Minimalizm – filozofia i mój sposób (nie tylko) na święta

Jak co roku o tej porze, wszystkich dopada przedświąteczna gorączka. Co rusz jak jeden mąż, łapiemy za ścierki i wiadra i myjemy okna, szorujemy i pastujemy podłogi, wietrzymy i wycieramy szafki, szuflady i inne schowki. A w tym wszystkim jeszcze gotowanie i kupowanie prezentów. No nie ma lekko. A wydawałoby się, że Święta to czas odpoczynku, czas przeznaczony na bycie po prostu razem i ze sobą.

Zabawkowy zakupoholizm

Od pewnego czasu niepokoi mnie uczucie, które mną targa. Nie lubię go, walczę z nim i co pomaga mi z nim walczyć, napiszę o tym za chwilę. Ale przyznaję, że w pewnym momencie wpadłam w sidła myślenia jak milion innych mam i rodziców na świecie – moje dziecko musi mieć zabawki. Dziecko bez setki zabawek jest nieszczęśliwe, smutne i skazane na wieczną nudę. A my, rodzice, na wieczne potępienie w jego oczach.

I tak kluczę, między zdrowym rozsądkiem a chęcią sprawienia mojemu dziecku przyjemności. Każde wyjście do sklepu to dylemat, czy skoczyć na chwilę na dział z zabawkami, czy odpuścić. A jeśli te, które ma, już jej się nie podobają i ją nudzą? A jeśli jest już na nie za duża? I teraz najgorsza myśl z wszystkich – a może moje dziecko ma, wbrew pozorom, za mało zabawek uczących i rozwijających? Sama chwilami wpędzam się w niezrozumiałe później dla mnie poczucie winy, że tak naprawdę moje dziecko nie ma tych zabawek aż tak dużo, że inne dzieci mają ich pewnie zdecydowanie więcej i są fajniejsze i ciekawsze, a moje kochane dziecię bawi się trzema misiami na krzyż.

Sztuka minimalizmu w życiu

Minimalizm to nie tylko trend, ale też filozofia, która staje się coraz bliższa mojemu sercu. I co się okazuje, tkwiła od dawna gdzieś głęboko we mnie ale dopiero nazwanie tego po imieniu i znalezienie książki na ten temat, pomogło mi zacząć wprowadzać to w życie na co dzień.

Czym jest minimalizm? Wyobraź sobie, że z każdego miejsca w domu, z każdego zakamarka, z każdej półki, szafki, parapetu i innych jeszcze miejsc, pousuwasz wszystko to, co tak naprawdę jest Ci zbędne, niepotrzebne i generalnie zbiera tylko kurz. A stoi czy leży tam dlatego, że kiedyś była to miła dla oka pamiątka, ale czas mija, wspomnień przybywa i przybywa a miejsca w domu na gromadzenie ich tylko ubywa. Pochłaniają Twój czas (bo sprzątać i odkurzać je trzeba) i przestrzeń (zabierają miejsce wokół Ciebie).

Bardziej szczegółowo o minimalizmie

Żeby wyjaśnić od razu – minimalizm nie musi oznaczać samego faktu posiadania małej ilości rzeczy. Posiadanie małej ilości rzeczy to zaledwie jeden element tej filozofii – taki przykład z mojego życia: jeżeli biblioteczka z książkami przynosi szczęście, a tak jest w moim przypadku, to nie będę się jej pozbywać.

W minimalizmie chodzi o to, by skupić się na „być, zamiast „mieć”. To definiowanie się przez to, kim się jest, a nie przez to, co się ma. To eliminacja lub redukcja tego, co mało ważne (rzeczy), na rzecz tego, co ważne (doświadczenia).

Słyszeliście o zasadzie 80/20? W uproszczeniu polega ona na tym, że za większość efektów odpowiada mały wkład. Za 80% efektów odpowiada 20% wysiłku.

I w tym momencie definicja minimalizmu pokrywa się z zasadą 80/20, która głosi dokładnie to samo – zidentyfikuj to, co najważniejsze, i skup się na tym. Podobnie jak zasadę 80/20 można z sukcesem zaaplikować do każdej sfery życia, tak samo można zrobić z minimalizmem.

Jak ma się minimalizm do zabawek dziecka

Spokojnie, nie będę odmawiać dziecku zabawek. Ale chcę się skupić na tym, co dla mojej córki jest najważniejsze, czyli czas z nami, z naszymi przyjaciółmi i rodziną. Jeśli coś kupię, to jedną rzecz ale taką, która mogłaby jej służyć przez dłuższy okres czasu, a nie zabawić przez chwilę. Będę szukać takich zabawek, które faktycznie mogą czegoś nauczyć, pomóc zrozumieć świat i rozwijać umiejętności.

Koniec z wyrzutami sumienia i zagracaniem dziecku przestrzeni w pokoju i w domu tak w ogóle. Dziecko nie musi mieć miliona zabawek, by chcieć i umieć się bawić. Chcę też stworzyć dziecku miejsce na pobudzanie własnej wyobraźni, wychodzenie z własną inicjatywą i pomysłami. Niech tworzy, wymyśla, a my jako rodzice jesteśmy od tego, by dziecku pomagać ale nie wyręczać je za pomocą kolejnych bibelotów.

Nie, oczywiście, że nie przestanę kupować lalek czy misiów, jeśli tak bardzo lubi się nimi bawić. Kolejnych klocków też jej nie odmówię, ale w tym wszystkim trzeba znaleźć umiar. Trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć dość, przecież jest ich już wystarczająco dużo.

Świąteczny podchoinkowy minimalizm

A wszystko to zaczęło się tworzyć w mojej głowie, kiedy usłyszałam ile prezentów dostanie pewne dziecko od swoich dziadków i rodziców. Nie chcę dać się zwariować. Święta to nie prezenty, chociaż dzieci czekają przecież przede wszystkim na to (jak nie, jak tak, nie ma co ukrywać). Chcę jednak pokazać i dziecku i nam, że święta to nie tylko prezenty ale przede wszystkim czas dla siebie i dla bliskich. Nie chcę dać się ponieść wszechobecnemu konsumpcjonizmowi. Rynek i społeczeństwo wywołują na nas presję, by chcieć coraz więcej i więcej, a przecież aż tylu rzeczy nie potrzebujemy, by spokojnie żyć i funkcjonować.

Znajduję i będę wciąż szukać tego minimalizmu u siebie. Odnajdę wokół siebie ten porządek i przestrzeń. Uporządkuję myśli i dom. Będziemy cieszyć się sobą, a nie przedmiotami. One są tylko dodatkiem, a nie sensem. Niech te święta będą pięknym wstępem do czegoś nowego i lepszego. I u mnie i u Was.

(Visited 174 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Dominika Gołuńska

    Ech…. jak pięknie napisane 🙂

    • Dzięki piękne 🙂
      Wprowadzanie minimalizmu łatwe nie jest, ale można się tego nauczyć. A jak jest u Ciebie? 🙂