Dlaczego warto odpuścić z tym snem dziecka

Sen dziecka. Odwieczny problem rodzica i chyba jeden z najbardziej przegadanych tematów wśród dzieciatych znajomych obok karmienia piersią i odpieluchowywania.

 

Aż mnie paluszki zaświerzbiły dzisiaj, by coś o tym znów napisać (bo pisałam o tym lata świetlne temu, kiedy nasz blog dopiero raczkował, o TU) w odniesieniu do ostatniego wpisu Moniki o tym, że byłaby mamą idealną ale… no właśnie, to ‘ale’ które spać nam nie daje w sensie metaforycznym i dosłownym. Bo sen dziecka nie jest nam dany i obiecany wraz z jego przyjściem na ten łez padół.

Są dzieci, które położone na łóżku leżą, leżą i bam, śpią. Albo włożone do fotelika samochodowego ot tak, zapadają w sen zimowy, nie będąc nawet jeszcze wsadzonym do samochodu. Znam, widziałam i oczom swym nie wierzyłam, że to możliwe. Bo ja, psze państwa, miałam to kochane szczęście, że dostałam osóbkę uważającą sen za coś kompletnie zbędnego i niepotrzebnego 😉

Do historii rodzinnych przejdą już nasze godzinne spacery w mrozie, śniegach, deszczach, bujanie wózkiem przy włączonej suszarce albo playliście na Spotify. Obudzona w środku nocy, a może powinnam napisać wyprowadzona ze stanu czuwania, na pamięć mogłam wyrecytować cała bajkę Kota w Butach, przy której nasza córka w końcu zasypiała. Playlista z Natalią Kukulską, Backstreet Boys (nie śmiać się!) i do dzisiaj święcącym u nas triumfy Michael Bublé to tylko wierzchołek góry lodowej tego, co robiliśmy i co śpiewaliśmy, by nasze Kochane Dziecię w końcu zmrużyło swe oczęta.

Znam ból, przez który przechodzi teraz Monika i zapewne nie jeden rodzic, który to czyta. Jest mi przykro to słyszeć i gdybym znała sposób, jak temu zapobiec, pewnie byłabym już milionerką. Człowiek się zastanawia jak to możliwe, co robi źle, a może czego nie robi i czy są jakieś magiczne sposoby na sen? By ten mały człowieczek ulitował się i pozwolił podładować baterie, bo jak inaczej ogarnąć pozostałą część życia, codzienność? Pamiętam swoją bezradność i złość. Pamiętam łzy ze zmęczenia i zrezygnowania, bo jest środek nocy, przespałam może godzinę a tu pobudka na kolejne 3, bo przecież to najlepszy czas na zabawę.

Gdyby ktoś mnie zapytał, jak przez to przeszłam odpowiem szczerze, że nie wiem. Może to empatia względem swojego dziecka. Może świadomość, że nie ja jedna tak mam. Że najważniejsze, że dziecko zdrowe a z resztą dam sobie jakoś radę. Może to wynalazek w postaci suszarki, która do dnia dzisiejszego działa (Babyliss, gdyby ktoś pytał ;)) ale współczuję szczerze naszej sąsiadce, która jej szumu musiała wysłuchiwać przez kilka miesięcy w dzień i w nocy. Może to tablet, na którym do zdarcia leciało jedno i to samo. Może to moje silne (no proszę!) ramiona i kręgosłup z tytanu (chciałabym), które pozwoliły mi nosić, tulić i tańczyć, aż te oczęta przymkną się delikatnie a kochane ciałko odpłynie w krainę Morfeusza.

