Dwie kreski, radość oczekiwania a brutalna statystyka!

Dwie kreski na teście ciążowym, to dla ogromnej większości z nas powód do radości i uśmiechu. Jak te dwie kreski są długo planowane, to wybuch radości gwarantowany od razu, jak nie, to bywa, że pojawia się gdy już pierwszy szok przeminie. Ale jednak, niezmiennie to jedna z najlepszych nowin jaka nam się w życiu przytrafia. Jedna i niepowtarzalna chwila, która zmienia całe nasze życie. Bywa że na zawsze pozostaje jedna, ale bywa też, że w życiu tych chwil danych nam jest przeżyć więcej.

dwie kreski oczekiwanie statystka

W ciąży też przede wszystkim myślimy pozytywnie. Jeśli są mamy, które wcześniej straciły ciąże, to one pewnie są odrobinę bardziej ostrożne. Wyczulone. Wiedzą, że to nie jest nam raz dane i tak już zostanie. Może być różnie. Ale różnie może być niestety zawsze, o czym jednak po prostu nie myślimy.

O poronieniach pisać nie będę, bo wyczerpujący wpis w tym temacie napisała mataja.pl i nie wiem, czy jest coś, co można by dodać. Ale jeśli to nas nie spotkało, to w dużej mierze w tej naszej ciąży po prostu jesteśmy sobie dalej. Pozytywne, uśmiechnięte, pełne nadziei. I od momentu tych dwóch kresek w zasadzie czekamy. Robimy test krwi by ocenić poziom hormonów. Robimy USG by sprawdzić ułożenie naszej małej kropki i usłyszeć pierwsze bicie serca. Badamy krew, mocz i wiele innych przypadłości. Bierzemy kwas foliowy i inne suplementy. Od tego momentu robimy wszystko, by było dobrze. I czekamy na USG między 12 a 14 tygodniem. Pierwsze tak ważne, prenatalne badanie określające kondycje naszego dzidziusia.

Do tego czasu albo zdążyliśmy już powiadomić najbliższą rodzinę i znajomych, albo nauczeni wcześniejszymi, różnymi historiami z doświadczenia własnego lub doświadczeń innych, czekaliśmy właśnie na ten moment. Ten 12 tydzień, który stanowi magiczną barierę, że przecież teraz to już wszystko będzie ok. I w ogromnej większości przypadków, rzeczywiście tak będzie…

Ale niestety, nie zawsze.

dwie kreski oczekiwanie statystka

I nie ma znaczenia, czy to Wasze pierwsze dziecko, czy już w domu biega cała gromadka. Bowiem każda jedna ciąża jest inna. Każde dziecko jest inne, każda z nas w każdej kolejnej ciąży jest inna. Nikt nie daje żadnych gwarancji. I nawet pierwsza, idealna ciąża nie zagwarantuje, że ta druga, też taka będzie. A może być wprost przeciwnie, o 180 stopni w drugą stronę!

Z początkiem Nowego Roku, tak mniej więcej, miałam Wam radośnie oznajmić, że w mamorkowym świecie, spodziewamy się kolejnego członka rodziny. Miałam gotowy radosny wpis i post by się z Wami radością podzielić. Ale wraz z ilością pojawiających się zmarszczek na czole lekarza, który wykonywał badanie USG w 12 tygodniu, myśl o tym, że ujrzą one kiedykolwiek światło dzienne odpływała w siną dal. Ta cisza. To wymijające spojrzenie. To gdy widzisz, jak na ekranie po raz któryś tam, próbuje wymierzyć przezierność karkową. I jak choćby chciał, nie da się ukryć, że coś jest nie tak.

I cała seria wydarzeń, która następuje po, jest jak cios za ciosem. Bo jak miałaby nie być, gdy nasze do tej pory pozytywne nastawienie, nie brało pod uwagę innego wariantu, niż wszystko będzie dobrze. Są gdzieś dzieci, które rodzą się z wrodzonymi wadami. Z chorobami. Które potrzebują wsparcia i pomocy. Ale przecież to nie ja. To nie mój przypadek. Niby jak?

No właśnie jak. Test PAPP-a właśnie to jak określa. STATYSTYCZNIE.

Nie każde USG połączone jest z testem PAPP-a. Ten jest przewidziany w ramach NFZ dla kobiet z pewnej grupy ryzyka. Więc choćby jak dla przykładu ja, w pierwszej ciąży nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest. Wyszłam wtedy z USG, gdzie wszystko określone było jako prawidłowe, i więcej się nad tym nie zastanawiałam. Dwa lata później, już o dwa lata starsza dostałam jednak skierowanie. Że może się przydać. Że warto zrobić. Czy warto – do dziś, wiedząc już mniej więcej co i jak Wam nie powiem. Bo tak jak wyniki tego testu, nie mam jednoznacznej odpowiedzi.

