Optymizm – jak się go nauczyć? Rozkminy emigrantki

Optymizm pomaga w życiu. Ułatwia spojrzenie na trapiące nas problemy, pomaga dostrzec plusy tam, gdzie inni widzą tylko minusy. Wg. słownika PWN, optymizm to „skłonność do dostrzegania we wszystkim dodatnich stron i wiara w pomyślny rozwój wydarzeń”. Ale czy każdy z nas jest optymistą? A jeśli nie jest, to czy może nim zostać?

Przyznacie, że pora jesienno-zimowa potrafi być bardzo przygnębiająca. Nie wiem jak Wy, ale najchętniej przespałabym ten czas. Chodzę rozdrażniona, ciągle mi zimno, humory też jakieś niespecjalne. I chociaż uważam, że zarówno kolorowa jesień jak i biała, śnieżna zima potrafią być piękne, tak wszystko zależy od tego, gdzie akurat przebywamy. Ja osiadłam na ziemi szkockiej, północnej dokładnie i cóż… 😉  ale z całych sił szukam tych pozytywnych stron sytuacji. Zawsze.

Optymizm wystawiony na ciężką próbę

Miasto, w którym mieszkam, nie pomaga. Wyobraźcie sobie sytuację: wszystkie budynki w mieście postawione są z szarego kamienia, granitu konkretnie. Nie pokryte niczym, żadnym kolorem. Na palcach jednej ręki można policzyć budynki wyższe, niż 4-5 pięter i w jakikolwiek sposób wyróżniające się na tle tej szarości. Nie mówiąc o tym, że w mieście jako tako mało się dzieje, i jeszcze tęskno mi za rodziną (vide moje rozkminy o braku obecności Dziadków).

Dodajcie teraz do tego pogodę, która w Szkocji nas nie rozpieszcza. Deszcze (jeszcze do zniesienia), wietrzne dni, jak dzisiaj (wiatr podnosi we mnie ciśnienie i poziom złości, okropne to jest), a jeśli jedno i drugie połączyć, to mamy deszcz padający w poziomie lub od dołu, parasolki nawet nie ma sensu wyciągać, bo szkoda ją popsuć.

Jeszcze jakiś czas temu miałam wrażenie, że życie nie ma tu sensu. Czułam, że popadam w coraz ciemniejszą dolinę, że brak sił i chęci mnie tylko dobiją i nic nie będzie w stanie mi pomóc. Dół, smutek, ciemność widziałam.

Optymizm zobowiązuje

Tak, z natury uważam się za optymistkę, nie lubiącą zimna. No po prostu nie znoszę marznąć, mieć zimnych stóp, nosa i dłoni. Uwielbiam słońce, pozytywnych ludzi z poczuciem humoru, pewnych siebie i wiedzących czego chcą. Szukam w ludziach tego, co dobre, pozytywne i szczere. Nie lubię fałszu, obłudy i kłamstwa. Wolę bolesną prawdę i żywą rozmowę na argumenty, bo dyskutować uwielbiam. Przyznawać się do błędu rzadziej, ale pracuję nad tym, w końcu idealna nie jestem.

I dlatego gdziekolwiek nie jestem, szukam. Szukam piękna, malutkich drobiazgów, które sprawiają, że się chce. Tych drobnostek, które pozwalają zachować pion, chęci, a przy odrobinie szczęścia, motywują do dalszych poszukiwań i chcenia czegokolwiek.

Łapię się na tym, że dopytuję i zapytuję ludzi na amen. I czy to dotyczy ludzi, miejsca, życia, doświadczeń, przygód – jeśli rozmowa toczy się sama i jest miło i ciekawie albo jestem gdzieś, gdzie cos się dzieje, to wciągam się całą sobą. Szukam, dopytuję, chcę poznać i dowiedzieć się wszystkiego.

Optymizm w szarym mieście? Dlaczego nie?

W zasadzie, będąc całkowicie z Wami szczerą, optymizmu nauczyłam się tutaj. W tym szarym, szkockim mieście. Nie zawsze było mi z tym po drodze, ale po kilku latach marudzenia i narzekania na otaczające mnie miejsce, postanowiłam nauczyć się je akceptować i szukać w nim tego, co da się polubić. Co może się podobać. A potem przełożyło się to na całe moje życie i każdy jego aspekt.