W idealnym świecie rodzic odkłada dziecko do łóżeczka, gasi światło, dziecko zasypia, rodzic ma chwilę wolnego. W świecie rzeczywistym tak nie jest. Faktem jednak jest to, że umiejętność spania jest nam wrodzona. Ot, rodzimy się z tą umiejętnością. Potrafimy spać. Spanie, tak jak jedzenie czy oddychanie nie jest czymś, czego się wyuczyliśmy. Szukając odpowiedzi na swoje milion pytań odnośnie macierzyństwa i w tym spania, trafiłam na książkę, którą pewnie znacie przynajmniej ze słyszenia: „Mocno mnie przytul” Carlosa Gonzalez. I napisał on m.in. tak:

„Im bardziej sposób, w jaki chcemy, aby nasze dzieci spały, różni się od sposobu, który jest dla nich naturalny, tym więcej będziemy musieli je nauczyć. (…) Dziecko, gdyby naprawdę nie mogło spać, byłoby chore (…). Ale dziecko, które nie nauczyło się spać samo, ze swoją maskotką, w swoim łóżeczku lub spać w momencie, który nam odpowiada, nie cierpi na żadną chorobę ani nie zachoruje z tego powodu”.

To ledwie fragment z obszernego i zabawnie ironicznego, ale celującego w punkt tłumaczenia Gonzalesa, o co chodzi z tymi dziećmi i dlaczego my, rodzice, tego nie rozumiemy a co robi dziecko i dlaczego to takie naturalne u niego, czemu dziwić się nie powinniśmy.

A tutaj w zasadzie Mataja fajnie to opisała, poparła jak zawsze badaniami, więc chociaż tyle miodu na skołatane i niewyspane matczyne serca.

Przeczytanie tego może nie rozwiało problemu, ale przynajmniej dotarło do mnie, że tak jest już ten świat macierzyństwa złożony. I albo przyjdzie mi się z tym pogodzić i zakupić dobry korektor i żel pod oczy, albo każdego dnia po ciężkiej nocy będzie mi cholernie ciężko.

Prawda jest też taka, że każdy etap u dziecka kiedyś się kończy. Kończą się te nieprzespane noce, a przynajmniej częstotliwość pobudek. Nadchodzi etap przychodzenia do naszego łóżka lub wołania, bo akurat się dziecko przebudziło i chce mamę. I wiecie co, pewnie, że często wstaję ledwo żywa. Klnę pod nosem złowieszczo, bo akurat położyłam się późno spać, a tu ledwie po dwóch godzinach dziecię zarządza alarm. Wierci się, kręci, jest głodne, chce pociągi albo lalkę. Tu stopa ląduje na policzku, druga gdzieś ciśnie się w żebra. A czasem ta mała rączka chce tylko objąć moją szyję albo przytulić sie blisko twarzy i idzie dalej spać. I wiem, że to też minie. Więc złorzecząc w drodze do kuchni po jakiegoś banana czy wodę jednocześnie cieszę się, że to tylko tyle i aż tyle. Bo pewnie na starość, kiedy dopadnie mnie jakaś starcza bezsenność będę wracać myślami do tych nocy, kiedy miałam powody, by nie spać. Bo ten powód nie wyobrażał sobie nocy beze mnie. A to po prostu jest nic innego jak miłość dziecka do rodzica i potrzeba bliskości.

Aha, i nie krępujcie się przypomnieć mi tego wpisu, gdybym została kiedyś po raz drugi mamą i żaliła się na wszelkie zło tego świata, bo nie dane mi jest spać 😉

(Visited 1 053 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Anna

    Gdy zmagałam się z bezsennością 11 lat temu, nie było jeszcze tylu blogów parentingowych, a ja przeważnie natrafiałam na mur niezrozumenia i sugestię, że z moim dzieckiem coś jest nie tak. Teraz to dziecko ma ponad 11 lat i nadal niemal co wieczór, pielgrzymuje między łóżkiem, a mną, skarżąc się na niemożność zaśnięcia. i, moim zdaniem, to jest kluczowe, nie sen, ale niemożność wyciszenia się, zaśnięcia. Starałam sobie tłumaczyć to, tak jak opisujesz – poszerzalam perspektywę, pocieszałam się, że to kilka lat. Ale trzy lata pobudek co 40 min, maks 3h, to był horror, najgorszy jaki mi się mógł trafić. Najgorsze jednak były nie tylko pobudki, ale codziennie kilkugodzinne usypianie przemęczonego dziecka, które, przebodźcowane, nie kontrolowało już niczego. Nie ma chyba metody, poza wielogodzinnym rykiem, której nie wypróbowałam. Pozdrawiam!!

