O tym jak być dzieciatym gdy bliskich blisko brak!

Do wpisów natchnienia szukam w różnych źródłach, ale jak akurat do tego, natchnęłam się sama wrzucając kilka dni temu zdjęcie z naszego wieczornego wyjścia do sklepu z Młodą. Zdjęcie, na którym nie tylko o godzinie prawie 9 wieczorem siedzimy w sklepie, ale jeszcze jak dziecko z zafascynowaniem, w zdecydowanie za dużej bliskości do ekranu telefonu siedzi i ogląda Świnkę Peppę na jednej z producenckich ekspozycji.

byc dzieciatym gdy bliskich blisko brak

Po wrzuceniu tej fotki, naszły mnie myśli (jak na matkę przystało), że co takie zdjęcie może mówić o mnie? Kurcze, późna pora, dziecko powinno przecież być w domu, kłaść się spać a już napewno ostatnim miejscem, w którym powinno być jest sklep. Zastanowiło mnie, przez kilka sekund, ile osób pomyślało sobie, co ze mnie za matka. Więc tym wpisem w sumie, spieszę z wyjaśnieniem.

Uważam, że warto pokusić się o wyjaśnienie zupełnie nie dlatego, że czuję potrzebę usprawiedliwienia, czy też tłumaczenia się, bo nie. Ja bardzo dobrze wiem co robię. Ale dlatego, że daję sobie głowę uciąć (błagam, nie pozwólcie, żebym głowę straciła), że nie tylko ja, po prostu muszę sobie radzić z dzieckiem pod pachą niemal w każdej sytuacji.

Widzicie i pewnie dobrze wiecie, że nie ma dwóch takich samych sytuacji, a życie pisze dla każdego z nas najróżniejsze scenariusze. Wiem o tym ja, jeszcze lepiej wie o tym Diana. Choć różnica 300 km czy 1500, jaka dzieli nas od najbliższych, już niewiele zmienia. Jedynie rośnie cena biletu. Problemy pozostają jednak takie same.

Jeśli jest coś, czego tak ogólnie innym zazdroszczę, zazdroszczę znajomym, którzy też mają dzieci, to właśnie bliskość dziadków. Nie po to, by dziadkowie mieli siedzieć i się zajmować moim dzieckiem. Zastępować żłobek, nianię czy jeszcze inny rodzaj całodniowej opieki. Ale tak po ludzku, tak brak mi czasem choćby godziny, by coś załatwić razem z Mężem, gdy już rzeczywistość nas przyszpili. Dosłownie choćby wieczoru w miesiącu, żebyśmy mogli spędzić chwilę sami. Tej łatwości z jaką dzwoni się do nikogo innego jak do swojej mamy, mówiąc „mamo, bo potrzebujemy na chwilę Twojej pomocy” i ta pomoc będzie. Nie za zaplanowane, skrzętnie wyłuskane w kalendarzu 3 tygodnie z zaawansowaną logistyką i kosztami, ale jutro, na dwie godziny, podjedziemy, zobaczymy i zaraz jesteśmy z powrotem.

byc dzieciatym gdy bliskich blisko brak

Oczywiście już dawno nauczyliśmy się z tym żyć. To co się dało podzieliliśmy między siebie, a pozostałe czynności po prostu robimy razem, biorąc Młodą pod pachę. Bo nie ma zmiłuj. I też zmiłuj być nie musi. Po prostu jest jak jest. A zaraz z dwójką dzieci, no cóż, będzie pewnie jeszcze weselej. Będzie trzeba ogarnąć się na nowo.

Jednak chcąc nie chcąc nasza sytuacja bardzo zmieniła nasz sposób funkcjonowania. Nas jako rodziny, nas wśród znajomych, przyjaciół. Diana pisała o tym, jak trudno o porozumienie dzieciatych z osobami, które dzieci jeszcze nie mają. A chyba nie ma się co dziwić, skoro czasem trudno o porozumienie nawet, gdy inni te dzieci mają. Ale mają też komfort podrzucenia ich na sobotni wieczór do dziadków, podczas gdy Ty tego komfortu nie masz. Gdy Ty możesz się spotkać ale o 16 a nie o 19 wieczorem. Że z chęcią wyskoczysz do knajpy, ale najchętniej takiej gdzie będzie jakiś fajny kącik dla dziecka, by Bąbel mógł się czymś zająć, choć przez jakiś czas. To, że nie mam z kim zostawić dziecka, nie sprawia, że przestaje być człowiekiem, który również potrzebuje kontaktu i rozrywki. Dla jednych mogę być uważana za odrobinę ograniczonego człowieka. Wolę mówić, że nie zostaje mi nic jak być o tyle bardziej kreatywnym. Pewnie zweryfikować trzeba by relacje z tymi, którzy zrozumieć tego nie potrafią.

