Bilingualism, czyli dwujęzyczność dziecka. Czy jest się czego obawiać?

Jako mama dziecka, które od urodzenia mieszka za granicą i ma na co dzień styczność z dwoma językami (ba! nawet z trzema lub czterema) zastanawiam się jak to jest, że te małe główki chłoną obce słowa tak łatwo, lekko i potrafią niemal bezbłędnie i często zupełnie nieświadomie lawirować między jednym a drugim na przemian. W zależności od tego z kim rozmawiają, przełączają się z automatu z polskiego na angielski i odwrotnie. Bywa, że w jednym zdaniu łączą dwa języki. I nie wariują od tego?

Jednym z plusów przebywania na obczyźnie to poznawanie wszelakiej maści  i kultury ludzi. Poznają się, zaprzyjaźniają, zakochują i powstają związki mieszane, czasem wręcz bajecznie egzotyczne. Dzieci takich par już na wstępie mają fantastyczną przewagę nad innymi – wybuchowa mieszanka krwi i języków, którymi będzie mogło się takie dziecię porozumiewać, jeśli tylko zadbają o to jego rodzice i samo będzie tego w późniejszym czasie chciało.

Szukając informacji na temat dwujęzyczności dzieci, znalazłam bardzo fajny cytat. W oryginale brzmi: „One language sets you in a corridor for life. Two languages open every door along the way.” (Frank Smith). W wolnym tłumaczeniu: „Jeden język ustawia Cię w korytarzu życia. Dwa języki otwierają każde drzwi po drodze”. Pięknie to definiuje i jednocześnie pokazuje, jakie możliwości dla nas stwarza znajomość języków obcych.

IMG_88041

Co to jest tak naprawdę bilingualizm (bilingualism po ang.)?

Jest to nic innego, jak znajomość co najmniej dwóch języków przez jedną osobę. Już sam fakt, że mówimy po polsku i po angielsku powoduje, że wpisujemy się pod tą definicję. Całkiem nieźle, co? 🙂 Ale żeby nie było za prosto, wyróżniamy dwa rodzaje bilingualizmu:

  1. Simultaneous bilingualism, kiedy dziecko uczy się dwóch języków jednocześnie
  2. Sequential bilingualism, kiedy dziecko uczy się drugiego języka, gdy opanowało już pierwszy.

Zatem pomyślcie, jak ciekawe życie mają lub mogą mieć dzieci rodziców, którzy są np. z Polski, Francji a mieszkają w kraju, w którym mówi się w jeszcze innym języku.

U nas aż tak barwnie nie jest 🙂 Oboje z osobistym Połówkiem jesteśmy z Polski, mieszkamy w kraju anglojęzycznym. Zatem na co dzień używamy dwóch języków, ale i tak im starsza jest Mia, tym częściej się zastanawiam, jak to będzie. Bo w domu rozmawiamy między sobą wyłącznie po polsku, poza domem wśród znajomych i przyjaciół (a mamy ich wielu i nie są to tylko Polacy) przeważnie tylko i wyłącznie po angielsku, a przecież żłobek, przedszkole, szkoła będą tylko po angielsku i to przez większą część dnia. Czy moje dziecko nie zwariuje?

Otóż doszukując się jakichkolwiek badań na ten temat, dowiedziałam się, że Mia jest daleka od szaleństwa i z całą pewnością będzie normalnym dzieckiem, nic jej się w głowie nie pomiesza. Kiedyś panowało przekonanie, że tzw. code-mixing (łączenie dwóch języków) było czymś złym i należało tego unikać, a bilingualizm u dzieci powoduje u nich brak umiejętności rozróżniania języków, że mieszają im się w głowie i że koniec końców nie jest w stanie poznać żadnego z tych dwóch języków dobrze.

Dalekie jest to od prawdy. Podczas, gdy słownictwo bilingualistycznego dziecka w poszczególnym języku może być odrobinę mniejsze od ogólnie przyjętej normy, suma znajomości słów z obu języków będzie conajnniej taka sama, jak u dziecka ze znajomością tylko jednego języka. Bilingualistyczne dzieci mogą (ale nie muszą) powiedzieć swoje pierwsze słowa trochę później, niż monolinguistyczne dzieci ale wciąż mieści się to w normie, czyli między 8 a 15 miesiącem życia (Mia już dzisiaj raczy nas różnymi dada, mama, baba i kaka i gaga, zatem absolutnie nie obawiam się tutaj niczego). To samo tyczy się budowania zdań. Rozwijają gramatykę w ten sam sposób i w tym samym czasie, co dzieci jednojęzyczne. Wniosek? Bilingualizm sam w sobie nie powoduje opóźnień w rozwoju i moje dziecko jest i będzie normalnie się rozwijać, uff 😉

Pamiętam taką sytuację: znajomemu w rodzimej ojczyźnie urodziło się dziecko i kiedy miało jakieś pół roku zapytałam, czy pomyślał, by wysłać je na zajęcia dla tak małych dzieci, by osłuchało się z obcym językiem. I czy w ogóle zastanawiał się nad nauką takiegoż prędzej czy później. Usłyszałam, że po co, przecież to dziecko jeszcze długo nic nie zrozumie, że to stracone pieniądze, że w szkole będzie się uczyć i to jej na początek wystarczy. Moje argumenty „za” zbył wyjściem na papierosa (a że ja nie paląca, zostałam i temat się urwał).

Nawiązując do rozmowy z moim znajomym o nauce języka, kiedy tak naprawdę najlepiej wysłać dziecko na lekcje? Moja mama uczy angielskiego i zajęcia w jej szkole są organizowane dla dzieci już od 3 miesiąca życia! Za wcześnie? Obserwując Mię i jej kontakt z otoczeniem, jak łapie, obserwuje i wsłuchuje się w ludzi stwierdzam, że absolutnie nie. Ale to tylko moje osobiste spostrzeżenie.

