Boję się

Strach ma wielkie oczy. Im jestem starsza i więcej słyszę, czytam i rozmawiam tym bardziej dociera do mnie, jak piękne i niewinne dzieciństwo miałam. Nie rozumiałam za dużo, nie interesowały mnie rozmowy dorosłych  na tematy, których kiedyś nie pojmowałam. Teraz jest inaczej. Niby lepiej, bo jestem dorosła, a jednak gorzej.

Mieszkam sobie gdzieś na północy Szkocji. Cisza, spokój, mało się tu dzieje. Jak zauważyła moja znajoma, dzieciaki i właściciele psów mają tutaj raj na ziemi, bliski kontakt z naturą i jej dobrodziejstwami. Mnóstwo zieleni, przestrzeni, świeże powietrze, morze i góry tak blisko siebie. Niesamowite krajobrazy, trasy spacerowe w górach i nad jeziorami, które przy słonecznej pogodzie potrafią naprawdę zachwycać swoim pięknem i wyjątkowością. Ale czy czuję się tutaj bezpiecznie?

Od czasu, kiedy na świecie coraz częściej mają miejsca tak dramatyczne wydarzenia, jak ataki terrorystyczne, podkładanie bomb w miejscach, w których zawsze jest pełno ludzi – teatry, restauracje, metra, samoloty, rośnie moje przerażenie w oczach. Przerażenie, którego staram się nie ujawniać na co dzień, które trzymam w sobie ale które z każdym kolejnym doniesieniem o niewinnych ofiarach, masakrach i wojnach domowych rośnie.

Płacz matki

Łzy mi lecą z oczu, kiedy widzę obrazy całych rodzin próbujących uciec z własnego domu w inne bezpieczne miejsce, bo chcą chronić siebie i swoje dzieci. Kiedy małe dzieci, chowające się w ramionach mamy i taty, nie wiedzą co się dzieje lub wiedzą, ale ból, strach i przerażenie przytłaczają, paraliżują, a płacz jest odruchem obronnym, bo jak inaczej dać upust tej strasznej mieszance uczuć w głowie i sercu? Obrazy dzieci, które zmarły w podróży, która miała je, o ironio, uratować… płaczę nad losem tych małych rączek, które już nigdy nie będą trzymać zabawki i nie dotkną zielonej trawy. Płaczę nad losem tych małych stópek, które nigdy nie poczują już białego i ciepłego piasku pod stopami, nie pójdą nigdy na spacer do lasu i nie przekroczą nigdy progu szkoły. Płaczę nad losem tych małych uszu, które nigdy nie usłyszą kojącej melodii płynącej z radia, kołysanek śpiewanych przez mamę do snu.

Płaczę nad losem tych wszystkich rodziców, którzy walczą o lepsze jutro dla siebie i swoich dzieci z całych sił, ale trafiają na mur nie do przejścia. Często mur nienawiści, niezrozumienia i strachu, który powoduje zamykanie im drzwi przed nosem. Bo to, co nam nie znane i obce, jest dla nas straszne. Niewiedza i płytkie postrzeganie pewnych sytuacji powoduje, że opędzamy się od tego rękami i nogami.

Płaczę nad losem wszystkich tych, którzy nieświadomi niczego, jadą spokojnie do pracy. Pewni, że zrobią swoje, wrócą do domu i spędzą czas z najbliższymi. Pójdą na zakupy, na kolację, do kina, na zwyczajny spacer. Ale świat, coraz bardziej napędzany niezrozumiałą dla mnie nienawiścią do drugiej osoby powoduje, że niektórzy już nie wrócą.  Nie uściskają swoich najbliższych, nie zasiądą z nimi więcej przy świątecznym stole, nie pojadą razem na spacer, trzymając się za ręce.

