Chcę zrzucić po ciążowy brzuch. Co dalej?

Mija pół roku, odkąd mała Mia pojawiła się na świecie. To, że zmieniła nasze życie, codzienność, poprzestawiała priorytety, bliższe lub dalsze cele i plany to jeden z aspektów zostania rodzicem. Drugim takim aspektem jestem ja, mama. A właściwie moje ciało. Nie róbmy z tego tajemnicy, ciąża zmienia ciało kobiety diametralnie. W końcu rośnie w nas człowiek, który wysysa z mamy ostatnie witaminowe soki i generalnie bierze sobie wszystko co najlepsze i co tylko potrzebuje, by samemu móc wyjść na świat silnym i zdrowym.

Moja waga sprzed ciąży była mała, w związku z czym zaczynałam z niskiego pułapu. W zasadzie brzuszek zaczął być widoczny dopiero w połowie drugiego trymestru. Biust od zawsze miałam mały, ale nagle cudownie nabrał większych kształtów i z wielką satysfakcją kupowałam sobie coraz większe biustonosze. Włosy! Ach, jakie gęste, lśniące, nie przetłuszczające się. Cera? Na początku miałam wrażenie, że cofnęłam się do lat licealnych i muszę zacząć stosować wszelkie mazidła i pudry, by ukryć wszech pojawiające się krosty. W drugim trymestrze jak ręką odjął. Buzia gładka i delikatna. Oczy podobno błyszczące. Lśniłam i emanowałam szczęściem i pięknem stanu błogosławionego.

Trzeci trymestr to już wystawianie sił i charakteru przyszłej mamy na wielką próbę. Nieprzespane noce, wielki brzuch, bolące kości i mięśnie. Toaletę odwiedzałam częściej, niż mrugałam oczami.

Na co zwracałam najmniej uwagi? Na swoją wagę. Owszem, pilnowałam się, by nie przesadzać z kaprysami, przekąskami. Miałam w głowie stałą myśl, że jeśli teraz zjem całą tabliczkę czekolady, to po urodzeniu Małej będę te wszystkie kawałki czekolady przeklinać i wyzywać od najgorszych. Pozwoliłam sobie na jedną stałą zachciankę – lody z Lidla. Po prostu musiałam je jeść, bo inaczej chodziłam po ścianach.

O diecie kobiety w ciąży i matki karmiącej napiszę innym razem. Pytanie teraz co zrobić, by pozbyć się brzucha, który mi został, chociaż pilnowałam się i dbałam o siebie przez całą ciążę. Zastanawiałam się nieraz czy fakt, że miałam cesarskie cięcie w czymś sprawę utrudnia i czy o ten zwis brzuszny powinnam obwiniać w najgorszym wypadku lekarzy. Podpytałam moją zaprzyjaźnioną panią doktor i cyt. „dojście do formy po cięciu przebiega w takim samym stopniu jak po porodzie siłami natury.” Dowiedziałam się również, że „(…)podczas cc (przynajmniej pierwszego) nie nacina się mięśni, tylko je rozsuwa, więc nie powinny być uszkodzone. Nacina się jedynie powięź, ale potem zszywa”. OK., zatem koniec wymówek, czas się zebrać i ruszyć.

Zaczynam od pożywienia. Nie zamierzam się odchudzać i liczyć na diety cud, bo takie po prostu nie istnieją. Wujek Google lekarzem nie jest, ale dzięki niemu wyszukuję strony i odpowiednie osoby, dzięki którym wiem już, od czego zmienić moje nawyki żywieniowe. Jeśli przy okazji dołączy do mnie mój życiowy Połówek, sukces będzie podwójny!

Dzień zaczynam od szklanki ciepłej, przegotowanej wody z cytryną. Pobudza naszą wątrobę, usuwa również z naszego organizmu zbędne toksyny. Szybkie i łatwe do opanowania. Wstaję, gotuję wodę, w tym czasie lecę ogarnąć się do łazienki, wracam i jest w sam raz do picia.

Nauczyłam się jeść ciepłe śniadania. Żegnajcie dotychczasowe kanapki, witaj kaszo jaglana i płatki owsiane. Z tymi kanapkami to nie do końca rozstanie. Należy po prostu zwracać uwagę, jakie pieczywo mamy i tak oto  w świecie idealnym byłoby to żytnie, orkiszowe lub pełnoziarniste (z tym ostatnim muszę uważać). Nie jem surowych owoców, soków, jogurtów owocowych.

Obiady to najbardziej skomplikowany proces w tym wszystkim. Bo jak nie jeść np. kurczaka z ziemniakami, skoro całe moje życie tak jadłam? Ale w myśl zasady: nie łączymy białka z węglowodanami, czas się z tym pożegnać. I tu sobie poradzę, szukam i zagłębiam się w tajniki żywieniowe coraz bardziej i wynajduję przepisy, które naprawdę są pyszne, zdrowe i spełniają warunki, których chcę się trzymać. Moja szafka kuchenna wypełnia się przyprawami, kaszami, mąkami i tłuszczami, o których do tej pory nie miałam zielonego pojęcia!

Jeśli jedzenie mam już pod kontrolą, to czas na sport. Bez niego ani rusz. Nic się samo nie zrobi, zdrowe odżywianie się to jedno, ale dobrze zbilansowany posiłek nie spali za mnie tłuszczu, nie wyrobi mięśni brzucha na nowo i nie wyrzeźbi talii. Jeśli kogoś na to stać, może sobie zafundować 3 miesięczny cykl treningowy z dostrajaniem odpowiedniej diety. U mnie w Szkocji, to koszt w granicach 690-990 funtów. Niestety, odpada, więc sama muszę poszukać czegoś, co spełni ten warunek. Dowiedziałam się, że najlepiej zacząć od biegania. Kupiłam więc buty, legginsy, kurtkę i biustonosz (koniecznie! Nie zaczynamy biegać bez odpowiednio dopasowanego sportowego biustonosza) i działam. Będę szczera – jestem kompletnie bez formy. 2 minuty i mam mega zadyszkę. Zatem przygotowałam sobie plan biegania i to chyba najrozsądniejsze. Nie zaczynać od razu z wysokiego pułapu, nie wmawiać sobie, że im więcej już od początku, tym lepiej. Ciało potrzebuje czasu, by nabrać siły i formy.

Jak podsumować całość? Najlepiej będzie, jeśli zacytuję panią doktor: „Miej na uwadze, że każda ciąża zostawia ślady w ciele kobiety. Ale efekty ma piękne!”

IMG_20141103_093431

(Visited 54 times, 1 visits today)

You Might Also Like