Bo do dziecka trzeba dwojga!

Do tego, żeby powstało dziecko, nie od dziś wiadomo, że potrzeba dwojga. Na poziomie bardzo szczegółowym dokładnie dwóch elementów, czyli plemnika i komórki jajowej. W jakich warunkach te dwa się łączą, to już zupełnie inna sprawa. Bez tego zestawu natomiast, ani rusz.

Najczęściej jednak są to oni. Ona i On.

A potem pojawia się Ono.

Dziecko.

W moim postrzeganiu roli rodziców w życiu dziecka, rola mężczyzny, w żadnym wypadku nie kończy się na etapie plemnika. To jest zaledwie początek. I choć do pewnego momentu, to kobieta siłą rzeczy nosząc w sobie dziecko jest bardziej świadoma wszystkich zmian, które się już wszak dzieją, tak mężczyzna, przyszły tata powinien jej w tej drodze towarzyszyć. Powinien być również gotowym na to, że wraz z porodem, tak jak kobieta stanie się matką, tak on – ojcem. I wszystko się zmieni.

do dziecka trzeba dwojga

Czasem z trwogą wręcz czytam wysyłane i opisywane w różnych miejscach historie kobiet, mam, które z dziećmi zostawione są same sobie. I nie, nie mówię tu o samotnych mamach, które odwalają kawał ciężkiej roboty, ale o tych mamach, które są w związkach, a w których życiu jakby tych mężczyzn i tak nie było. Że są tacy tatusiowie, co się nie angażują. Co siedzą na kanapie i tylko wymagają. Oczekują. Którzy dzieci niby mają, ale jakby ich nie mieli. Ci, co robią tak sami z siebie, ale też Ci, których my kobiety same, w takie dziecięce odsunięcie wyganiamy.

W każdym wypadku, takiego stanu rzeczy nie potrafię pojąć. Ani sytuacji, w której facet się sam nie angażuje. Ani tej drugiej, w której z jakiejś przyczyny to ja, jako mama, miałabym mieć jakiekolwiek obawy przed tym, czy mój mąż/partner/konkubent da sobie ze swoim własnym dzieckiem radę. O ile nie jest to kwestią karmienia, bo niestety jeszcze nie jest tak, że cycki można odpiąć i zostawić tacie, to nie ma aspektu, w którym mój Mąż miałby sobie gorzej z dzieckiem poradzić niż ja.

Możliwe, że łatwo mi mówić, bo ja w domu mam takiego swojego Podawacza dziecka, jak to został określony mój Mężuś w jednym z komentarzy pod wpisem o naszym ostatnim niespaniu. Ale prawda taka, że ten Podawacz nie za bardzo ma wyjście, bo w tym dziecięcym świecie, my po prostu jesteśmy we dwoje. A ja mam bardzo dużą potrzebę zrównoważenia rodzicielskich obowiązków pomiędzy nami. Takie prawie pół na pół. Mój wzorzec idealny!

do dziecka trzeba dwojga

I choć Mężuś na co dzień pracuje, to jak przekracza próg domu, to z samego tego faktu nie przeobraża się w księcia, którego trzeba wachlować. Ja oczywiście, gdy mi się uda, zrobię nam wszystkim coś do zjedzenia, w domu posprzątam, zakupy zrobię, ale bywa i tak, że to on ma zakasać rękawy. Zakasać rękawy i usmażyć naleśniki, bo dziecko miało gorszy dzień i sama nie wiedziałam w co ręce wsadzić. Lub wręcz odwrotnie, ja pakuję mu dziecię w ręce, bo bywa i tak, że po takim dniu to właśnie smażenie naleśników w świętym spokoju brzmi jak marzenie.

Czasami jak rozmawiam ze znajomymi dziewczynami to mam poczucie, że chyba wyjątkowo wredną żoną jestem. Bo nie rozczulam się. Nie lituję. Nie postrzegam mojego czasu z dziećmi w domu jako cokolwiek mniej, niż czas, który Mężuś spędza w pracy. Bo ani tu, ani tu nie ma taryfy ulgowej. Choć to ja mogę cały dzień się szwędać w piżamie. To fakt. Ale w życie naszej rodziny zaangażowani jesteśmy oboje. Po równo. Razem podjęliśmy decyzję o tym by dzieci mieć, i razem zmagamy się z jej konsekwencjami.

