Aborcja czy Abstrakcja? Kto powinien decydować?

Aborcja. A może tak właściwie Abstrakcja? Jak uważacie? Bo śmiem twierdzić, że dla ogromnej większości polskiego społeczeństwa to nic więcej jak czysto teoretyczne rozważania na tle etyczno-religijnym. W związku z czym jak każdy mamy prawo być za, mamy prawo być przeciw. Ot, TEORIA.

Problemem staje się sytuacja, w której znajdujemy się teraz. W którą do dziś nie mogę uwierzyć! Która chce zamienić teorię jednej strony, w rzeczywistość wszystkich! 

Nie raz we wpisach pisałam Wam, jak istotny dla mnie jest wolny wybór i prawo decydowania o sobie. O ile słucham o Trybunale Konstytucyjnym, o boskim wręcz programie „500+”, w którym to najzwyklejsze rozdawnictwo pieniędzy ma być lekarstwem na wszystkie bolączki, które prowadzą do tego, że polskie rodziny nie decydują się na dzieci, mogę się pozłościć i przymknąć oczy. Ale to, co dzieje się teraz, dotyka mnie dużo głębiej. Czemu?

Bo to nie jest już jakaś tam ustawa, za którą przyjdzie mi ewentualnie materialnie zapłacić (no bo wiecie, jak to Margaret Thatcher kiedyś trafnie powiedziała „nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że coś komuś da, to znaczy, że zabierze Tobie, bowiem rząd nie ma swoich własnych pieniędzy”). Mówimy o ustawie, która może zmienić cały bieg naszego życia. Życia psychicznego. Życia rodzinnego. Życia finansowego.

W tej całej aferze, bo nie wiem jak to inaczej nazwać, nie mogę wręcz pojąć kilku rzeczy. A nie uważam się za osobę głupią. Kilka szarych komórek chyba byłabym w stanie wyłapać. Może te same punkty będą dla Was tak zastanawiające jak dla mnie. A może ktoś zdoła mnie oświecić. Zobaczymy…

-> Prawo które nas teraz obowiązuje, jest restrykcyjnym prawem. Tak przynajmniej jest to ujmowane w licznych artykułach i wpisach. Czy takie jest czy nie, pozostaje pytaniem otwartym. Nie przewiduje ono natomiast aborcji od tak. Bo takie jest moje „widzi mi się”.  Aborcja nie jest metodą antykoncepcji! Jeśli jest w ten sposób traktowana, to za granicą lub w podziemiu. Bo jak to mówią, dla chcącego naprawdę nic trudnego. Na to nikt i żadne prawo wpływu mieć nie będzie.

Ale…

Obowiązujące prawo jest konkretne. Pozwala na wykonanie tego zabiegu w 3 wskazanych sytuacjach, które mi zawsze do tej pory, wydawały się być poza jakąkolwiek dyskusją (oj, można być w błędzie, okazuje się). Bo kto może (jeszcze przez jakiś czas) poddać się zabiegowi przerwania ciąży?

  • kobieta, której dziecko zostało poczęte w wyniku gwałtu,
  • kobieta, której życie jest zagrożone w wyniku ciąży,
  • kobieta, u dziecka której stwierdzono poważne i nieodwracalne wady.

Chciałabym mieć wystarczająco dociekliwości, żeby podać teraz statystyki. Ile kobiet rocznie zostaje zgwałconych. Ile z nich w wyniku takiego czynu zachodzi w ciąże. Ile kobiet rocznie umiera podczas porodu lub też ile, w przypadku zdiagnozowanych wad mimo wszystko decyduje się dziecko urodzić. Myślę, że byłaby to jak na przekór, bardzo ciekawa analiza statystyczna. W tej chwili bowiem mamy w Polsce ok 38,4 mln ludzi. Trochę ponad połowę stanowią kobiety ogółem czyli 19,8 mln przy czym z nich 9,2 mln to kobiety w wieku rozrodczym ( wg danych GUS jest to wiek między 15 a 49 lat). Temat wobec tego rzeczywiście i faktycznie dotyczy 46% kobiet, a 24% całego polskiego społeczeństwa.

Z tych 24% oczywiście część nigdy nie zdecyduje się na dziecko, bo i nie musi. Część dziecka mieć nie może. Część zdecyduje się na model rodziny większy niż 2+2. Ale, wśród tych wszystkich kobiet, które chcą i mają dzieci, w ogromnej większości rodzą się dzieci zdrowe. Kobiety chcą mieć dziecko. Planują dziecko. Dbają o siebie i jeszcze nienarodzone dziecko. A potem o to, by te dzieci wychować najlepiej jak potrafią. Pozostaje nam więc, w każdym z tych dozwolonych przypadków pewien procent. Zaledwie procent. I tylko ten procent, stojąc przed tym jakże niemożliwym wyborem powinien mieć prawo zadecydować, czy z prawa do aborcji skorzystać, czy też nie.  

