Byłabym matką idealną. Gdyby nie TO!

Wbrew kolorowym pismom i obrazkom, które możemy oglądać w telewizji czy internecie, coraz więcej mówi się i pisze o tym, że macierzyństwo wcale idealne nie jest. I w sumie dobrze, bo lepiej jak to mówią pozytywnie się rozczarować, gdy okazuje się to być zadaniem łatwiejszym, niż wstępnie zakładaliśmy, niż żyć w pięknej mydlanej bańce, która nagle pęka. Jednak najtrafniej określiłabym macierzyństwo jako wyzwanie. Wyzwanie, które mogłoby być idealne, gdyby nie pewien fundamentalny brak.

SEN.

bylabym idealna matka gdyby nie to

Zupełnie nie wiem, że nadal, gdzieś nadal istnieje przekonanie, że sen to jest podstawa funkcjonowania człowieka. Ja się pytam, ale że serio? To co mają powiedzieć rzesze rodziców maluchów i kilkulatków, którzy wstają po kilka razy w nocy, lub nie śpią wcale?

Oni najczęściej milczą. Jak na największych bohaterów przystało. A to naprawdę wręcz o bohaterstwo zakrawa. Bo wymagania są przecież takie wysokie. Wyśrubowane do granic możliwości. I jak im sprostać, gdy jednego z fundamentów naszej egzystencji brak?

Ostatnio u nas w domu nie śpimy najlepiej. Stąd zresztą te moje przemyślenia. Zdarzają się noce, gdy nie śpimy wcale. Nie śpimy, bo Starsza Młoda zasypia koło 22 a Młodsza jak ma gorszy dzień budzi się już o 23 i tak drzemkujemy, w przerwach z cycem i krzykami do rana. Dobrze tyle, że o tej siódmej budzi nas uśmiech od ucha do ucha i ta radosna i najspokojniejsza część dnia. Poranek.

Ale samym porankiem człowiek nie wyżyje. Radosnym porankiem też nie. By żyć. By działać. By sprostać temu ogromnemu oczekiwaniu jakim jest wychowanie dziecka, nosz kurde bele potrzeba od czasu do czasu spać. I tak wiem, część z nas to chodzące dowody na to, że wcale spać nie trzeba.

Wmawiam to sobie teraz nie raz. Lub usiłuję. Lecz z marnym skutkiem.

O ile na to, że moja Młodsza Młoda z butli nie chce pić mogłam sobie swobodnie ponarzekać, tak tutaj wchodzę na poważny grunt, który rzutuje na całokształt macierzyństwa. Rodzicielstwa. I choć butelka z tym związana, bo oczami wyobraźni widzę wtedy jak chociaż z mężem zmieniam się co drugą noc, to jednak ta butelka to tylko taki pryszcz. Pikuś. Błahostka. W porównaniu z tym nie-spaniem.

Łapię się ostatnio na tym, że nie mam siły. Coraz częściej przez moją głową przewalają się myśli by wyjść z domu i nie wrócić. No albo tak chociaż wyjść na tyle długo, z dala od swoich własnych dzieci, by złapać oddech. By uspokoić skołatane nerwy. A tak po prawdzie to po prostu po to, by gdzieś na ławce gwoździa przybić i się wyspać. Przespana jedna noc. Takie mam teraz wielkie marzenie. Po takiej nocy mogłabym zdobywać świat. Mogłabym być idealna. A tak… jestem nie zła, nie słaba. Jestem niewyspana.

Zmierzam do tego, że rodzic niewyspany nie może być rodzicem idealnym. Bo po ludzku sił mu brak. Taki rodzic irytuje się. Traci cierpliwość. Krzyczy. Płacze. Ucieka się do podstępów. Przekupstw i różnych szantaży. Prezentuje sobą cały wachlarz tych wszystkich złych rzeczy, których we współczesnym bliskim, idealnym rodzicielstwie być nie powinno. A że wie, że nie powinno, to potem siedzi i tak sobie jeszcze trochę powrzuca, że znowu, znowu coś poszło nie tak.

Dlatego ja staram się sobie już nie wrzucać. Robię co mogę by w swojej rzeczywistości głowy nie stracić. By cieszyć się tym, że jakoś dajemy sobie radę, a w naszym domu jest miejsce na śmiech i radość. No a czasem na krzyk czy łzy. Na cały wachlarz emocji z którymi związane jest życie. A będzie u nas ich wbród, bo o tym śnie to chyba jeszcze przez jakiś czas możemy pomarzyć. Ech…

bylabym matka idealna gdyby nie to

(Visited 198 times, 1 visits today)

You Might Also Like