu musiał do mnie pasować 😉 <3

  • Uwielbiam koty, niestety mój mąż za nimi nie przepada 🙁

    • Mój też. Podobno 😉 a teraz najlepsi kumple z nich 😉
      drąż skałę 😉