Jak nauczyć się optymizmu

I jak znaleźć ten optymizm? Hmmm, ja zaczęłam od banalnej i najprostszej rzeczy pod słońcem – od szukania kolorów. Tak, kolory są potrzebne, a szarość choćby nie wiem jak piękna, nie jest wystarczająca. Zwłaszcza przy braku wystarczającej dawki słońca i ciepła.

O dziwo, nie było ciężko. Zaczęłam zauważać kolorowe drzwi i zaczęłam robić im zdjęcia. Czerwone, o których sama kiedyś marzyłam, że będę takie mieć w swoim domu. Zielone, niebieskie, żółte i fioletowe. Ludzie mogli uznać mnie za wariatkę, ale chodziłam ulicami i szukałam. Czasem specjalnie, czasem przypadkiem dojrzałam i cyk! Zdjęcie.

optymizm, kolory, kolorowe drzwi

optymizm, kolorowe drzwi, czerwone drzwi, jak się go nauczyć

Zaczęłam łapać każdy promień słońca. Byle się nim nacieszyć, wystawić nos, złapać więcej piegów na policzkach i uwiecznić na zdjęciu. Czy to odbicie w szybie, światło między liśćmi, błyszcząca tafla kałuży, bez znaczenia. Najważniejsze, że szarość rozjaśniona.

Szukałam szkockich uroków tego miasta. Mniejsze uliczki, historyczna architektura. Uwieczniałam na zdjęciach wszystko co, co uznawałam za ciekawe i nadające temu miejscu charakter. I tak krok po kroku… małymi tip topami zaczęłam to przenosić na inne aspekty w życiu.

Optymizm i radość z chwili – przełóż drobnostki na coś większego

Kiedy nauczyłam się już dostrzegać drobnostki, zauważyłam, że łatwiej mi przychodzi akceptacja chwil i rzeczy ważniejszych, o większej randze w życiu. Praca, dom, przyjaciele, zdrowie. Uwierzyłam mocniej w swoje możliwości i że mogę coś osiągnąć, coś jeszcze w tym (i każdym następnym) życiu zrobić dobrego i pożytecznego. Że zostawię po sobie jakiś ślad.

Działam. Próbuję. Wszędzie i zawsze staram się cieszyć tym co mam, ale nie przymykam oczu i nie poprzestaję na tym. Staram się mierzyć wyżej, sięgać po więcej. Pracuję cały czas nad tym, by chciało mi się chcieć. Radość przychodzi, kiedy widzi się efekty, kiedy przekłada się to na wymierne korzyści dla siebie i bliskich.

Doceniam to, co mam. A mam, wbrew pozorom, naprawdę dużo i nie mam tu na myśli rzeczy stricte materialnych. Chorowałam, ale stanęłam na nogi. Mieszkam w kraju, gdzie o gorącym lecie mogę zapomnieć, ale za to jakie mam przed sobą piękne szkockie krajobrazy! Mam wspaniałą córkę, najlepszego z Osobistych Połówków. Rodzinę i przyjaciół. Nie stać mnie na złote góry, ale też nie żyję w ubóstwie. Do wszystkiego dochodzę sama; pracą, nauką i cierpliwością. I z optymistycznym założeniem, że uda mi się osiągnąć to, co sobie zamierzyłam.

Po drugiej stronie chmur zawsze jest czyste niebo.

Éric-Emmanuel Schmitt

Brzmi infantylnie? Być może. Nie wierzysz, że to cały przepis na optymizm? I tu masz trochę racji, bo to nie przychodzi samo z siebie, ot tak. Jak ze wszystkim, trzeba się niejednokrotnie zmierzyć z samym sobą i przede wszystkim chcieć to zmienić w sobie.

Zauważyłam, że odkąd mam córkę, to dla niej staram się tego wszystkiego doszukiwać. Przede wszystkim dla siebie, ale to ona daje mi motywacyjnego kopa do działania i nie załamywania rąk. Dla niej szukam kolorów, słońca, obserwuję świat pięćdziesiąt razy dokładniej, niż wcześniej. Zwracam uwagę na rzeczy, momenty i chwile, których wcześniej bym nie zauważyła, była zbyt leniwa by się nimi cieszyć lub zwyczajnie bym je zignorowała.

