Amniopunkcja, czy jest się czego bać?

Wpis o amniopunkcji został mi jako ostatni na tapecie, po serii którą Wam zafundowałam po wydarzeniach jakim musiałam stawić czoła w efekcie podejrzanego wyniku badania genetycznego, jakim poddawane jest nasze dziecko w pierwszym trymestrze ciąży. Potem jednak wybuchła debata na temat aborcji, propozycji całkowitego zakazu i przyznaje szczerze, nie wiedziałam, czy w ogóle jest sens o tym pisać. Bo amniopunkcja to badanie inwazyjne, i choć w niewielkim stopniu, tak jednak obarczone jest ryzykiem. A kto niby miałby przy zmianie prawa tak ryzykować?

Licząc po cichu na to, że na debacie się skończy, chciałam ten wątek doprowadzić do końca. Bo jest ważny. Bo budzi dużo emocji i wątpliwości, zwłaszcza u tych, którzy z decyzją czy to badanie zrobić czy nie, muszą się zmierzyć. I z niewiadomymi, jakie to za sobą niesie gdy zdecydujemy się na tak.

Dla kogo jest to badanie? Całe szczęście nie dla wszystkich. Tylko pewna niewielka część wszystkich z nas będzie musiała przez to przejść. Na tym etapie są inne badania, które w sposób nieinwazyjny określają kondycje naszego jeszcze nie narodzonego dzidziusia. Czy są idealne? Nie. Ale są, i powinniśmy się cieszyć, że możemy z takich osiągnięć medycyny korzystać.

amniopunkcja czy jest sie czego bać

Fot. www.dzieci.pl

 

Przed decyzją, czy poddać się amniopunkcji staniemy wtedy, gdy wyniki USG w 12-14 tygodniu będą wątpliwe, i nie rozwieje ich test Papp-a. Jeśli zasobność portfela nam na to pozwoli to jednak nawet wtedy nie musimy się decydować na taki zabieg. Są w Polsce dostępne również nowoczesne testy NIFT-y czy Harmony, o których pisałam już wcześniej. One też nie niosą za sobą żadnego zagrożenia dla dziecka, a ze względu na bardzo wysoką czułość potrafią bardzo dobrze określić z jakim ryzykiem wystąpienia danej wady się liczymy. Jednak nadal mówimy o ryzyku, a nie rozstrzygającej odpowiedzi. Dla jednych taka kalkulacja jest wystarczająca. Dla innych nie. Wchodzimy tutaj na delikatny grunt naszych przekonań i to one decydują o tym, co robimy dalej.

Ja nie lubię statystki. Nie lubię kalkulacji. Nie lubię niczego, co nie jest precyzyjnie dookreślone. Lubię po prostu wiedzieć na czym stoję więc nie musiałam zastanawiać się długo nad tym co zrobić. Ale to każdy musi przemyśleć sam. Innej rady nie ma.

Można za to radzić, ewentualnie próbować zniwelować strach przed decyzją na tak. Dostępne dane szacują ryzyko poronienia w wyniku badania na 0,5-1%. Są to jednak dane przekazywane od lat, a wiadomo, medycyna rozwija się bardzo prężnie. Przy decyzji na tak, warto wybrać dobry ośrodek, w którym takie badanie ma być przeprowadzone. Ja mieszkając w Warszawie miałam na miejscu duży wybór. Ze względu na lekarza prowadzącego, badanie miałam przeprowadzone w Szpitalu Bielańskim. Wiedziałam, że jestem w dobrych rękach.

A o co w tym wszystkim chodzi i co jest takie straszne w tym badaniu? Powiedziałabym: PERSPEKTYWA.

Możecie sobie wyobrazić to, jak ktoś wkłuwa Wam igłę w brzuch by pobrać płyn owodniowy od dziecka? Brzmi jak horror. Lub koszmar… co najmniej z ulicy Wiązów. A to badanie właśnie tym jest. Pobraniem płynu owodniowego, który następnie poddawany jest badaniu. I trwa… no właśnie.