Boję się. Boję się tego, co będzie dalej. I tego, w jakiej rzeczywistości, na jakim świecie będzie żyć moja córka. Boję się tego, że nie będę w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa. Boję się, że kiedyś mnie i jej taty zabraknie i będzie musiała radzić sobie sama. Boję się tego, że strach napędza strach i wzmaga nieufność, chęć izolowania się i odpychania od siebie ludzi, zamknięcie się na pomoc innym. Boję się, że kiedy będzie jej potrzebować, nie znajdzie się nikt, kto by ją zaoferował.

strach, obawy, boję się, lęk, macierzyństwo, być mamą, dziecko, świat, zło, nienawiść, smutek, płacz, łzy, dzieciństwo

Żyjemy sobie w mieście cichym i spokojnym ale nie jest tajemnicą, że chcemy stąd wyjechać. Czujemy, że to nie jest jeszcze nasze miejsce na świecie. Ale kiedy rozmyślam i szukam sobie w myślach, gdzie moglibyśmy się udać dochodzę do wniosku, że takiego miejsca nie ma. Zło i wszelkie okropności mogą zdarzyć się wszędzie, niezależnie od szerokości geograficznej i mentalności ludzkiej. Okropna jest tego świadomość.

Przestaję oglądać wiadomości, staram się nie czytać i nie napędzać swoich myśli wokół tych wszystkich tragedii, które mają miejsce. Ale jednocześnie nie chcę być temu obojętna i przymykać oczy na cierpienia niewinnych ludzi. To mogłoby spotkać mnie, moją rodzinę, bliskich i przyjaciół a wtedy liczyłabym na ludzką empatię, pomoc i zrozumienie.

Nie mogę już słuchać słów pełnych pogardy, obłudy, kpiny, zawiści i złości, które docierają do mnie z telewizji, radia i internetu. Osoby, które powinny łączyć i budować właściwą postawę  i sposób dyskusji publicznej powodują, że fal hejtu i podziałów wśród ludzi jest jeszcze więcej. Przeraża mnie to. Nie tego chcę dla swojego dziecka, nie takie osoby powinny być jakimkolwiek autorytetem dla kogokolwiek. A nie od dziś wiadomo, że złość i nienawiść przywołują tego jeszcze więcej. Nie zgadzam się na to.

Poczucie, że historia zatacza koło

Czytam teraz książkę Anny Dziewit-Meller „Góra Tajget”. Przewracając kolejne strony i chłonąc każde słowo przepełnia mnie jednocześnie strach, że historie takie jak zawarte w tej książce, znów się powtórzą. Że my, jako gatunek ludzki, który wydaje się być inteligentny i myślący, nie potrafi jednak wyciągać wniosków z przeszłości.

Zaczynam się bać, jakich ludzi na swojej drodze napotka moje dziecko. W jakich czasach przyjdzie jej żyć i z czym się mierzyć. I choć wiem, że brzmi to może szalenie i głupio, to jest to pewien lęk emocjonalny i metafizyczny. Czasy są ciężkie, coraz bardziej mroczne. Kiedy przekraczałam próg szkoły podstawowej, moja ojczyzna cieszyła się z obalenia komunizmu i wejścia na ścieżkę demokracji. Dzisiaj, 30 lat później, to ja – dziecko urodzone w czasach walki o wolność – boję się, że ta wolność zostanie drastycznie zagrożona.

Staram się z całych sił nie przekładać mojego strachu i obaw na córkę. Trzymam to w sobie, uważam na to, co przekazuję w rozmowach, dyskusjach, zwracam uwagę na to, jak się zachowuję. Nie chcę, by wyrosła w poczuciu lęku. Chcę, by była silna, odważna, otwarta na ludzi i świat, rozważna w swoich osądach.

Strach o dziecko zawsze będzie w rodzicach. Te paranoidalne lęki będą się przewijać w naszych głowach. Chcę jednak chronić nasze dzieci przed nimi. One też kiedyś dorosną i zaczną słuchać, rozumieć, zadawać pytania. To wtedy, zdaje się, przyjdzie czas na pytania i odpowiedzi, których przyjdzie nam udzielać. Niech będą przemyślane, wyważone. Dające wsparcie i wiedzę, nie budzące obawy.

Boję się. Czy jestem z tym sama?