W każdym razie, każda z nas, już na samym wstępie, zgodnie z założeniami tego testu obciążona jest ryzykiem urodzenia dziecka z jakimś zespołem wad wrodzonych. Biorąc pod uwagę wiek i dane środowiskowe, wywiad dotyczący chorób i stylu życia maszynka niemiłosiernie wypluwa cyfrę. Ryzyko zespołu downa (najpopularniejsza z genetycznych wrodzonych wad) jak 1: 534, lub 1:467 lub 1:918. Oczywiście im cyfra wyższa tym ryzyko mniejsze. Ale im jesteśmy starsze, tym te parametry niemiłosiernie spadają, na naszą niekorzyść.

Po badaniu lekarz koryguje te nasze dane. Już na tym etapie, może być tak, że wszystko jest prawidłowo. Ryzyko jest niewielkie. Nie ma potrzeby robić dodatkowego badania krwi. Nasze nawet wyjściowo kiepskie parametry się podnoszą i z radością wychodzimy z gabinetu. Ale tak też nie zawsze jest. Bo bywa i inaczej. Że lekarz diagnozuje zwiększoną przezierność karkową. Wysokie ciśnienie u dziecka. Określa jest czy nie ma kości nosowej. I ta maszynka wypluwa już co innego. Ryzyko rośnie, a wraz z nim, nasze – moje przerażenie. No bo jak to?

Lekarz zaleca test krwi. I wszyscy liczą ponownie, że będzie lepiej. Że tak to czasami bywa.

Finalnym etapem testu Papp-a jest nałożenie na wcześniejsze wyliczenia wyników z badania krwi, które określa poziom hormonów beta HCG i stężenia właśnie białek Papp-a. W ogromnej ilości przypadków, to dopiero te wyniki są wynikami końcowymi tego badania i rzeczywiście, w teorii przydałoby się pierwsze niepokojące informacje przyjąć na chłodno i poczekać. Ale wiadomo, tak się nie da. Wyniki z krwi potrafią bardzo wpłynąć na wynika całego badania. Z poziomu ryzyka 1:400 kilku pozwalają osiągnąć wartości na poziomie 1 do kilku lub kilkunastu tysięcy. I z takimi właśnie wynikami wychodzi większość z nas, zostawiając to całe wydarzenie za sobą. Ale znowu, nie wszyscy.

No bo jednak jest STATYSTKA.

I STATYSTYCZNIE w moich rękach wylądowała kartka papieru, która zdecydowała o tym jak będzie wyglądał kolejny miesiąc mojego życia. Ten jeden wytłuszczony fragment WYNIK PODEJRZANY sprawił, że ziemia osunęła mi się spod nóg. Że stanęłam w obliczu pytań, których myślałam, że nigdy nie będę musiała sobie zadać. No bo… co dalej?

Dla uspokojenia powiem, że USG między 12 a 14 tygodniem i test Papp-a w takim jak i ten mój przypadku, to dopiero początek tzw. diagnostyki prenatalnej. A cały proces jest długi, i daje nam wiele możliwości działania. Ale przede wszystkim możliwości zdobycia informacji na temat kondycji naszego dziecka. O tym, co może nas spotkać dalej, i od czego mogą, ale nie muszą zależeć nasze decyzje napiszę w kolejnym wpisie. Natomiast to jest dopiero początek drogi, który jeszcze niczego nie przesądza. NICZEGO! I choć bardzo trudno w to wtedy uwierzyć (dobra, tak właściwie to jest to wręcz niemożliwe) to przed nami długa droga, ale na końcu tej drogi nasze dziecko, mimo tej bezlitosnej STATYSTYKI może być całkowicie zdrowe.

Ale nie musi. Bo znowu… STATYSTYKA.

dwie kreski oczekiwanie statystka

PS. Nie miałam na celu nikogo przestraszyć. Niestety, o ile można dużo przeczytać o tym, jak to warto robić te wszystkie badania i testy, tak w momencie, w którym jest źle, zapada cisza. Chcę przełamać tę ciszę, bo wiem, ile wsparcia wtedy potrzeba. Ile słów, które powiedzą, że jeszcze nie wszystko jest przesądzone. Sama zbyt wielu takich nie znalazłam, więc ktoś musi być pierwszy. Stąd moja, na tym etapie trudna historia.

 

 

(Visited 2 632 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Swietnie to opisałaś. Przykro mi ze przechodzisz przez taki trudny okres. Mam nadzieje ze statystyka jednak będzie po twojej stronie

    • Małgosia, dzięki, nie było łatwo do tego podejść. Bo wiadomo łatwo napisać, jak jest dobrze, gdy wyniki są złe, wtedy wszystko milknie. A wtedy potrzeba najwięcej słów otuchy i wsparcia. Ja jestem już po amniopunkcji, ze statystyką nie lubimy się!

