Co mam za złe antyszczepionkowcom?

Chciałabym napisać, że mam tylko jedno „ALE”. Niestety tych „ale” w temacie jest więcej, natomiast to nie na nich chce się skupiać. Po przeczytaniu licznych artykułów, wpisów i postów wiem, że dyskusja w tym temacie prowadzi do nikąd. Są zwolennicy, są przeciwnicy i miliony przytaczanych argumentów. Ja jestem zaszczepiona. Swoje dzieci szczepię i szczepić będę. To się nie zmieni.

Więc w sumie… o co mi chodzi?

O to, że jak żaden inny ruch, przeciwnicy szczepień odwołują się do strachu. Pierwotnego strachu, bo dotyczącego naszych dzieci. A przecież nie ma na świecie (zapewne z wyjątkami, ale jednak nielicznymi) osoby, która świadomie chciałaby zrobić własnemu dziecku krzywdę. W związku z czym stosowana retoryka jest dla większości (bo jednak większość nadal swoje dzieci szczepi) ciosem poniżej pasa. Jedyne co się udaje, to nic więcej, jak właśnie zaszczepić w ludziach ten strach.

Chciałabym powiedzieć „nie chcesz szczepić, to nie szczep”, ale nie do końca mogę, bo z tym też się nie zgadzam. Ale przynajmniej NIE STRASZ INNYCH. Bo jakie masz ku temu podstawy? Jesteś doktorem nauk medycznych? Farmaceutą? Znasz się na tym o czym mówisz? Bo jeśli nie, to wiedzę czerpiesz dokładnie z takich samych źródeł jak ja. Z ulotki. Z internetu. Z anegdoty zasłyszanej przez córkę matki szwagra. Anegdoty, która pewnie już z dziesięć razy ziemię okrążyła i nie przypomina tej pierwotnej.

A ja powiem Ci tak…

Nie wypowiadam się, bo otwarcie przyznaję, że się na temacie nie znam! Nie ocenię składu szczepionek. Nie powiem, która jest lepsza. Przeczytane w sieci artykuły i te zasłyszane historie nie czynią mnie żadnym specjalistą, ani znawcą tematu. Tak jak nie zostajemy lekarzami (dzięki Bogu!), bo znamy się z dr Google.

za zle antyszczepionkowcom

Dziwne jest to, ile znawców tego typu tematów mamy. Ile osób głośno krzyczy, a podstaw ku temu brak. Merytorycznych. Naukowych. Potwierdzonych takim czy innym dyplomem lub długoletnim stażem pracy w branży, w tym przypadku bynajmniej nie rozrywkowej. Choć to chyba właśnie o ten krzyk chodzi. Bo przecież ważne, by nas usłyszeli. Nieważne jak.

A to JAK do mnie właśnie przemawia najbardziej. I to dotyczy nie tylko kwestii szczepień. W wielu tematach bardzo ciężko o dostęp do fachowej, rzetelnej wiedzy. Bo tak mydli nam się oczy i naciąga na wiele. Szkoda, że tak rzadko natomiast słyszy się „nie, nie wypowiem się, w tym temacie nie mam wystarczającej wiedzy”. Fajnie byłoby, czyż nie? Wiedzieć, że wśród nas są nie same Alfy i Omegi.

Choć całe szczęście, można trafić i tak. Ostatnio szukałam informacji na temat pobierania krwi pępowinowej. Temat inny, ale sytuacja obrazuje to, co mam na myśli. Koleżanka zaskoczyła mnie kompletnie pytaniem, czy zamierzam skorzystać z oferty któregoś z banków komórek macierzystych. Zaskoczona nie powiedziałam nic, bo też nic w tym temacie nie wiedziałam. Postanowiłam jednak poszukać zaczynając oczywiście od internetu. A sieć, jak to sieć. Pełna informacji od sasa do lasa. Pełna marketingowych chwytów. Zero rzetelnych źródeł i informacji. Ale oczywiście w artykułach bazujących na odrobinę starszych danych komentarzy w bród od „znawców” tematu. Że to stare. Że nie wygląda to tak. A jak? Porzuciłam internet. Tutaj znowu nic prawdziwego się nie dowiem.

Postanowiłam skorzystać z innych znajomości. Zapytałam więc mamę, anestezjologa z zawodu. Ale mama powiedziała mi wprost, że na ten temat niewiele wie. Nie może mi doradzić. Choć to świat przecież dużo bliższy. Przynajmniej kręcę się już w gronie fachowej medycyny. Powiedziała, że zapyta dalej. I zapytała. Ale i człowiek, którego specjalizacja potencjalnie ma korzystać z rozwoju prac nad komórkami macierzystymi, nie potrafił się określić. Decyzję więc podjęłam sama. Moją własną decyzję. Koleżanka musiała zdecydować sama. Dla jasności, nie wiem co zdecydowała. Nie zapytałam.

