Zwolnienie w ciąży, ciąża nie choroba, ale jednak ODMIENNY stan!   

Ciąża i choroba stawiane w jednym zdaniu są najczęściej w aspekcie aktywności zawodowej kobiet. Zwolnienie w ciąży, popularne L4, które najczęściej bierzemy podczas choroby przysługuje bowiem kobiecie w tym szczególnym czasie. I oczywiście ciąża w żadnym wypadku nie jest chorobą. Myślę, że nawet sama ciężarna o tym wie. Skąd więc to L4? Bo to jest jednak odmienny stan, o czym tak często, masowo, społecznie, zapominamy.

O odmienności stanu jakim jest ciąża przekonuję się obecnie każdego dnia. I choć to moja druga ciąża, za każdym razem jestem równie zaskoczona. Czemu?

Bo moja pierwsza ciąża to była wręcz książkowa. Żadnych dolegliwości, mdłości, gorszego samopoczucia, niczego. To była taka ciąża, o jakiej się właśnie marzy! Bez długich wizyt w toalecie, bez chorób, przeziębień czy infekcji. Bez spadku formy, zadyszki po 10 schodach czy bólu kręgosłupa przy 20 minutowej przejażdżce środkiem transportu miejskiego. Mogłam, i byłam aktywna tak, jak tylko chciałam. Do samego końca.

W związku z tym w pierwszej ciąży należałam do grupy tych kobiet, które dziarsko chodzą do pracy. Do końca siódmego miesiąca pokonywałam trasę z Bielan do sławnego warszawskiego „Mordoru” komunikacją miejską by wykonywać zawodowe obowiązki. Pracowałam bo chciałam, pracowałam bo czułam się dobrze. Ale… to na prawdę nie zawsze tak bywa.

Ciąża może chorobą nie jest. Jest jednak ciężką pracą, którą wykonuje nasz organizm. On w końcu tworzy w nas drugiego człowieka. By tego człowieka stworzyć, zabiera od mamy wszystko czego mu trzeba, narażając ją na różne braki. Zdrowotne wyzwania. I choć kobieta ciężarna nie musi zawsze leżeć z powodu ryzyka przedwczesnego porodu, nadciśnienia, cholestazy czy innych dolegliwości, które są i kwalifikują się do grona tych poważniejszych, tak istnieje szereg innych czynników które sprawiają, że czasem pełnoetatowa praca to po prostu za dużo.

Wiem, co się mówi. Że kobiety w ciąży wykorzystują pracodawcę. Że się zatrudniają by tylko zajść w ciąże i kombinują jak mogą. Nie zaprzeczę o tyle, że w iluśtam przypadkach pewnie i takie motywacje się znajdą. Ale z zasady są też dużo prostsze, prozaiczne przyczyny, które dla pozostałych nie muszą być widoczne, a dla kobiety są wystarczająco uciążliwe. Pamiętajmy, że to, że czasem czegoś nie widać, nie znaczy, że tego nie ma.

Gdy na portalu mamadu pojawił się artykuł pt. „Ciąża to nie choroba. Nie zwalniam się” w sieci znowu na chwilę zawrzało. Wspaniały wpis w temacie poczynił Blog Ojciec, który krok po kroku zdemontował tenże artykuł punktując, zresztą bardzo trafnie, autorkę. Ale i to nie powstrzymało lawiny komentarzy. Tych, które oceniają kobiety, wytykają je palcem bo biorą zwolnienia. Bo nie pracują. Bo w ich mniemaniu wykorzystują swoją sytuacje. Naciągają kraj. Bo przecież jak kobieta pracuje w biurze, to co jej może dolegać?

Ja nie chce bronić zwolnień branych lekką ręką. Branych od tak. Bo się rzeczywiście nie chce. Bo tak łatwo. Ale prawda jest taka, że tylko kobieta w ciąży wie, czy jest jej łatwo. Bo czy Ty, co tak bronisz dobrobytu naszego państwa i interesu pracodawcy wiesz, czy jest jej łatwo? Czy sprawiasz, że może być łatwiej? Zastanów się!