  • Beatka Zet

    Pamiętaj, że badanie to jedno, a rzeczywistość może być całkiem inna.
    Kuzynka urodziła córę z zespołem downa, więc diagnostyka prenatalna drugiej ciąży była oczywista. I niestety wszystkie badania sugerowały niemalże ze stu procentową pewnością – że drugie dziecko urodzi się z tą samą wadą… niespodzianka, synuś przyszedł na świat absolutnie zdrowy!

    Zdrówka życzymy, optymizmu i trzymamy za Was kciuki 🙂

    • Beata, dzięki za komentarz. Wiem, że takie sytuacje mają miejsce. Jak i te zupełnie odwrotne, gdzie wszystko jest w porządku, a na końcu bywa jak bywa. Kuzynka musi być bardzo silną kobietą! Też dlatego, że się zdecydowała, gdy wszystkie wyniki mówiły, że będzie musiała przejść raz jeszcze przez to samo. Badania prenatalne zaszły naprawdę daleko i chyba cieszę się, że mamy do nich dostęp. Ale jak widać, natura potrafi i tak zrobić swoje.

      Za kciuki – dziękujemy bardzo. Przydadzą się do końca!

  • Katarzyna Wolska

    Moniko – bardzo wzruszający wpis. Kilka miesięcy temu przechodziłam dokładnie to samo. W Szkocji gdzie mieszkam test Pappa robią każdej kobiecie w 12 tyg. Nasz wynik wyszedł nie najlepszy (wrecz slaby) w momencie gdy go zobaczyłam nogi zrobiły mi się jak z waty. Pozniej był test Harmony i USG połowkowe z wynikami całkowicie innymi niż to co określał test Pappa. Dziś trzymam na rękach moją zdrową miesięczną córeczkę. Ten nieszczęsny wynik testu Pappa popsuł mi radość ciąży- ciągle w głowie miałam rezultat i cyferki jakie były przedstawione na tym skrawku papieru. Dziś powtarzam to każdej znajomej…to tylko statystyka. Tutaj w UK mają plany rezygnacji z testu Pappa na rzecz testu Harmony- test Pappa generuje zbyt wielki odsetek wyników fałszywych.
    Nie będę pisać nie martw sie bo wiem, że i tak będziesz się martwić ale znam bardzo dużo historii z kiepskim wynikami testu Pappa, które skończyły się Happy End-em. Jestem z Tobą całym sercem 🙂

    • Kasia, dobrze słyszeć takie pozytywne zakończenia. Mi proponowano test Harmony, ale zdecydowałam się na inwazyjne badanie – amniopunkcje. Niestety na wyniki się długo czeka. Nie wiem jak to w Szkocji, ale u nas Harmony czy NIFTy są bardzo drogimi testami. Rozbieżność jest tak duża, że w Polsce chyba na zmianę z Pappa na inny nie ma z tego względu szans. Zastanawia mnie bardzo ten test, bo jestem zwolenniczką korzystania z wszelkich zdobyczy medycyny, ale tu… ta statystyka, no sama nie wiem .

      • Katarzyna Wolska

        Moniu- to może dodatkowo do aminopunkcji dobrać Fish-a, wtedy wstępne wyniki masz po 3 dniach. U nas wysoka przeziernosc spowodowana była infekcją (zapaleniem zatok) plus wolna beta prawie 3 (podobno jest wysokie na dziewczynke). Moniu-poczytaj fora o przeziernosc karkowej-tam są tysiące historii gdzie dziewczyny mają fatalne wyniki i zdrowe dzieci. Jestem pewna, że wszystko będzie ok. 3mam kciuki za Was

        • Kasia, tak dokładnie. Fora to właśnie były te miejsca, w których znalazłam najwięcej informacji. A co najważniejsze w sumie, najwięcej takiego wzajemnego wsparcia, bez oceny finalnych wyborów. Tak właściwie tylko tam ktoś rzeczywiście pisał, że zdecydował się np. na terminację ciąży.To wtedy jakoś udało mi się złapać dystans i po prostu czekać na swoje. I tak musiałam przez to przejść i tak. Test Papp-a to tak właściwie początek długiej ścieżki, dla wszystkich tych, co tutaj wyniki dostają złe, podejrzane etc. A za kciuki dziękujemy, zawsze się przydadzą.

  • Pingback: Diagnostyka prenatalna, co dalej po teście Papp-A. - MAMORKI.com()

  • Pingback: Zdani na siebie. Troska o prywatność czy izolacja? - MAMORKI.com()

  • Pingback: Amniopunkcja, czy jest się czego bać? - MAMORKI.com()

  • Pingback: Drugie macierzyństwo. Szczęśliwsze macierzyństwo? - MAMORKI.com()