    • Aniu, moja córka też na pewnym etapie budziła się co pół godz., co godz. i usypianie trwało co najmniej drugie tyle. Co dziwne, nie było przebodźcowane, bo pilnowałam tego bardzo. Wieczorem był cały rytuał wyciszania, uspokajania. W domu ledwie oddychaliśmy, a jednak byle skrzypnięcie potrafiło wyrwać ją ze snu. Spaliśmy przy włączonej suszarce, przez całą noc leciała muzyka lub inne bajki grajki, byle tylko przespała dłużej niż godzinę. Tak, było cholernie ciężko.

      Ale widzisz, ja nie uznaję wypłakiwania się. Dla mnie to nie metoda, tylko pozostawienie dziacka samemu sobie, czego najmniej przecież w takiej chwili potrzebuje.

      Uściski ślę i pozdrawiam Cię serdecznie!

      • Anna

        No to widzę sporo podobieństw, u nas było tak trzy lata, chodzenie na paluszkach, całe rytuały wyciszania, od 18 zero szalonych zabaw, ustalone godziny wszystkich czynności, żeby tylko dziecka nie przebodźcować. Ale jak usypiałam 3 h, to ona w pewnym momencie była już przebodźcowana. Ja też nie uznaje wypłakiwania się. Poza tym to nie działało u niej. Albo zaczynała się bawić szczebelkami łóżeczka, albo ryczała do wymiotów – raz wyszłam chyba na kilka minut, bo musiałam odsapnąć i się zebrać w sobie. Najgorsze było to, że musiałam ją aktywie usypiać, choć czasem sprawiała wrażenie zadowolonej z życia, bo gdybym jej pozwoliła na dłuższą zabawę, dostawała po chwili szału z przebodźcowania. Już nie mówię o spacerach, które mogły być tylko po karmieniu, bo jak miała za dużo wrażeń i zgłodniała, nie była w stanie chwycić piersi, więc biegałam srogą zimą, jak dzika z tym wózkiem, żeby nie przegapić, zdążyć itp. A dziecko piło tylko w tym samym miejscu, bez świadków, w ciszy itp. Pozdrowienia!

  • Mój synek ma 3 miesiące. Po urodzeniu budził się kilka razy w nocy do karmienia i zanim zasnął mijały nawet…2 godz. Rzeczywiście nie mogłam się wyspać. Teraz od kilku tyg. zasypia o 23 i budzi się o 8. Prawie wchodzi w mój zegar biologiczny, więc kładę się spać wraz z nim. Przesypia całą noc! Więc jestem wyspana. Może w ciągu dnia jego drzemki są krótsze ale to w nocy się śpi. Wiele matek twierdzi, że to żadkość i mam się z tego cieszyć, jestem szczęściara. Może teraz. Ale optymistką nie jestem, bo to jest zbyt piękne a on jest jeszcze malutki i wszystko przed nim. Liczę się z tym, że później może z różnych powodów nie dawać mi pospać w nocy.