-> Zakładam, że dla wszystkich jest zrozumiałe to, że z tego prawa kobieta skorzystać może, ale nie musi. Że jest to zrozumiałe i dla tych za i tych przeciw. Dla lepszego zobrazowania przydałyby się i tutaj kolejne cyfry, których szkoda, że nie mam. Np. ile kobiet rodzi dzieci pomimo gwałtu? Ile kobiet decyduje się urodzić dziecko, pomimo stwierdzonych, nieuleczalnych wad? Bo naprawdę, to dopiero wtedy człowiek podejmuje faktyczną, realną decyzję. Są przeciwnicy, którzy nie zawahają się przez sekundę, są i zwolennicy, którzy nie będą w stanie wykonać tego zabiegu, gdy przyjdzie co do czego. Ale właśnie o to w tym chodzi – o WOLNY WYBÓR! 

Jeden z przypadków, w którym aborcja jest dozwolona, jest mi akurat bliski. A wierzcie mi, chciałabym, żeby nigdy nie był. Bo stres jaki przechodzi kobieta gdy dowiaduje się, że z dzieckiem może być coś nie tak, ścina z nóg. Naprawdę, żadna z nas nie wie co by zrobiła, dopóki nie musi!!! Przy czym w sumie mogę teraz powiedzieć, że chyba powinnam się cieszyć, że w ogóle jeszcze wtedy miałabym wybór. O moich dylematach możecie przeczytać w dwóch wpisach poświęconych odpowiednio wykonywanemu w ciąży testowi Papp-a i dalszej diagnostyce prenatalnej.

Skupiając się na tej grupie kobiet, moglibyśmy dalej zawęzić to nasze grono, którego ta ustawa dotyczy. Ze wszystkich kobiet, które przed 24 tygodniem ciąży dowiedzą się, że z ich dzieckiem może być coś nie tak, 70% otrzyma prawidłowe wyniki badań rozstrzygających (np. amniopunkcji). A z pozostałych 30%, pewnej części dzieci będzie w stanie pomóc współczesna medycyna. Dzięki badaniom będą mogły być leczone już w życiu płodowym. Urodzą się z szansą na zdrowe życie. Część niestety będzie miała te wady. Wady lub upośledzenia, z którymi część z nich będzie mogła żyć oraz takie, które spowodują, że rodzice będą musieli się od razu po przyjściu na świat pożegnać ze swoim maleństwem. A i część z tych rodziców, matek, kobiet właśnie, te dzieci urodzi! Będzie o nie dbać, poświęci całe swoje życie i zdrowie by zapewnić im najlepszą opiekę i jak najbardziej godziwe życie. A część, pożegna się z nimi, licząc na to, że rany się kiedyś zasklepią. Że uda im się to przetrwać.  

Czy widzimy, w jak małym gronie zostajemy na koniec? 

-> Koniec odliczania ale nie koniec nieścisłości. Nie potrafię pojąć dlaczego, w teoretycznie wolnym kraju, w którym przecież nie ma przymusu wyznawania katolickiej wiary, pozwala się na to, by z ambon odczytywano polityczny apel. Że przedstawiciele religii zabierają głos i wywierają wpływ na kształt państwa. Wiecie gdzie religia miesza się z państwem? W krajach muzułmańskich, na których tak psy są wieszane. W islamie, który jest od średniowiecza wyzywany. Uważamy się za lepszych a tu proszę, wychodzi szydło (oj, prawie dosłownie) z worka. Czyżbyśmy zaczynali brać przykład? Bo ja zawsze myślałam, że w Polsce można wierzyć w co się chce, lub nie wierzyć wcale. Że mamy tzw. wolność sumienia! Aborcja jest kwestią sumienia! I zawsze nią pozostanie. Tak jak mimo zakazu sprzedaży alkoholu młodzieży poniżej 18 roku życia, miasto jest pełne pijanych w sztok nastolatków, tak jak narkotyki są niedozwolone a narkomanii są nadal wśród nas, tak zawsze przepisy i prawa będą łamane. Więc i ten zakaz nie sprawi, że aborcji nie będzie. Nie uleczy on niczyich dusz. Bo te dusze, które są zdecydowane i tak się tego zabiegu podejmą! Zasilając prywatne konta co odważniejszych lekarzy, lub utrzymując Ryanair wnoszeniem odpowiednich opłat za bilet na odpowiedni samolot.