Trwa chwilę. I na dodatek nie boli.amniopunkcja czy jest sie czego bac

To czego sama szukałam przed badaniem to informacji o tym, jak to przebiega. Więc napiszę, bo może ktoś kiedyś będzie jak ja, desperacko poszukiwał takiej informacji. A jest to tak, że w wyznaczonym dniu stawiamy się do szpitala. Rejestrujemy – standard. I idziemy we wskazane miejsce. Może są placówki, gdzie się nie czeka, ale mi przyszło swoje odstać w kolejce. Oj straszna to była kolejka. Przed badaniem niestety dostaniemy mnóstwo papierów do podpisania. Papierów, które zwykłam nazywać „dupochronkami”. Wszędzie musimy podpisać, że wiemy jakie badanie niesie ryzyko i że wynik, choć dokładny też nie wyklucza wszystkiego.

Na badanie możemy wejść niestety tylko w pojedynkę. Dziewczyny niestety, jesteśmy tutaj same! Nikt nas nie potrzyma za rękę, trzeba zacisnąć zęby. Nie pamiętam sama, bym była kiedykolwiek tak zestresowana jak wtedy. W gabinecie jest ciemno, są dwa monitory, można patrzeć na to co się dzieje lub nie, w zależności od tego, w jakiej kondycji są nasze nerwy. Przy zabiegu obecnych jest kilku lekarzy i położna. Zanim się cokolwiek zadzieje, a mianowicie wkłucie, lekarz wykonuje dokładne USG. Sprawdza ułożenie dziecka. I wybiera miejsce na wkłucie, po czym informując oczywiście – kłuje. I tu niespodzianka, to naprawdę nie boli! Nic a nic. Chyba kilka razy zwykłe pobranie krwi bolało bardziej niż ten zabieg. Trwa to chwile, a odczuwać można jedynie pewien dyskomfort, takie ciągnięcie, podczas pobierania samego płynu. Ale nic więcej. Po wszystkim może profilaktycznie, zupełnie jak ja, dostaniecie mały plasterek, na maleńką kropkę, która pozostanie (lub nie) w miejscu ukłucia. I wsio. Potem, jeśli korzystacie z kuriera, szpital sam przesyła próbkę z badania do placówki, która analizuje materiał genetyczny, lub jak ja, bierzecie próbkę w swoje łapy, wsadzacie do stanika, żeby utrzymać ciepło i jedziecie na wskazane miejsce.

Czemu tak? W Warszawie dwie placówki badają materiał genetyczny. Szpital miał podpisaną umowę z Instytutem na Sobieskiego, tymczasem mieliśmy informacje, że wyniki otrzymamy szybciej z Instytutu Matki i Dziecka, ale musieliśmy dotrzeć tam sami. Za to wybór był oczywisty, bo chyba nie znajdzie się ktokolwiek, kto w tym przypadku chciałby czekać. To był najbardziej niemiłosiernie ciągnąco-wleczący się czas w moim życiu. W owym czasie dałabym sobie rękę uciąć, że wręcz się cofa!

Jednak nie tylko z tego powodu, nie polecam w żadnym wypadku wybierać się na to badanie samotnie. Stres jest ogromny a my jesteśmy w ciąży. Ja wyszłam z gabinetu na trzęsących się nogach. Gdyby nie to, że Mężuś czekał, stać by mnie było jedynie na to by bezwładnie opaść na krzesło. Czułam się, jakbym wracała z wojny, choć na wojnie nigdy nie byłam. Jakby zeszło ze mnie całe powietrze! Reakcje naszego organizmu na takie emocje są nieprzewidywalne, więc warto, by był ktoś kto poda rękę. Kto postawi nas do pionu!

Na badanie nie trzeba się w żaden inny niż psychiczny sposób przygotowywać. A potem przetrwać brutalny okres oczekiwania, który minimalnie wynosi 2 tygodnie. Jeśli chcemy otrzymać wyniki szybciej można pokusić się o placówkę, która bada materiał metodą FISH-a, ale trzeba pamiętać, że nie każdą próbkę można tak badać. To oceni osoba przyjmująca od nas materiał. No i jest to już opcja płatna. Wyniki jednak można otrzymać już po 24 godzinach. Dla mnie, skrócenie czasu oczekiwania było bezcenne!

Samego badania naprawdę nie trzeba się bać. Choć jeśli kogoś to czeka, i tak mi nie uwierzy, nawet gdybym tysiąc razy napisała, że będzie szybko i NA PRAWDĘ nie boli. Będzie to jednak jedno z najbardziej stresujących wydarzeń w naszym życiu. To mogę zagwarantować. Bo ten wynik, jak żaden inny, może na zawsze zmienić i tak już zmieniające się, nasze całe życie.
(Visited 494 times, 1 visits today)

You Might Also Like