    • Dorota, bardzo ale to bardzo Ci życzę, byście trwali z synkiem w tym błogim stanie wysypiania się jak nadłużej. A najlepiej, by nie mijał wogóle. U dzieci wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. Obyście byli wyjątkiem potwierdzającym regułę 🙂

  • Moje dziewczyny każda zasypiały w miarę szybko, ale obie budziły się po kilka razy dziennie do ukończenia trzech lat. Julka spalalepiej, kiedy była blisko mnie, więc często kładłam się z nią w łóżku albo brałam do siebie. Victoria budziła się, wołała mnie, przytulała na chwilę i zasypiała. Nie ukrywam, że odkąd wszyscy śpią całą noc, czuję się lepiej, ale akurat ta część macierzyństwa nie była dla mnie najtrudniejsza. Chyba właśnie dlatego, że przyjęłam to za kolej rzeczy…

    • Asiu, wyjęłaś mi to z ust. Że właśnie „przyjęłam to za kolej rzeczy”. Że nie jest to nic niezwykłego, że tak po prostu jest i choćbym na głowie stawała, bodźców, genów i wogóle tego etapu po prostu nie przeskoczę.
      I też się zgodzę z Toba, że to był pikuś w porównaniu z tym, jak radzić sobie z buzującą 2,5 latką na co dzień 😉

  • Człowiek uczy się całe życie.
    Pierwsze dziecko usypiałam według zegarka. Chciałam koniecznie wprowadzić schemat i rytuał do naszej codzienności. W efekcie często bujałam Syna albo trzymałam go za rękę przez 45-60 minut, zanim zdecydował się zasnąć 🙂
    Drugie dziecko było typowym high-needem 😉 Do perfekcji opanowałam sztukę wychodzenia z pokoju tak, żeby nie stanąć na skrzypiący panel. Córka budziła się nawet, kiedy zaskrzypiało mi kolano. To były ciężkie czasy.
    Trzecie dziecko zostało nam dane na pociechę 🙂 Jak chciał się bawić – to się bawił. Jak chciał spać – to zasypiał tam, gdzie akurat leżał. Do dziś zastanawiam się, czy to zależy od dziecka, czy po prostu my odpuściliśmy i udało nam się do niego dostosować.

    • Ewa, z tym skrzypiącym kolanem (łokciem, czkawką, kichnięciem, ziewnięciem) to jakbym o sobie czytała 😉 Byle odgłos, szum potrafił moją córkę wybudzić chociaż miałam wrażenie, że zapadła w sen kamienny.
      Z tym trzecim myślę, że jest coś na rzeczy ;))

      • Patrz – a wszyscy mówią: przyzwyczaj do hałasu, to będzie ładnie spać. Hałas miała od zawsze, bo był starszy brat blisko, a jednak spać nie chciała 🙂 Ale wyrosła z tego. Uff…:)

        • No dokładnie! Szpital, grające radio, telewizor, nie było u nas nigdy grobowej ciszy w domu a jednak najwidoczniej tego akurat nasze dzieci potrzebowały 🙂
          Teraz mogę nadepnąć skrzypiący fragment podłogi i tragedii nie ma, śpi dalej. Uff :))

          • Wygląda na to, że to kolejna mądrość ludowa, która się nijak ma do rzeczywistości 🙂

          • Ta i jak wiele innych 🙂

  • : ) ja nie śpię już 4,5 roku (2 maluchy)… optymizm w tej kwestii opuścił nasz dom :). Najmłodszy ma jakiś radar na mamę i śpi tylko jeśli kręcę się obok a najlepiej na mnie. Jest to urocze ale męczące.

    • A w chustę i na plecy próbowałaś dać najmłodszego? 🙂 ręce wolne, przód wolny do tulenia starszego, najmłodszy zapada w sen wtulony w Ciebie 🙂

      • Noszę chłopców od urodzenia. Zasypiają z nami. W oczach mojej rodziny popełniam wszystkie karygodne błędy! 🙂 Spanie z młodszym na plecach, a starszym z przodu, na stojąco, było by trudne! 😀 Starszy usypia z tatą. Młodszy i tak, i tak. Kłopot polega na tym, że budzi się w nocy co godzina lub dwie i ma kłopoty z uśnięciem. Chce żeby go nosić (co też czynimy, pół godziny, godzinę… odkładając milion razy ku jego sprzeciwom). Czasem godzi się z tym by spać na mnie :). Kiedyś wyrośnie? Prawda? Starszy robił to samo lub budził się w nocy i zaczynał zabawę. To była dopiero męczarnia.