Chcąc omówić wszystkie niejasne dla mnie aspekty tej afery, chyba bym nigdy nie skończyła. Bo jak nic ciśnie mi się jeszcze na usta:

-> Jak o losie milinów ma decydować projekt ustawy, do podpisania którego wystarczy 100 tys. podpisów. 100 tysięcy podpisów osób nie koniecznie zaangażowanych w temat. 100 tysięcy podpisów stanowiących zaledwie 0,32% części naszego społeczeństwa, tej uprawnionej do głosowania. Społeczeństwa wolnego. W którym panuje wolność wyznania i sumienia. NIE WIEM…

-> A już nawet, jak tak zaciekle bronimy życia, to co z życiem matki? I to nie tylko w kontekście życia, które jest zagrożone przez ciąże, ale po prostu, życia po narodzinach dziecka w każdym w tych trzech przypadków. Jak śmiemy o tym decydować. Jakie ktokolwiek ma prawo powiedzieć zgwałconej kobiecie, że ma urodzić. A widziałam już komentarze, że to nie wina dziecka. Oczywiście, że nie. Ale czemu za czyn zboczonego faceta ma płacić kobieta. Kobieta, która żyje tu i teraz. Której życie zostało już wystarczająco wystawione na próbę. Czemu ma płacić resztą swojego życia? I czy każda kobieta musi być wystarczająco silna, by dać sobie radę z odejściem chorego dziecka. Z wychowywaniem chorego dziecka, które kosztuje czas, pieniądze, siły i zdrowie. Które często kosztuje rozstanie i samotność. Może ktoś z podpisujących się podzieli swoimi finansami? Te podpisujące ustawę panie po 80-tce zrezygnują ze swoich darmowych leków, księża podzielą się funduszem, który dostają. Może tak 20 mln zamiast do Rydzyka przeznaczyć na te żyjące, ale będące w ogromnej potrzebie wsparcia finansowego dzieci? By rodzice się prosić nie musieli o 1%, by nie musieli walczyć z kotkami czy poszkodowanymi psami o część Twojego podatku. By nie byli darmozjadami, którzy tylko chcą!

Przeraża mnie ta ślepota. Ograniczenie. Ta ogromna chęć DOMINACJI nad sumieniem i ciałem drugiego człowieka. Jak Diana pisała wcześniej w swoim wpisie… boję się! Żyję w czasach gdy boję się coraz bardziej. Nie chce się bać!

Bronimy tak nienarodzonych dzieci. Czy czasem ktoś się nie zapędził?

Dziecko to kobieta. Bez kobiet nie ma dzieci. Bez chęci kobiety dzieci nawet za 500 złotych nie będzie. Bez komfortu i pewności kobiety, dzieci nie będzie. Dbajmy o siebie! Wspierajmy się! Szanujmy się! I na miłość boską, pozwólmy sobie być!

aborcja czy abstrakcja

PS1. Jestem ZA pozostawieniem ustawy w jej obecnym kształcie. Jestem za aborcją w każdym z tych 3 przypadków. Jestem przeciwko aborcji na życzenie, lub widzi mi się. Jako jedna z metod antykoncepcji.

PS2. Link do preambuły naszej konstytucji póki jest jaka jest – warto sobie odświeżyć!

pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność, w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem,

PS3. Link do artykuły o samotnych matkach chorych dzieci – do przemyślenia dla każdego za całkowitym zakazem aborcji.

PS4. Link do wywiadu z Romualdem i Marzeną Dębskimi – małżeństwem ginekologów  – polecam fragment o tym, ja wygląda legalna terminacja ciąży, nie skrobanka wykonana gdzieś w podziemiu. Dla każdej kobiety, która chciała mieć dziecko, nie chciała a ma, to jest równie przerażające co alternatywa.

(Visited 832 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Ola

    Monika, to jest najlepszy artykuł jaki czytałam w tym temacie i bardzo, bardzo potrzebny. Mówmy głośno o tym co jest i o tym, co stać się może. Wspaniały tekst. Dziękuję Ci za niego.

  • Małgorzata Sulewska-Czarnecka

    Ciekawy artykuł, mało kto odważył by się upublicznić tego typu refleksje. Zgadzam się z zostawieniem w prawie trzech punktów odstępstwa od zakazu aborcji i dodałbym jeszcze jeden – szczególnie uzasadnieniony przypadek. Ów przypadek dotyczył by kobiet, które miały by powód do usunięcia nie zawarty w spisie, ale byłby tak przekonujący, że udzielono by im pomocy;)