I na prawdę nie mogę Wam nie napisać, jak ostatnio usłyszałam, że ja to mam szczęście, bo mogę Młodą na tydzień u babci zostawić. Można na to i tak spojrzeć. Ale jest to szczęście na które też sobie pozwalam. Bo ja nie dostanę wieczoru wolnego w tygodniu czy w weekend, bo moja mama najzwyczajniej w świecie na 3 godziny nie przyjedzie, tylko po to, by po 3 godzinach, które ja spędzę na pogaduchach i piciu piwa, wracać do siebie kolejne 3 godziny. Nie wpadniemy na niedzielny obiad. Babcia nie zabierze jej na dwie godziny na plac zabaw i spacer. Więc organizuje się jak mogę, i zostawiam córkę na te kilka ustalonych skrzętnie z dziadkami dni u nich. Zostawiam by wtedy wykorzystać te dni maksymalnie na wszystko, co chcemy z Mężusiem razem załatwić. Na chwilę odpoczynku i wytchnienia. Te chwile, które w przeciągu trochę ponad 2 letniego życia naszej córy miały miejsce jakieś 3 razy.

Co dobrego dla nas z tego płynie? Że rzeczywiście, my bywamy po prostu w różnych miejscach razem. Nie mamy czasu, żeby zastanawiać się, czy przegapimy porę na kąpanie, czy dziecko pójdzie godzinę później spać. Po prostu pakujemy torbę i dostosowujemy plan. Choć pilnujemy, by takich wariacji nie serwować non stop. Ale życie się toczy, czas leci i tylko dlatego, że nie ma kto zająć się naszym dzieckiem poza nami, nie znaczy, że przestaniemy żyć. Wprost przeciwnie, żyjemy inaczej, na co dzień, razem. Ciut trudniej, odrobinę inaczej, po prostu razem.

być dzieciatym gdy bliskich blisko brak

 

 

(Visited 661 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • My też nie mamy Dziaków „pod ręką”. I faktycznie czasem tak byśmy chcieli gdzieś wyskoczyć…I robimy to raz w miesiącu, jak Dziakowie pojawią się w naszym domu, bo to ważne dla związku czasem wyjść gdzieś bez dzieci. Niemniej jednak bardzo się cieszę, że musieliśmy nauczyć się sobie radzić bez pomocy innych. Tak naprawdę bardzo łatwo wpaść w pułapkę wykorzystywania bliskich do opieki…I na początku robimy to tylko wtedy kiedy musimy, by z czasem robić to przy każdej okazji. A jednak zabieranie dzieci ze sobą do sklepu, na pocztę, czy na obiad do restauracji wile dzieci potrafi nauczyć. Naprawdę nie lubię, kiedy Rodzice podrzucają innym swoje dzieci, bo to wygodne. Ze znajomymi też spotykamy się w komplecie, to znaczy z dziećmi. Są chwile kiedy po naszym domu biega dziewięcioro dzieci, a my i tak spędzimy czas na gadaniu i to nie o dzieciach:P

    • Gaba, a ile dzieciaki już mają? U nas w towarzystwie jeszcze są trochę małe, choć coraz częściej rzeczywiście obserwuje, że potrafią się jakoś razem zająć. Na tym polu zakładam, będzie kiedyś tylko lepiej! Co do wykorzystywania dziadków, to też masz racje, w pewnym przypadkach pewnie i tak się dzieje. Nam nie będzie dane tego poznać. Ale na tej relacji my i nasi rodzice czyli dziadki, to chyba najważniejsze wyczuć też na ile dziadki chcą być aktywni by ich nie obarczać opieką, na którą nie mają ochoty. Moja mama to mi od początku np mówiła, że nawet gdyby była obok, nie wzięłaby na siebie całodniowej opieki nad wnuczką. I ja ją rozumiem. Mam na myśli raczej te takie godzinki i chwile, gdzie czasem tego tak bardzo brak! Bo poza tym, wszystko czegoś uczy. A to jest po prostu organizacja życia na odrobinę innym poziomie 🙂

  • Pingback: Po co Ci ta chusta? - MAMORKI.com()

  • Bea Miko

    Mam podobne odczucia. Jedna babcia daleko i jak wyjeżdżamy do niej trochę posiedzieć to znajomi co poniektórzy nie kryją się nawet z zazdrością ale sami swoich dziadków mają na miejscu i w każdej chwili kiedy potrzebują zostawiają dziecko. Bardzo mi brakuje mojej mamy na co dzień i wiem, że gdyby mieszkała blisko miałabym z nią raj na ziemi. A tak mam raj ale odroczony 🙂 Cieszę się jednak z tego i zawsze czekamy na wyjazdy 🙂 Poza tym też czasami zabieramy dziecko wieczorami, na nocne spacery jak to mówimy i stały się naszym małym rytuałem. Młody to uwielbia, idziemy coś pysznego zjeść i razem w trójkę świetnie bawimy 🙂 Pozdrawiam

    • Dokładnie tak! Mam wrażenie, że Ci co mają swoich rodziców blisko, na co dzień to trochę nie doceniają ich pomocy. Tydzień niby brzmi jak taka ekstra przerwa, z której korzystamy, ale ja tam zamieniłabym się na te zwyczajne, codzienne chwile wsparcia i pomocy.