        • Hahaha, no tak 😉 Bardziej miałam na myśli – młodszy śpi na plecach, starszy ma mamę dla siebie i możecie coś wspólnie w tym czasie zdziałać 😉

          Tak, to jest męczące. Pamiętam to doskonale ale u nas minęło i tego samego życzę Tobie! Co prawda, nadal zdarzają się noce, kiedy córa wstaje w środku nocy i nie zamierza iść spać dalej (serio? o 3 nad ranem czuje się wyspana?!) albo prosi, by z nią tańczyć. Wtedy jak mantrę powtarzam sobie – chce się tylko poprzytulać, to jest dziecko, zaraz zaśnie. Przeważnie zasypia ale ile moich zaspanych nerwów to kosztuje, to już inna strona tego medalu 😉

  • To prawda, że każdy etap się kiedyś kończy, ale czasem człowiek ma wrażenie, że to „kiedyś” trwa wieczność 🙂

    Moja córka przez pierwsze trzy miesiące nie dawała się odłożyć do łóżeczka i zasypiała tylko po mocnym bujaniu na fit ballu (trzymałam ją w ramionach i skakałam na piłce, ech). Miałam wtedy ochotę strzelić sobie w łeb albo odstrzelić łeb mężowi – tak dla zasady; że jego to omija, bo albo musi się wyspać na poranną zmianę albo go nie ma, bo jest na nocce. Po tych trzech miesiącach nagle przyszła ulga i mam wrażenie, że nastało to z dnia na dzień – po prostu któregoś dnia zasnęła bez problemu i obudziła się o 5. Muszę przyznać, że zaczęła się wtedy prawdziwa sielanka, którą przyjęłam z ogromną ulgą. Z czasem jej godziny snu unormowały się w przedziale 18:30-8:00 i do dziś tak ma. Znajomi zazdroszczą, a ja jestem tym trochę rozpuszczona i jak przychodzi jakaś cięższa noc od razu dopada mnie kryzys, ale szybko przypominam sobie, że przecież od dwóch lat młoda cudownie śpi i nie mam na co narzekać.

    Rozumiem jednak tych rodziców, którzy z niespania swojego dziecka robią koniec świata. Jeszcze pamiętam, jak to jest spać 2h na dobę, jeść śniadanie o 13 i funkcjonować jak zombie. Ciężko byłoby mi zdecydować się na drugie dziecko, żeby raz jeszcze przez to wszystko przechodzić.

    • Byłam u znajomych, którzy tak skakali. Współczułam ale też to było niewyobrażalne. Choć i u nas był etap bujania w ramionach ze 20 min przed odłożeniem do łóżeczka 😉

    • Klaudyna, a słyszałaś o „Czwartym Trymestrze”? To właśnie są pierwsze trzy miesiące, w czasie których ludzki noworodek dojrzewa już na zewnątrz ale najlepiej na rodzicu, stąd taka wzmożona u niego potrzeba tulenia i trzymania go przy sobie 🙂

      Moja też już potrafi przespać noc, zdarza jej się przychodzić do nas i zasypiać dalej. Ale jak sobie przypomnę jak funkcjonowałam przez pierwsze półtora roku, to mi słabo ;)))

  • W macierzyństwie nie ma idealnego świata. Więc każdy, kto twierdzi, że jest idealnie a dziecię od dnia powrotu ze szpitala przesypia każdą nocy i każdą drzemkę książkowo, wali ściemę prosto w oczy 😀
    Oprócz przyzwyczajeń, nawyków są choroby, skoki rozwojowe, potrzeba bliskości, emocje etc. etc. i to wszystko wpływa na strukturę snu dziecka.

    • Tak, tak właśnie jest. Dlatego nie słucham idealnych opowieści o śpiących dzieciach, nie porównuję mojego dziecka do innych. I wszystko to, co wymieniłaś, trzeba brać pod uwagę.