„Time out” czyli czas dla rodzica i czemu jestem na tak!

Coraz częściej mam wrażenie, że we współczesnym rodzicielstwie coś się wszyscy zagalopowali. Niby wiem, że to jak dawniej traktowano dzieci, w stylu siedź cicho i bądź grzeczny nie było odpowiednie, ale ta szala mam wrażenie obecnie obróciła się aż za mocno w drugim kierunku. Rodzic bowiem nie wiedzieć czemu stał się więźniem swoich dzieci. Rodzicowi już nic nie wolno. Nie wolno być zmęczonym. Nie wolno się frustrować. Nie wolno krzyczeć ani pokazywać złych emocji.

A czy prawdziwy człowiek naprawdę jest cały czas cierpliwy, uśmiechnięty i do rany przyłóż? No raczej nie…

Gdy oglądałam nie tak dawno pytanie na śniadanie, w którym wizytowała Ilona z bloga mumandthecity.pl, to właściwie nie wiedziałam, czy to już trzeba płakać czy może jednak się śmiać. Czemu? Bo nie spodziewałam się, że naprawdę coś takiego jak weekend rodziców we dwoje bez dzieci może spowodować taką lawinę oburzenia i komentarzy. No bo jak to, rodzic śmiał pomyśleć o spędzeniu czasu bez dziecka? Oj bój się rodzicu Boga… bój! Nu, nu, nu!

czas dla rodzica i czemu jestem na tak

Do całego obrazka dorzucając fakt, że ja swoją Starszą Młodą zostawiłam z dziadkami SAMĄ na całe dwa tygodnie pierwszy raz gdy miała dokładnie póltora roku, wychodzę chyba na niechlubne prowadzenie, wśród tych złych mam, które śmieją pomyśleć o sobie.

No bo czy rodzic może być zmęczony? Według niektórych stanowczo nie. Według mnie jednak, zdecydowanie tak. Bo choć usiłuje się wmówić nam, że do szczęścia rodzica nic więcej jak szczęście dziecka nie potrzeba, to jednak nie do końca jest tak.

Zanim zostałam mamą, byłam córką, siostrą, kuzynką, przyjaciółką. Później czyjąś dziewczyną, narzeczoną i żoną, też tak się poskładało. A teraz jestem mamą, ale nadal sobą. I ja potrzebuje czasem „time out”. By pobyć z sobą. By pobyć z własnym mężem. By na chwilę przestać gonić, bo gdy na co dzień pomocy ze strony dziadków brak, bo są daleko, naprawdę można się w tym wszystkim zatracić. Można zapomnieć, po co to wszystko mi było.

Więc weekendom i wypadom bez dzieci mówię stanowcze tak. Choć wakacje bez dzieci to jak dla mnie ten moment, w którym dzieci mają wakacje, a my do pracy marsz (bo urlop nadal ma jedynie 26 dni). Mamy jednak wtedy dla siebie te długie letnie wieczory. Szansę na wyjście na spacer. By niespiesznie coś zjeść, w jakiejś modnej, nie koniecznie dziecioprzyjaznej miejscówce. Polecam bardzo każdemu z Was.

I gdy po takiej chwili, te nasze dzieci ponownie wpadają w nasze ręce, można znowu, wszyscy razem, podbijać świat!

czas dla rodzica i czemu jestem na tak

(Visited 410 times, 1 visits today)

You Might Also Like