IMG_88061

Co na to eksperci?

Naukowcy – lingwiniści odnoszą się do tzw. „critical period”, czyli „okres krytyczny”. Oczywiście, wciąż trwa debata na ten temat ale generalnie eksperci zgadzają się ze sobą, że w naszym ludzkim rozwoju dochodzimy do punktu, kiedy umiejętność nauki języka zaczyna sprawiać nam trudność. A to oznacza, że w pewnym wieku, i przeważnie kiedy stajemy się już nastolatkami i wchodzimy w okres dojrzewania, nauka języka obcego bywa dla nas coraz trudniejsza.

To dlatego rodzice często słyszą słowa zachęty i porady, by wprowadzić drugi język do świata ich dzieci możliwie jak najwcześniej. W tak młodym wieku, umiejętność przyswajania drugiego języka przychodzi im w naturalny sposób, bez wkładania w to wysiłku tak samo, jak dzieje się to z ich pierwszym, rodzimym językiem. A co najlepsze dla takich maluchów, nie muszą „uczyć się” drugiego języka tak jak zwykle robią to dorośli, z długą listą słownictwa i ćwiczeniami z gramatyki pod ręką.

A na koniec kilka ciekawych faktów ze świata 🙂

  • W Kanadzie 11.9 % populacji rozmawia w domu w innym języku niż angielski czy francuski. W samym Toronto to aż 31% mieszkańców.
  • W Stanach Zjednoczonych 21% dzieci w wieku szkolnym (między 5-17 lat) rozmawia w domu w języku innym niż angielski.

A jak to wygląda globalnie?

  • Na świecie jest więcej osób mówiących w drugim języku (angielskim) niż osób, których język angielski jest językiem rodzimym. I co ciekawe, dzieci dwujęzycznych jest tyle samo, co tych ze znajomością tylko jednego.

Mogłabym pisać i pisać o zaletach nauki języków, ale na dziś już wystarczy. Dokończę innym razem 🙂

IMG_88021

 

 

(Visited 141 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • calareszta.pl

    Też walczymy z podwójnym językiem. Ja po polsku, mąż po angielsku. Wydawało mi się to niemożliwe, a jednak jak ostatnio byliśmy w Australii dzieci po kilku dniach wpadły biegle w angielski. Może jest jakaś nadzieja 🙂

    • A mąż anglojęzyczny?
      Tak, to jest niesamowite jak szybko dzieci łapią język za granicą. Widzą, obserwują innych i zaczynają powielać. Język się rozwiązuje 🙂 Brawo dla nich!

  • mag

    U nas tez 2 jezyki, polski i francuski. same pozytywy :-)!

    • Mag, wow! Uwielbiam francuski i już zazdroszczę! 🙂 a jak w domu rozmawiacie? W trzecim, czy każde z Was z dziećmi po swojemu?

      • mag

        Ja po polsku zaczynam i po francusku na codzien, màz po francusku. Z czasem chcialabym zeby kazde w „swoim” mowilo a dziecko z wiekiem sam dobiera ponoc jezyk w jakim zwraca sie do mamy i taty (w rodzinach dwujezycznych) z czasem angielski bedziemy wplatywac, bez nacisku zeby koniecznie mowilo. Ja mowie w 4 i chcialabym przekazac mojemu chlopcu jak najwiecej plusow z uczenia sie jezykow obcych 🙂

  • Mój mąż zna francuski na prawdę dobrze a za nic nie mogę go przekonać żeby mówił po francusku do dziewczynek. nie wiem w czym jest problem…może masz jakąś teorię?

    • Może czuje się niepewnie? Wiesz, kiedyś widziałam sama po sobie, że chociaż angielski jest z nami na co dzień, tak do mojego dziecka było mi bardzo dziwnie mówić w domu inaczej, niż po polsku. Całe szczęście, przychodzą znajomi i angielski jest w powietrzu. Ba, chrzestny jest francuzem i jego namawiam, by mówił do niej w swoim języku, ale też widzę, że jakoś opornie na razie do tego podchodzi.
      Zacznij od puszczania im bajek i piosenek po francusku, kiedyś nawet znalazłam całkiem fajny kanał na You Tube. Zaproponuj mężowi, by podśpiewywał do nich z dziewczynkami. Pomału, on się rozrusza a dziewczynki załapią brzmienie 🙂 Co Ty na to?

      • Dobry pomysł, dzięki, a z ta niepewnością to myślę że trafiłaś. Mam wrażenie że on uważa że jak mówi do nich po francusku to tak jak by coś tracił w kontakcie nimi.

        • Rzuć okiem tutaj: https://www.youtube.com/channel/UC8I-UIlXPNS4luC4iV7dRdQ
          Też puszczam to Mii od czasu do czasu, do tego Maszę i Niedźwiedzia po rosyjsku 🙂 Co jakiś czas, nie codziennie i z chęcią ogląda i słucha. A do piosenki „Alouette” to już wogóle mam słabość, pomijając jej treść 😉
          https://www.youtube.com/watch?v=MfQYQo-bkIw

          Myślę, że po czasie dziewczynki nabiorą dumy, że znają jakiekolwiek słówka po francusku. Może i Ty zachwalaj ten język i rozmowę w nim przy nich, sama uczestnicz w „nauce” z dziewczynkami. Niech obserwują i biorą przykład 🙂

  • Pingback: Dwujęzyczność dziecka, czyli rozkminy emigrantki o nauce języka obcego w domu - MAMORKI.com()