Paradoksem jest na przykład to, że gdy ciąży jeszcze nie widać, kobiety często czują się najgorzej. Pierwszy trymestr to nierzadko wzmożone sensacje żołądkowe, wzmożona wrażliwość na różne zapachy. To senność, której czasem wręcz nie da się opanować. To ogromne skoki hormonów powodujące rozkojarzenie i zmiany humoru. A to w tym czasie, gdy pierwsze pół godziny dnia ta kobieta spędziła przytulając muszę klozetową, potem musi dzielnie stanąć na nogi w rankach ze studentami i innymi pracownikami by dojechać do pracy w zatłoczonym metrze. Oczywiście zanim się dostanie do metra musi pewnie jeszcze trochę przejść, dobiec do przystanku, złapać autobus, tramwaj a potem, wytrzymać. W pracy przy dobrych wiatrach łatwiej, toaleta pod ręką, ale głowa sama opada na biurko. Nogi bolą gdy trzeba stać. Bolą, gdy siedzieć trzeba. A ulubiona kawa nagle cuchnie na kilometr. Trzeba wytrwać do końca dnia, by w domu walnąć się na łóżko.

Ale Ty nie wiesz, że ta kobieta jest w ciąży. Że daje z siebie wszystko. Nie widzisz. Zresztą, widzieć nie musisz a ona nie musi się Tobie spowiadać.

A potem czy wiele się zmienia? Gdy brzuch się pojawia. Gdy ciężar rośnie a kręgosłup wysiada. Rosnący brzuch zmienia środek ciężkości, wygina kręgosłup będąc często przyczyną dolegliwości bólowych. Zresztą rosnący brzuch to nie tylko kręgosłup. To mniejsza wydolność. Zadyszka na schodach. Obrzęki na nogach. A nie widać, byś Ty się zrywał, by ustąpić miejsca w metrze, by tej zgodnie z przykazaniem pracującej kobiecie odrobinę ułatwić życie? Czy zatrzymasz autobus, który zaraz zamknie jej przed nosem drzwi? Jasne, że nie.

I myślisz, że praca przy biurku 8 godzin to przecież nie praca? Serio? Gdyby tak było prawo pracy nie przewidywałoby dla kobiety w ciąży zaledwie 4 godzin pracy siedzącej przed monitorem. I to ba, to nawet nie o monitor chodzi a o siedzenie! Siedzenie 8 godzin źle wpływa na krążenie krwi w naczyniach u osób nie będących w stanie błogosławionym. Stąd biurowe krzesła, podstawki pod nogi, podkładki pod tyłek, bo nogi i bez tego puchną i bolą. A czy zawsze można wstać? Przejść się na spacer? Zrobić przerwę? Niestety nie.

Sama jestem w drugiej ciąży. Jestem na zwolnieniu. Nie jestem chora, ale druga ciąża na każdym kroku daje mi się we znaki. Choć stop. Mam cukrzycę. Ciążową. Wiesz z czym to się je? Pewnie nie. Czy taki był mój plan? Nie. Czy chciałam przechodzić na początku ciąży to, co przechodziłam. Nie. Zupełnie inny był plan. Ale jest jak jest.

Także możesz mnie spotkać, w dzień jak chodzę po galerii handlowej. Gdy idę do warzywniaka bądź jadę do znajomej. Nie wyglądam na chorą, wręcz śmiem twierdzić, że wprost przeciwnie. Co nie oznacza, że mogę góry przenosić. Że wyjście z metra bez ruchomych schodów nie jest dla mnie wyzwaniem. Że sobotnie sprzątanie muszę okupić połową niedzieli spędzoną w stanie leżącym, bo kręgosłup nie chce przestać boleć. Że musiałam kupić trampki bo sznurówki są jakoś diabelnie daleko.

A poza tym w końcu, każdy orze jak może. Pozwól mi orać po swojemu! Tak jak ja, Twoje podwórko zostawiam w spokoju.

zwolnienie w ciąży nie choroba odmienny stan

(Visited 733 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • każda ciąża jest inna…i na tym można skończyć. jedna kobieta będzie pracować do końca (tak jak ja), a druga zdecyduje się pójść na zwolnienie. nie ma sensu tego oceniać. każdy podejmuje najlepszą decyzję dla siebie.

    • A zgadzam się z Tobą w 100%. Ba, może nawet być tak, że jedna i ta sama kobieta ma dwie zupełnie inne ciąże i w jednej będzie pracować do końca a w drugiej pójdzie na zwolnienie wcześniej (jak ja). Więc nie, to nie próba oceny czy usprawiedliwienia, ale raczej złapania trochę tej ciążowej rzeczywistości. Ciąż tyle ile kobiet, ale pewne rzeczy, czasem nawet te proste doskwierają nam wszystkim – plecy, nogi, gorąco, na finiszu ciężko. Z tym oczywiście można żyć, ale otoczenie tego nie ułatwia. Nie widzi. Nie chce widzieć.