Naprawdę nie rozumiem skąd ta cała masa specjalistów w sieci. Dlaczego tak łatwo wypowiadamy się na tak trudne merytorycznie tematy. Na mój w tym układzie dosyć prosty rozum, trzeba się naprawdę wyspecjalizować, by móc rzetelnie w tej dyskusji zabrać głos. Bo to kwestia tak złożona, jak złożona tylko być może.

Tymczasem grono antyszczepionkowców powtarza zasłyszane gdzieś frazesy. Buduje, powtarzając w kółko te same historie, strach. Pierwotny strach. Strach o dzieci. A ten towarzyszy wszystkim nam. Niezależnie czy za czy przeciw.

za złe antyszczepionkowcom

(Visited 536 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • heh, znam to… jestem lekarką, a jak szłam z dzieckiem na szczepienie to tak się bardzo bałam. choćby człowiek nie chciał to gra mu w uszach ten autyzm, te nopy :/ ale potem bardzo się cieszyłam, że zaszczepiłam, że już nie muszę się bać tych chorób.
    ale a propos samozwańczych ekspertów to dotyczy to też innych dziedzin. mnie jakiś czas temu uderzył artykuł w WO, gdzie jakaś babka, która skończyła kosmetologię, chemię kosmetyczną i coś tam jeszcze i pracuje jako skin coach (wiem, brzmi to źle, ale chodzi o to, że bardzo dobrze zna się na kosmetykach) mówiła, że nie można oceniać kosmetyku po składzie, bo to nie jest takie proste. tzn te składniki różnie się zachowują w zależności od swojego towarzystwa, więc mądrości w stylu „gliceryna zapycha pory” nie do końca są uzasadnione. to mnie zaskoczylo, ale jednocześnie ucieszyło – hej, nie dam rady być ekspertem od wszystkiego, lepiej polegać na tym, kto się na tym zna 🙂

    • A w sieci odnoszę wrażenie, że niestety takich ekspertów jest na pęczki. I jeszcze pal licho jak debatują o tym co było pierwsze, jajko czy kura, ale jak wchodzimy już na takie tematy to robi się poważnie. Ja lekarzem nie jestem, a czasem aż uszy więdną od tych wszystkich mądrości ludowych i przekazywanych historyjek.
      Ja jestem na świeżo po pierwszej turze szczepień dla młodszej Młodej, i autentycznie bałam się o niebo bardziej niż przy starszej. Choć wiem, że robię dobrze, najlepiej jak mogę.
      Swoją drogą, chyba ciężko w tych czasach być lekarzem, gdy każdy myśli, że Google jest i tak mądrzejszy.

  • Karina Szkutnik

    Szczerze ja jakoś nie przykladam wagi to takich informacji. Mam znajomych w kręgach medycznych i jakoś nikt o powikłaniach poszczepiennych nie słyszał. Co innego odczynach poszczepiennych które zazwyczaj są niegroźne. W swoim życiu raczej kieruje się zdrowym rozsądkiem i logiką a nie wiedzą z internetu. Jeśli chce dowiedzieć się czegoś na dany temat odwiedzam bibliotekę bądź pytam osoby kompetentne. I też nie umiem zrozumieć tych przegadywanek na różne tematy.
    A jeśli chodzi o strach o dzieci to jakoś bardziej przerażają mnie powikłania pochorobowe niż te niby poszczepienne.

    • Karina, nawet nie wiesz jak bardzo podoba mi się Twój komentarz 😀 Dzięki Ci! Ja staram się jak Ty kierować zdrowym rozsądkiem, ale niestety nawet takim zdroworozsądkowcom można podskórnie zaszczepić taki strach. Ja idąc na szczepienie wiedziałam, że robie najlepiej jak mogę, a i tak jakoś bałam się, tak ciut ciut.

      • Karina Szkutnik

        Uważałam na historii, sama też czytałam wiele i wiem dlaczego szczepimy się na te choroby i jak by to wyglądało jakbyśmy się nie szczepili. A z tego co wiem nie ma żadnych dowodów naukowych na większość tych powikłań poszczepiennych. W większości przypadków są to genetyczne choroby bądź choroby ujawniające się w czasie obniżonej odporności. Dlatego bałabym się nie zaszczepić dziecka! Znane są nowe przypadki krztuśćca czy innego świństwa które zabierają na drugą stronę niewinne dzieci bo rodzice chcą być eko i modni i ich nie zaszczepili. Boli mnie to okrutnie że ich własne przekonania krzywdzą dzieci.

  • Kasia Bugajska

    100 proc. zgody z autorką!!!! Miałam masę rozterek, a od tego co się naczytałam w Internecie można było oszaleć – brakuje spokojnej, merytorycznej dyskusji, niestety. Ostatecznie swoje maluchy zaszczepiłam, bo podobnie jak Karina uznałam że bardziej martwią mnie skutki nieszczepienia niz ewentualne NOPy (których zresztą nie było…)