Po co Ci ta chusta?

Noszenie dzieci w chustach czy nosidłach zrobiło się modne. O noszeniu można przeczytać naprawdę wiele, a na sprzęt do noszenia wydać jeszcze więcej. Zarówno chusta jak i nosidło ergonomiczne potrafi kosztować naprawdę duże pieniądze. Możnaby się więc zastanawiać, no a po co to. Zwłaszcza, że na forach i chustowych grupach, pomiędzy najróżniejszymi treściami i poradami bardzo często w komentarzach padają przytaczane słowa losowo napotykanych ludzi. A po co nosisz to dziecko. Niewygodnie mu. Płacze. Ale go zaplątała, pewnie mu ciasno. Udusisz go. No i hit… przyzwyczaisz.

po co ci ta chusta

Oczywiście, że tak. Dziecko możemy przyzwyczaić. Ale co w tym złego? I tak przecież dziecko nosimy. W moim najbliższym otoczeniu jest kilka matek. Ile z nich nosi? Na swój sposób wszystkie. Na rękach przecież każda z nas. W chuście i nosidle… głównie ja. Więc podczas gdy inni narzekają na plecy, na nogi, ja sobie tym sposobem pomagam. No bo właśnie. Czym jest dla mnie ta chusta czy nosidło?

Nie, to nie moda.

Nie, to nie jest zbędny wydatek.

Nie, to nie przyzwyczajanie.

Dla mnie noszenie to bliskość, ale przede wszystkim, ciekawi mnie kogo tym zaskoczę… pomoc w codzienności i wygoda!

Mam nadzieję, że czytaliście mój wpis o tym, jak to czasami naprawdę bywa trudno być dzieciatym, gdy bliskich blisko brak. Bo to tam już, zarysowałam temat. Temat sposobu, w jakim funkcjonują rodzice z dziećmi, gdy nie ma rodziców, ani w bloku obok, ani nawet na drugim końcu miasta. I choć części z Was może wydać się to błahe, ale ma to ogromny wpływ na naszą codzienną egzystencję. A w niej miejsce na te wszystkie chusty i nosidła.

po co ci ta chusta

W ostatni weekend, gdybyście mieli z boku kamerę, zobaczylibyście te różnice na żywo w akcji. Nasze piętro bowiem dzielimy z sąsiadami. Sąsiadami, którzy jak i my, mają dwie córki. W tym samym wieku co i nasze dziewczynki. Dużo czasu siłą rzeczy spędzamy razem. I ostatnio, gdy właśnie w sobotę zabraliśmy się za porządki, bo jednak czasem trzeba, już nie pamiętam po co, poszłam zapukać do sąsiadów. Od słowa do słowa…

Ja: Co tam dzisiaj porabiacie?

Sąsiad: Chcemy gdzieś wyjść, ale wcześniej babcia z dziadkiem przyjdą, zabiorą dziewczyny na spacer, żebyśmy mogli trochę dom ogarnąć.

Ja: A…

Nawet tak prozaiczna czynność jak sprzątanie. A wiecie jak my sprzątamy? Ja z Młodą na plecach w chuście najczęściej odkurzam, Mężuś po mieszkaniu ze ścierką biega a Starsza albo czasem próbuje nam pomóc lub my, by efektywniej i szybciej ogarnąć tej wątpliwej przyjemności obowiązek, puszczamy jej bajkę. Sytuacja nie jest w żadnym wypadku poważna. Tak właściwie do niej przywykliśmy. Tylko czasami, gdy już tak wieczorem na kanapie zasiądziemy, możemy sobie pomarzyć, jakby to fajnie były gdyby… .

Ale gdyby nie ma więc sobie radzimy, a w tym bardzo pomaga właśnie chusta i nosidło. Uwalnia mi ręce i daje możliwość zrobienia całej masy rzeczy w domu. Teraz odkąd opanowałam wiązanie również na plecach to już w ogóle. Noszenie to dla mnie nie fanaberia, ale realne, rzeczywiste wsparcie w domowej codzienności.

po co ci ta chusta

A że te chusty takie piękne… no co ja na to poradzę.

A że bliskość… ot taki efekt uboczny!

(Visited 273 times, 1 visits today)

You Might Also Like