Co się dzieje, gdy nie piszę

Tyle tematów w głowie, pomysłów a jakoś weny twórczej brak i zasiąść do tego nie potrafię. Chcę się z Wami podzielić obawami, jak Mia poradzi sobie z dwujęzycznością w życiu i jak to w ogóle wygląda u dzieci, jak sobie z tym radzą ale czasu na razie brak na porządne ugryzienie tematu. Miałam też napisać, do czego zainspirowało mnie niedawne spotkanie podczas niedzielnego spaceru.

Remont, który wydawał się być dosłownie sprawą weekendową, ciągnie się już drugi tydzień i obawiam się, że przeciągnie do trzeciego. I podczas gdy osobisty Połówek po pracy zasiada w kuchni nad kafelkami i innymi cudami, my z Mią bawimy się i tulimy i szans najmniejszych nie ma na napisanie czegoś z głową. Moja córka ma radar w głowie i alergię na widok swojej mamy przy laptopie. Naprawdę, wystarczy że usiądę przy stole i od razu jest zmasowany atak; te kocie oczęta jak ze Shreka i muczenie niczym krowa z Milki, co w skrócie oznacza: mamooooooo… odejdź od stołu, tu jestem, baw się ze mną.

I w sumie mogłabym ją olać, odstawiać, wracać, wkurzać się, dać jej się wyzłościć ale po co? Nie chcę. Dobrze mi z nią, kiedy razem stawiamy wieże z klocków, bawimy się maskotkami i czytamy książeczki. A propo książeczek. Zamówiłam przedwczoraj jakieś 15 książeczek do naszej kolekcji (tak, naprawdę, słownie: piętnaście!). Kiedy przyjdą, zrobię zdjęcie, bo będzie to wyglądać znakomicie 🙂

Uwielbiamy sobie czytać, naśladować odgłosy, szukać zwierzątek na obrazkach, a kiedy moje dziesięciomiesięczne dziecko potrafi wskazać zwierzątko, o które ją pytam, jestem z niej dumna bardziej niż paw. I rozczula mnie niemożebnie widok idącej Mii z książką w rączce i czekającej, aż wezmę ją na kolana i będziemy szukać okularów pana Hilarego.

Tak, dla tych momentów jestem w stanie zrezygnować z laptopa i wyłączyć się codziennie z sieci na jakiś czas.

Nie na długo jednak, bo przyznaję, jestem od sieci uzależniona i telefon zawsze mam przy sobie. Kiedy mały brzdąc pojawia się na świecie, telefon potrafi być ostatnim bastionem kontaktu ze światem i zapewne będzie to trwać i trwać. Któraś ze znanych mi mam szukała nawet ostatnio wózka spacerówki, który da się prowadzić jedną ręką, by w drugiej móc trzymać telefon. Jak ja to dobrze znam. Dzięki Bogu, jest jeszcze Kindel, w którym można się zatracić 😉

Mia zaczyna też coraz lepiej komunikować mi, czego akurat chce i potrzebuje. Fantastyczna sprawa zauważać takie zmiany pojawiające się ni stąd ni zowąd pewnego dnia. Pokazanie rączką wózka, bo chce iśc na spacer, przytulenie się do mnie, bo chce iść spać lub machanie rączką, bym za nią poszła do kuchni, bo jest głodna. Jako matka-wariatka na punkcie własnego dziecka powiem, że jest niesamowicie mądrą dziewczynką.

Być może to kwestia mojego ciągłego mówienia do niej. Od momentu pobudki niemal nieustannie ze sobą rozmawiamy, chyba tylko z przerwą na posiłki. Mia wręcz dopomina się, by uczestniczyć we wszystkim co robię i by pokazywać jej co się dzieje i opowiadać o tym. I tak oto czytam, opowiadam, pokazuję, nakazuję, zabraniam, tłumaczę, opisuję a ona chłonie każde moje słowo jak gąbka. Czy kiedyś mnie przegada? Jest taka szansa 😉

Taki mały niemowlak, którego przywozimy ze szpitala, jest ósmym cudem świata dla rodziców. Ale prawdziwa frajda i zabawa zaczyna się, kiedy dziecko zaczyna reagować, odpowiadać na nasze zaczepki i słuchać. Aż się boję co będzie, gdy zacznie mówić i zadawać pytania. Dzięki Bogu za telefon, internet i Kindla. Będzie gdzie szukać odpowiedzi na kolejne „dlaczego” i „po co” 😉

IMG_8375cover2

 

 

(Visited 29 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Dianik, o dwujęzyczność Małej się nie martw. Błażej trudniejsze słowa z j. polskiego zastępuje angielskimi. Ja mówię pokaż fioletowy, a on wskazuje i mówi „purpul mama” 🙂 Abecadło, liczenie do dziesięciu i kolory mówi po angielsku (pewnie przez piosenki, których słucha), ale odpowiedniki polskie tych słów też zna.