Co z tym chustonoszeniem?

Człowiek jednak uczy się całe życie. I tak oto okazało się, że pierwsza chusta, którą kupiłam dla siebie i córki nie była najlepszym możliwym wyborem ale pociesza mnie fakt, że podążałam w dobrym kierunku i nie poddałam się w noszeniu swojego dziecka.

 

O tym, że chcę nosić swoje dziecko wiedziałam od początku. Kiedy zaczynałam swoją przygodę jako mama nie miałam pojęcia, że podchodzi to pod filozofię rodzicielstwa bliskości, po prostu działałam intuicyjnie. Moja córka potrafiła zasnąć i spać tylko na rękach, wszelkie niedogodności przechodziły tylko na rękach, zwłaszcza przy ząbkowaniu. Ale ja też musiałam jakoś funkcjonować, bo jak mogę zadbać o siebie i dom, jeśli obie ręce zajęte? Chusta, a później nosidło okazały się istnym wybawieniem.

O tym, że dzięki noszeniu córki uniknęliśmy kupna spacerówki pisałam w tekście „Gdzie się podziała nasza spacerówka?” Absolutnie nie krytykuję tam rodziców, którzy wózki mają i używają, przecież robią to, co uważają dla siebie i dla swoich dzieci, za najlepsze i co sprawdza się na co dzień. Ale właśnie to, że historia potoczyła się u nas tak a nie inaczej, stałam się bardziej wyczulona na chustonoszenie i używanie nosideł. A co za tym idzie, kiedy widzę rodziców, którzy chęci mają dobre, ale praktyka niekoniecznie idzie z tym w parze, budzi się we mnie chęć niesienia pomocy i porady. Ba! Mam ochotę krzyczeć: „Hallo! Robicie to źle!”

Nosić można z przodu, na klatce piersiowej, można też z tyłu na plecach. Ba, nawet z boku. Ale dobrze byłoby wiedzieć jak to robić. I tutaj postanowiłam zacząć działać, bo w noszeniu dziecka w chuście i nosidle najważniejsza jest (oprócz bliskości) prawidłowa pozycja dziecka, czyli ułożenie kręgosłupa malucha. Z czego niewielu rodziców, mam wrażenie, zdaje sobie sprawę. Zwłaszcza na początku przygody z noszeniem.

Idąc na kurs, po którym zostaję Doradcą Noszenia ClauWi, postawiłam sobie za punkt honoru, że będę w tym naprawdę dobra. Skłamałabym mówiąc, że obyło się bez przeszkód, ale nie lubię się poddawać. Wręcz przeciwnie, drążę temat tak długo, aż nie stanowi już dla mnie żadnego problemu. Godziny ćwiczeń, prób, milion podejść do wiązania chusty by być pewną, że robię to dobrze. Że jest prawidłowo. Najlepiej.

Bycie doradcą w żaden sposób nie obliguje mnie do krytykowania was jako rodziców. Nie będę terroryzować, nie będę gonić i nie będę ścigać, bo źle nosicie. To wy, jako rodzice decydujecie, w jaki sposób chcecie nosić swoje dzieci. To jest wasza odpowiedzialność. Ja jestem od tego, by być przy was i dla was jeśli stwierdzicie, że potrzebujecie mojej pomocy i chcecie dowiedzieć się, jak prawidłowo to robić. To, co zrobicie z tą wiedzą dalej, zależy już tylko od was.

Chciałabym was zarazić moim entuzjazmem, sprzedać możliwie tyle wiedzy, by zachęcić was do takiej bliskości z dzieckiem. Zachowanie jej nie musi was ograniczać, bo niemal każdą czynność można swobodnie wykonywać z dzieckiem w chuście. O zaletach chustowania napiszę zatem następnym razem.

(Visited 462 times, 1 visits today)

You Might Also Like