(Visited 664 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • NotatkiNiki

    Jestem w Brukseli. Wczoraj tez byłam. I choć moje dzieci sa juz duże, to fakt iż znalazłam sie w centrum tragicznych wydarzeń , ułatwiała mi świadomość, ze ich tu nie ma, ze sa daleko, ale w bezpiecznym miejscu.
    Lek o dzieci jest uczuciem, ktore nigdy nas nie opuści.nigdy, gdziekolwiek byśmy nie byli.
    Pozdrawiam cie ciepło dzis jeszcze z Brukseli

    • Niki, czytałam Twój wpis, nie zdążyłam jednak jeszcze zostawić kilku słów od siebie. To, co się dzieje, przeraża. Mam tylko nadzieję, że sytuacja się u Ciebie uspokoi, chociaż jak już raz ktoś zasieje ziarno strachu i niepewności, to człowiek cały czas się zastanawia, czy dzisiaj będzie wszystko dobrze.
      Trzymaj się mocno, dużo siły i… powinnam może też napisać, odwagi.

  • Konny

    Oczywiscie, ze nie jestes sama Blizniaczko :* mam dokladnie tak samo…

    • A Ty jesteś tak blisko tych wydarzeń… uważajcie na siebie :*

  • Nie mam jeszcze dzieci, ale zgadzam się w pełni z Twoimi słowami.. Szczególnie zgadzam się z tym, co napisałaś o słowach pogardy, złości i podziałach, które są tak bardzo widoczne w mediach. Wczoraj oglądałam program, w którym różne osoby dyskutowały o obecnej sytuacji… i przeraziłam się. Przekrzykiwanie się, wzajemne obelgi, podkreślanie podziałów oraz brak jakiekolwiek szacunku dla drugiej strony… Miałam ochotę krzyczeć z bezsilności, przecież w ten sposób do niczego nie dojdziemy… Boję się bardzo. Najbardziej chyba tego zamknięcia na jakikolwiek dialog i zanikającej umiejętności słuchania… Nie słuchamy się wzajemnie

    • Brak umiejętności słuchania, to jest ogromny problem. Masz absolutną rację. Jak jeden, wszyscy z osobna uważają, że ich racja jest słuszniejsza, a prawda jest prawdą objawioną. Nie dopuszczają do głosu innych, nie ma w tych dyskusjach za grosz szacunku i próby dojścia do kompromisu, porozumienia. Wiesz, to jest chyba tak, że kiedy ktoś już dochodzi do władzy, często zyskuje poczucie bezkarności i wolnej ręki. A przecież inteligencja i mądrość nakazują, by najpierw wysłuchać, spróbować zrozumieć a następnie wejść w dialog. Spokojny i rzeczowy. Tego dawno już nie ma.

      Więc jak w tym wszystkim nie bać się, skoro ludzie na własnym podwórku potrafią się zakrzyczeć?

  • Storyland 14

    Ja jeszcze nie mam dzieci ale zastanawiam się każdego dnia dokąd idzie ten świat. Jednak mimo tego zła nie możemy się poddawać, nie możemy pozwolić się zastraszyć.

    • Tak, też dochodzę do takiego wniosku. Nie ma chyba nic gorszego, niż siać strach i zamęt w czyichś głowach. A mam wrażenie, do tego to wszystko zmierza. By panować nad tłumem, który nie wie, kiedy może spodziewać się kolejnego ciosu i gdzie.
      Nie dać się zwariować, żyć dalej i pełnią życia, bo jak inaczej? Musielibyśmy z domu nie wychodzić.

  • Małgorzata Sulewska-Czarnecka

    Posumuję moim ulubionym cytatem „Kiedy decydujesz się na dziecko, zgadzasz się, że od tej chwili Twoje serce będzie przebywało poza Twoim ciałem” Katherine Harley. Według mnie, każdy pragnie ochronić to serce, bo w przeciwnym razie utraci powód swojego życia 😉

    • Gosia, z tym sercem to szczera prawda. Tylko czemu kosztuje to aż tyle emocji?