Dziecko sprawiło, że bardziej cieszą mnie drobnostki. I właśnie te drobnostki powodują, że jestem pogodniejsza, doceniam co mam i z optymizmem spoglądam w przyszłość nawet, jeśli mam chwilowo pod górkę.

Wakacyjna anegdota

Byliśmy z Osobistym Połówkiem i przyjaciółmi na wakacjach. Spacerowaliśmy uliczkami miasta, które zwiedzaliśmy i w pewnym momencie dostrzegłam za bramą budynku mnóstwo kartonów. Mówiąc mnóstwo, mam na myśli setki. I każdy z tych kartonów miał na sobie coś namalowane – buzię lub drzwi, okna, inne miały powycinane kształty. Nie widziałam nikogo w środku, kto by tego pilnował ale od razu chciałam tam wejść i zobaczyć o co chodzi. Skąd one się tam wzięły, ku czemu służyły. Złapałam Połówka za rękę i wciągnęłam do środka, robiąc przy okazji milion zdjęć.

optymizm, jak się go nauczyć

Tymczasem nasi przyjaciele poszli dalej…

I nagle, gdzieś zza któregoś pudła wyjrzał osobnik płci męskiej, który z uśmiechem od ucha do ucha zapytał, czy czegoś szukamy. Powiedzieliśmy, że zaintrygowały nas te pudła i co z nimi chodzi? Otóż okazało się, że ten stary budynek to szkoła artystyczna, a te pudła to projekt studentów. Miały symbolizować miasto, chaos w nim panujący ale też charakter i nadać osobowość. A przecież studenci byli z różnych części świata, więc tym bardziej był ciekaw, jak studenci z tego wybrną.

Nie mnie oceniać efekt, ale z pewnością udało im się przyciągnąć uwagę.
A naszych przyjaciół ominęła miła pogawędka z panem profesorem 🙂

optymizm, kolory, jak się nauczyć optymizmu

Optymizm dla siebie, optymizm dla innych

Dobrze, gdy się chce. Gdy się próbuje.
Próbujmy, szukajmy, cieszmy się drobnostkami, od małych rzeczy przechodzi się do wielkich. Nie poddawajmy się łatwo. Ufajmy sobie i swojemu instynktowi.

Pamiętajmy, że sposób widzenia i interpretowania tego, co dzieje się wokół nas, ma istotny wpływ na jakość naszego życia.

Oczywiście, że daję sobie prawo do gorszych dni, do złości i smutku. Jak każdego z nas, spotyka mnie coś przykrego, bolesnego i trudnego do przejścia. Ale z tą dawka optymizmu, którą sobie wypracowałam, łatwiej przychodzi mi znoszenie tych wszystkich przeciwności i chętniej działam, by temu zapobiec. Rozpaczam, ale staram się tej rozpaczy nie poddać całą sobą.

A kiedy już sami odnajdziemy w sobie pogodę ducha, warto przekazywać ją dalej. Wtedy ci, z którymi się spotykamy po drodze, będą mieli szansę przy nas odpocząć, nabrać sił, spojrzeć łaskawiej na siebie i świat. Fajne to będzie uczucie 🙂

 

zdjęcia kolorowych, szkockich drzwi pochodzą jeszcze z mojego starego, osobistego bloga 😉

(Visited 270 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Mam wraże że coraz trudniej w dzisiejszych czasach o optymizm. To bardzo trudne dostrzegać w morzu problemów tą nadzieję, która sprawia że optymizm jest na czymś oparty. Cieszę się, że chociaż troszeczkę potrafię jej z siebie wydusić 🙂

    • To bardzo dobrze, cieszę się razem z Tobą 🙂
      Sama wiem, ile mnie kosztowała zmiana podejścia i myślenia i postrzegania pewnych spraw i wiem, że łatwo nie jest. W dodatku jeśli spotka nas jedno z większych nieszczęść, tym bardziej trudno o wykrzesanie z siebie odrobiny optymizmu. Ale optymizm pomaga mieć w sobie nadzieje i tego staram się trzymać 🙂

      • Wiem co to znaczy gdy świat się wali, serce pęka a my toniemy w bezradności i żalu… NIESTETY. Ale wstałam… i chcę być tą niepoprawną optymistką – staram się! 😉

        • To jest nas dwie, kibicujmy sobie nawzajem. Będzie raźniej w tej optymistycznej niepoprawności 😉

          • Mam wrażenie, że o dwie nas za dużo! :*