Więc gdy przychodzi z pracy, bawi się i zajmuje dziećmi. Karmi, gdy już tylko może. Przewija, usypia, buja i kąpie. Zabiera Starszą do kina, na gimnastykę, lub bawi je obie, gdy ja w końcu z prędkością światła wybiegam do kina. I z dumą myślę, że jemu te dzieci naprawdę nie są straszne. Że to jest to, czego ja zawsze chciałam. Od mężczyzny. Od ojca moich dzieci. Żebyśmy w tym dziecięcym świecie byli we dwoje, pełną parą.

do dziecka trzeba dwojga

I choć jak wszędzie, mamy swoje wzloty i upadki, tak te w żadnym stopniu nie dotyczą zaangażowania w wychowanie i opiekę nad dziećmi. Choć on swoim kumplom mógłby co nieco na mnie pokłapać. Żem zła, bo go do dziecka w środku nocy wysyłam. Bo to on dziewczyny do lekarza umawia (bo ja się wiecznie z pielęgniarkami kłócę, więc to tak dla dobra ogółu), on Starszą najpierw woził a teraz do żłobka prowadza. I nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. W naszej rodzinie ustalamy to, co dla naszej rodziny ważne i najlepsze, a nie to czyim obowiązkiem co będzie. A jedyny sztywny podział póki co to niestety prasowanie, które ja mam na swojej głowie i śmieci, których się nie dotykam, bo wynosi je ów Mąż 😀

Tak często spotykam pary, a raczej te żeńskie połówki tych par, które spodziewając się dziecka planują i aranżują to co będzie i tak często słyszę.. „no i zrobimy tak, no bo, żeby on się mógł wyspać”. A ja pytam tylko tak biorąc Was troch pod włos…dlaczego on ma się wyspać? Bo chodzi do pracy? A Wy w tym czasie to, że niby co… nie pracujecie?

Ja tam uważam, że odwalam kawał dobrej roboty. Na dodatek bywa, że w bardzo szkodliwych warunkach.

(Visited 257 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Ola B-Krysa

    ja znów musze wsadzić kij w mrowisko 🙂 choć mój mąż kąpie karmi usypia i ogarnia codziennie albo 2 albo 3 po pracy to jednak uważam że powinien się wyspać. oczywiście ja też powinnam bo niewyspanie to przyczyna czystego zła i wielu chorób ale niestety póki co karmię w nocy więc muszę wytrzymać. ojciec nasz domowy też się nie wysypia bo wszystko słyszy a gdy ja jestem zajęta najmłodszą a średnia chce siku to leci natychmiast do niej… ale i tak uważam że powinien mieć więcej szans na spanie w nocy… bo niestety ale ja sie martwie czy jak wsiadzie o 7:30 do auta to czy nie zaśnie za kierownicą i drżę wtedy o niego i o dzieci z nim jadące. boję się że wyśle raport nie tam gdzie trzeba albo narobi głupstw w pracy i będzie miał potem problemy. ja w ciągu dnia w domu teoretycznie mogę się położyć przy córce na 15 min i zamknąć oczy i nawet czasami mi się to udaje 🙂 on pędząc do nas może wpaść pod tramwaj albo zasnąć w metrze… no strach! więc wszystko zależy jaki kto ma w domu układ. muszę się cieszyć że nie jest lekarzem albo farmaceutą bo wtedy jego niewyspanie mogłoby być zagrożeniem dla czyjegoś zdrowia. moje niewyspanie prowadzi co najwyżej do ogólnego rozdrażnienia co w sumie też jest po 5 latach niedosypiania mega uciążliwe 🙁 nie pozostaje chyba nic innego jak odczekać te pare lat – podobno nastolatki potrafią przespać ciurkiem całą dobę 😀

    • Ten kij to mogę łatwo wyciągnąć. Bo po pierwsze te wszystkie sytuacje, które opisałaś, w których się martwisz o męża, dotyczą też Ciebie. No a mnie na pewno. Ja dużo jeżdżę z dzieckiem samochodem. Czasem z dwójką. Chodzę, spaceruję. Mogę wejść pod tramwaj. Może rozjechać mnie autobus. Może nie wyślę nigdzie złego raportu, ale co jak zamkną mi się oczy i nie upilnuje gałgana, który jak akurat wtedy doturla się do kontaktu? A lekarze i farmaceuci to i tak chodzą niedospani… wiesz ile oni etatów mają? Im dzieci do tego nie potrzebne! Po drugie, my to i tak nie mamy co narzekać, bo tatusiowie stają więcej niż na wysokości zadania. Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia. A też my kobiety, czasem to odsunięcie męża pogłębiamy, bo oczywiście to tylko my, możemy zrobić coś naj. Spanie, to tylko jeden element. Gdybym tylko nie karmiła, obstawiam, że mielibyśmy system zmianowy. A póki co jest jak jest. Czekamy aż nam nastolatki wyrosną. Gorzej, że może przesypiają te całe dnie po… całonocnych balangach?