„Nie tylko chusta” Mayim Bialik – recenzja

Rodzicielstwo bliskości – termin, o którego istnieniu nie wiedziałam, bo nie sądziłam, że coś, co z zasady powinno być naturalną koleją rzeczy, ma swoją terminologię. Tym bardziej z zaciekawieniem sięgnęłam po książkę Mayim Bialik „Nie tylko chusta. Rodzicielstwo bliskości w praktyce”, bo zaciekawiło mnie co takiego na ten temat ma do powiedzenia pani doktor neurobiologii i gwiazda mega popularnego tv show – „Teoria Wielkiego Podrywu”.

To, że jest neurobiologiem, doczytałam kiedyś przypadkiem szukając informacji o serialu. Postać Amy jest nieziemsko sympatyczna, co skusiło mnie jeszcze bardziej, by na fali sympatii do jej postaci, czy też aktorki sprawdzić, co też takiego mądrego rzecze. A rzecze całkiem sporo. Nie z wszystkim co w książce mi po drodze, niektóre tematy przełknęłam z zadziwieniem, z innymi zgadzałam się całą sobą.

„Nie tylko chusta” to pozycja całkiem świeża, bo ledwie z zeszłego roku. Na mojej szafce nocnej  przeleżała jednak dłuższy czas, bo jak to bywa u mnie z tego typu pozycjami, potrzebuję czasu, by do nich przysiąść i mieć chwilę, by czytać z pełną uwagą i zrozumieniem. W końcu wypadałoby coś z nich dla siebie wynieść i zapamiętać. Z ta książką jest to o tyle łatwe, że pisana jest niezwykle lekko, natomiast czuję pewien niedosyt z tego tytułu. Dlaczego? O tym za chwilę.

nie tylko chusta, Mayim Bialik

Słowem wstępu. Mayim ma dwóch synów, jest mamą pracującą, razem z mężem wypracowali  sobie swój rodzinny system ogarniania rzeczywistości i dzieli się z czytelnikami wskazówkami. Przy czym, co ważne, nie mówi, co NALEŻY robić, ale co MOŻNA jeśli uważacie, że sprawdziłoby się to u Was. I tutaj warto zaznaczyć, że Mayim podkreśla to dość często – nie wszystko o czym pisze może spotkać się z Waszą przychylnością, zrozumieniem albo może działać w Waszej rodzinie. Jest dość szczera w swoich opiniach, opisach sytuacji i nie owija w bawełnę.

Już na wstępie napisała:

„Odkryłam, co się sprawdza w naszej rodzinie, a co w gruncie rzeczy sprowadza się do tej podstawowej idei: setki tysięcy lat ewolucji przygotowały nas – jeśli tylko posłuchamy tego głosu – na bycie rodzicem. I to dobrym rodzicem! Nie rodzicem idealnym, ale wystarczająco dobrym. Taka wiedza jest zaprogramowana w naszym DNA”.

Książka podzielona jest na cztery części, w których Mayim stara się podzielić swoją wiedzą i doświadczeniem. W pierwszej skupia się na opisaniu co to jest takiego to rodzicielstwo bliskości, w drugiej opisuje czego w takiej relacji potrzebuje dziecko, w trzeciej czego dziecko nie potrzebuje a w czwartej, ku mojej wstępnej radości, czego potrzebujemy my- matki.

Przechodząc jednak stricte do tego, czym jest rodzicielstwo bliskości, Mayim z pomocą API – Attachment Parenting International, wyróżniła 8 filarów, na których opiera się to podejście: narodziny, mleko matki, bądź wrażliwa, bliskość przez dotyk, wspólne spanie, bądź przy dziecku, bądź łagodna, równowaga.

I tu zapewne ktoś postuka się w głowę i jeden lub kilka punktów z góry przekreśli. I wiecie co? Nie ma w tym nic złego, bo nikt z nas nie byłby w stanie praktykować wszystkich tych zasad w sposób doskonały. Są to jedynie wskazówki, które służą jako punkt wyjścia dla podejmowania decyzji.

Czytałam tę książkę z przyjemnością dlatego, że Mayim bez dawki lukru i cukru pisze o tym, że bywa ciężko, że chodzi kosmicznie niewyspana, że piersi i sutki bolały od karmienia, że nie raz stykała się z brakiem zrozumienia, uwagami od znajomych, rodziny i obcych na temat tego, jak wychowuje swoje dzieci i co im z tego przyjdzie. Lub nie.  Jest to o tyle pocieszające, że żyjemy w przekonaniu, że gwiazdy ekranu żyją pod szklaną kopułą, z dala od codziennych zmartwień, otoczeni sztabem ludzi. No dobra, tacy też się pewnie znajdą. Ale tutaj mamy przykład rodziny tak najzupełniej normalnej, w której na domiar wszystkiego, role się odwróciły – to ona pracuje i zarabia, mąż przejął opiekę nad dziećmi i domem.

A teraz, dla mnie osobiście, hit tej książki, czyli metoda wychowywania bez pieluchowego, czyli tzw NHN – naturalna higiena niemowląt. Generalnie chodzi w niej o obserwację niemowlęcia, bowiem przy wnikliwym odczytywaniu sygnałów okazuje się, że dziecko samo daje nam znać, że chce zrobić siku lub kupę i nie potrzebuje do tego pieluchy, za to im starsze, tym lepiej wskazuje rękoma na nocnik lub samo wręcz raczkuje do niego. Jak to zrobić i jak to wygląda w praktyce, jest tam opisane dość szczegółowo, za to ja biję się do dzisiaj z myślami, czy cofając czas byłabym zdolna podjąć się takiego wyzwania. Ma to jakiś sens, natomiast nie sądziłam nigdy, że ma to cokolwiek wspólnego z rodzicielstwem bliskości, natomiast przemawia do mnie fakt, że jeśli jestem z dzieckiem blisko, to bez problemu powinnam rozpoznać mimikę i gesty dziecka, jeśli jest gotowe skorzystać z toalety. Hmmm… do przemyślenia 😉

nie tylko chusta, Mayim Bialik

Mayim rozprawia się z mitami pt.: „Nie noś dziecka, bo się przyzwyczai” i pisze jak wiele dobrego daje noszenie dziecka w chuście/nosidle. Pisze o karmieniu piersią i nie kokietuje, wprost przedstawia nam jakie problemy mogą temu towarzyszyć, ale też co dobrego nasze matczyne mleko daje i w czym może pomóc. Pisze o porodzie naturalnym, o wspólnym spaniu oraz dlaczego dziecko nie potrzebuje tych wszystkich nowoczesnych gadżetów, do których ma dzisiaj tak prosty dostęp (to mi pozwoliło wrócić na chwilę do moich lat dzieciństwa i zabaw, kiedy największą radość sprawiał magnetofon Jamnik, na którym nagrywałam z kumpelą własne muzyczne przeboje) oraz o podejściu do interwencji medycznych.

Tu z kolei miałam własne odniesienie do szkockich standardów, gdzie antybiotyk przepisywany jest w ostateczności, paracetamol jest dobry na wszystko, katar to katar i trzeba przecierpieć. Jak to wirus, nie ma na niego lekarstwa, można tylko poczekać, aż skończy się jego cykl życiowy i zginie.

Mam wrażenie, że pozycja „Nie tylko chusta” może trafić w potrzeby zarówno tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z książkami o tej tematyce, jako lekki wstęp i przyjazne potraktowanie czytelnika od początku do końca tej lektury jak i tych, którzy znają już choćby kilka „tajemnych” punktów takiego podejścia do rodzicielstwa. Autentyczne historie opisane przez Mayim dodają temu sporej wiarygodności, poczucie humoru pozwala się rozluźnić i zdystansować ale jednocześnie czerpać to, co nam akurat w danej sytuacji rodzinnej potrzebne.

Minusy? Jeden największy – liczyłam na więcej odniesień do neurologicznych stron takiego podejścia do dzieci. Jak to na nie wpływa, jakieś dowody naukowe, przykłady i opisy badań. Być może po przeczytaniu iluś tam pozycji na temat macierzyństwa, opisywanie sytuacji bez poparcia badaniami nie są już dla mnie wystarczające 😉 ale też szkoda, że Mayim nie wyszła trochę poza ramy autorki-matki i nie pokazała się bardziej od strony autorki-matki naukowca. Ale kto wie, może jeszcze nas zaskoczy kolejną książką, bardzo na to liczę.

(Visited 416 times, 1 visits today)

You Might Also Like